Chcesz auto za pół ceny? Skarbówka ma plan
Kupowanie auta przypomina czasem rosyjską ruletkę – nigdy nie wiesz, czy trafisz na okazję życia, czy przepłacisz za auto, które nadaje się na złom. Teraz jednak pojawiła się nowa opcja, ponieważ Urzędy Skarbowe sprzedają samochody odbierane pijanym kierowcom. Kuszą ceną, która bywa nawet o połowę niższa, niż rynkowa.

Ktoś traci, by ktoś mógł zyskać
W marcu 2024 roku weszła w życie nowelizacja kodeksu karnego, która sprawiła, że kierowcy, którzy jadą autem kompletnie pijani tracą swoje samochody. Dotyczy to osób, które mając ponad 1,5 promila spowodowały wypadek albo zostały przyłapane na alkoholowej recydywie. W takich przypadkach sąd decyduje o przepadku mienia, a auto trafia wtedy w ręce skarbu państwa, który wystawia go na licytację.
Nie spodziewaj się jednak salonowych nowości pachnących świeżym plastikiem. Zdecydowana większość aut to starsze modele i to takie, których stan techniczny odbiega od tzw. „igły”. Leasingowane SUV-y czy służbowe limuzyny nie trafiają pod młotek, bo formalnie nie są własnością kierowcy – a tych drogich fur jest jak na lekarstwo. W zamian za to dostajesz przegląd motoryzacyjnej klasyki polskich ulic: Volkswageny Passaty, Ople Astry, Peugeoty 307, od czasu do czasu jakiś Ford Mondeo albo Skoda Fabia.
Skarbówka działa według prostego mechanizmu. Najpierw rzeczoznawca wycenia auto. Pierwsza licytacja startuje od 75% tej wartości, a jeśli nie ma chętnych, to druga zjeżdża już do 50%. A w ostateczności nawet za 10% wartości rynkowej. I wtedy zaczyna się magia, bo nagle Opel, który na popularnych portalach aukcyjnych lata po 10 tysięcy, jest do złapania za 5 koła. Brzmi pięknie, prawda? Tylko pamiętaj – nie możesz mieć pretensji o stan techniczny, bo bierzesz to auto z wszystkimi wadami i zaletami.
Kupiłeś? Gratulacje, teraz będziesz mógł sprawdzić stan techniczny
Wyobraź sobie, że stoisz na parkingu urzędu skarbowego, właśnie wygrałeś swoją pierwszą licytację. Ręce drżą z ekscytacji, bo przed tobą stoi wymarzony Golf VI – metalik, prawie nówka. Przynajmniej tak go sobie wyobrażałeś, bo przecież nie wolno ci go było nawet odpalić, nie wspominając o jeździe próbnej.
Przepisy nie przewidują możliwości szczegółowych oględzin – możesz obejść samochód, kopnąć w oponę i zajrzeć do środka, ale na tym koniec. Reszta to czysta loteria. Może być tak, że będziesz nim śmigał przez lata, ale istnieje też możliwość, że nawet nie dojedziesz do domu.
Do ogólnej kwoty zakupu dochodzą wszelkie formalności, takie jak podatek PCC (2% wartości zakupu), obowiązkowe OC, no i badanie techniczne. W końcu samochód trafił do Ciebie od kierowcy, który nie miał zbyt dużo oleju w głowie, zatem mógł zapomnieć o przeglądzie i OC.
Czy mimo to warto? Dla osób, które potrzebują budżetowego auta na dojazdy do pracy na pewno tak. Natomiast jeżeli szukasz niezawodnej fury na wakacyjne wyjazdy, to chyba lepiej spojrzeć gdzie indziej. Choć oczywiście mogą trafić się perełki.
Aukcje jak z telewizyjnego reality show
Od czasu wprowadzenia przepadku aut sprzedano już kilka tysięcy pojazdów, a Skarb Państwa wzbogacił się o ponad 13 milionów złotych. Średnia cena za auto to około 4 tysiące złotych – kwota, za którą dziś nie kupisz nawet przyzwoitego roweru górskiego z elektrycznym wspomaganiem. Państwo zarabia, obywatele polują na okazje, a wszystko odbywa się zgodnie z literą prawa.
Niewątpliwie cały ten mechanizm ma sens, bo odstrasza potencjalnych pijanych kierowców. I to nie tylko takich jeżdżących rozwalonym Volgswagenem Passatem z 2003 roku, ale też tych z Mercedesów i BMW.
Twój komentarz został przesłany do moderacji i nie jest jeszcze widoczny.
Sprawdzamy, czy spełnia zasady naszego regulaminu. Dziękujemy za zrozumienie!