Jankes potrafi: najlepsze rzeczy, które (jeszcze) produkuje się w USA

BUTY: NEW BALANCE MADE IN USA
Zacznijmy od dosłownego potraktowania zwrotu “walk in someone else's shoes” i wsuńmy na nasze polskie stopy obuwie, które jest bardziej amerykańskie od nowojorskiej Statuy Wolności, od głów prezydentów USA, które wykuto na zboczu Mount Rushmore, a nawet od piosenek Williego Nelsona.
Choć większość asortymentu New Balance powstaje w Azji – cóż, taki mamy klimat w gospodarce globalnej – to jednak firma z Bostonu konsekwentnie trzyma się swych jankeskich korzeni (korzeni głębokich, bo sięgających roku 1906).
Jakieś dowody na poparcie powyższej tezy? No problem, mate: są nimi dwie fabryki ulokowane w stanach Massachusetts i Maine, które korzystają z wiedzy i umiejętności amerykańskich rzemieślników.
Mało tego, większość materiałów używanych do produkcji tego obuwia (od skóry po tworzywa sztuczne) pochodzi od dostawców lokalnych, a więc mówimy tutaj o Made in USA pełną gębą.
Czy te sneakersy (podobnie zresztą jak obuwie z kolekcji Made in UK, bo New Balance posiada też zakład w angielskim Flimby) są droższe od swoich odpowiedników produkowanych przez małe azjatyckie rączki? Tak, owszem.Lecz w zamian oferują re-we-la-cyj-ną jakość wykonania (zresztą potwierdzoną na etapie bardzo restrykcyjnych kontroli jakości) i ponadprzeciętną trwałość. Słowem: kategoria premium przez naprawdę duże "P".
Jeżeli więc lubisz rzeczy i wygodne, i modne, a do tego niezniszczalne niczym stare amerykańskie silniki V8, zdecydowanie warto poszukać w sklepach "Nju Belensów" z kolekcji Made in USA.
Gwarantuję, że w tym obuwiu będziesz mile widziany w absolutnie każdej ambasadzie lub konsulacie Stanów Zjednoczonych, w poznańskim Campie Kościuszko, a nawet w Białym Domu.New Balance U993GW / cena: 1099,99 zł
(HIPER)SAMOCHÓD: HENNESSEY VENOM F5 EVOLUTION
Czy pozostała jakakolwiek nadzieja dla osób, które tęsknią za starą, dobrą motoryzacją ze Stanów – dziką, brutalną i bezkompromisową, a do tego naprawdę intensywnie pachnącą benzyną? Tak, a nadzieja owa nazywa się Hennessey Performance Engineering.
Chodzi tutaj o firmę działającą w Sealy (to takie zapyziałe miasteczko w Teksasie), która specjalizuje się w tworzeniu pojazdów bardziej szalonych i szybszych niż gonitwa myśli w głowie Elona Muska.
Na przykład takich jak Evolution, czyli najnowsza modyfikacja hipersamochodu Venom F5. Jakieś liczby? Otóż mamy tutaj do czynienia z mocą, uwaga, 2059 KM, czyli ponad dwukrotnie większą niż w przypadku słynnego Bugatti Veyrona.
Jakie jest przyspieszenie od zera do stu kilometrów na godzinę? Guys, nie bawmy się w takie drobiazgi i pomówmy raczej o czasie, w którym na liczniku pojawia się 320 km/h (czyli 200 mil na godzinę). Ten proces zajmuje... 10,3 s, a więc o cztery sekundy szybciej niż w Koenigseggu Agerze.
Dodajmy gwoli formalności: a wszystko to bez jakiejkolwiek elektryfikacji i hybrydyzacji napędu. Wystarczył podwójnie uturbiony silnik V8 o pojemności 6,6 litra, no i odpowiednia dawka teksańskiej fantazji.Hennessey Venom F5 Evolution / ceny: od 11,3 miliona zł
E-ROWER: ELECTRIC BIKE COMPANY
W takim razie powinieneś ściągać zza Oceanu coś od marki EBC – kultowej wśród tych Amerykanów, który jarają się pedałowaniem, ale jednocześnie nie lubią się zbytnio męczyć i pocić.
Ta kalifornijska firma szczyci się tym, że jej wszystkie jednoślady są naprawdę "Mejd in Juesendej" – dotyczy to zarówno komponentów, z których znaczna część pochodzi od dostawców amerykańskich, jak i samego procesu (ręcznego) montażu.Wisienkami na owym torcie są naprawdę dobre parametry (np. zasięg, który może przekraczać 240 kilometrów) oraz możliwość niemal dowolnej personalizacji zamawianego roweru.
Wsiądź na taki e-rower, a poczujesz się, jakbyś przemierzał słynny bulwar przy kalifornijskiej plaży Venice – nawet jeżeli tak naprawdę jedziesz nad Jezioro Radomskie albo nad sosnowiecki "Balaton".Electric Bike Company Model J / ceny: od 6770 zł
ZAPALNICZKA: ZIPPO
Ich wielka kariera zaczęła się w dekadzie kolejnej, gdy miliony żołnierzy amerykańskich zaczęły w taki właśnie sposób odpalać papierosy na frontach II wojny światowej. Później wyroby przedsiębiorstwa Zippo Manufacturing Company pokochała kinematografia hollywoodzka, no a reszta jest już historią…
Zippo Johnny Cash / cena: ok. 140 zł
KOMPUTER: DIGITAL STORM
Działania mistera Trumpa wywołały panikę w wielu amerykańskich firmach, które zaczęły deklarować, że zaczną przenosić produkcję do ojczyzny. Zrobiło tak np. Apple, deklarując pośpiesznie i grzecznie, że w ciągu najbliższych czterech lat zainwestuje w tym celu aż 500 miliardów dolarów.
Lecz to jedynie pieśń przyszłości, bo w tym momencie na zdecydowanej większości sprzętów spod znaku nadgryzionego jabłka – dla wielu będących przecież ucieleśnieniem amerykańskiego stylu życia – widnieje jednak napis informujący o produkcji w Chinach.
Komputer Aventum X / ceny: od ok. 19 000 zł
BROŃ: SMITH & WESSON
Powstało w roku 1852 i najpierw (bardzo skutecznie) pomagało podbijać Dziki Zachód. Później (w myśl drugiej poprawki do konstytucji amerykańskiej) zaprowadzało ład w tamtejszych miastach, wsiach i na odludziach, co nie zmieniło się aż po dziś dzień.
Marzysz o kultowym rewolwerze S&W, wyprodukowanym przez – a jakże! – jankeskich rusznikarzy? Pamiętaj, że nie musisz sięgać po wybijającą nadgarstki "armatę" kalibru .44 cala Magnum; podobną do tej, której używał “Brudny” Harry. Przecież rozmiar nie ma aż tak wielkiego znaczenia…

Wspaniałym wyborem będzie też model 642 (kaliber .38 S&W Special): kompaktowy, lekki, niezawodny i przystępny cenowo. No i naprawdę męski nawet wówczas, gdy wyposażono go w różową okładzinę rękojeści. Te rewolwery ubóstwiają m.in. amerykańscy agenci federalni i ochroniarze – a to, przyznasz, jest świetną rekomendacją.
Smith & Wesson J-Frame Series Model 642 / ceny: od ok. 2100 zł
Twój komentarz został przesłany do moderacji i nie jest jeszcze widoczny.
Sprawdzamy, czy spełnia zasady naszego regulaminu. Dziękujemy za zrozumienie!

