Tak dobrze żarło, a zdechło… Oto kultowe marki, za którymi tęsknimy najbardziej


BlackBerry
Kochali je zarówno agenci FBI oraz najbogatsi biznesmeni z Wall Street, jak i drobni handlarze spod Mławy tudzież aspirujący przedsiębiorcy z okolic Hajnówki.
Dlaczego? Te charakterystyczne – wyposażone w fizyczną klawiaturę QWERTY – telefony z przez niemal dekadę były synonimami profesjonalizmu i sukcesu.Korzystając z takiego urządzenia, wysyłałeś otoczeniu bardzo wyraźne sygnały: “nie prowadzę pogaduszek o pierdołach – rozmawiam o rzeczach iście strategicznych” oraz “nie piszę jajcarskich esemesów, tylko bardzo ważne e-maile”.
Tak właśnie wyglądał świat pomiędzy rokiem 1999 a 2008, czyli w złotych czasach "Jeżyny". Kanadyjska marka podbijała wówczas serca i portfele milionów wymagających klientów, a cena jednej akcji tej firmy sięgała imponujących 147 dolarów (dla porównania: w roku 2024 wartość spadła do… 4 dolarów).Jednak już 9 stycznia 2007 roku doszło do pewnego wydarzenia, które okazało się gwoździem do trumny BlackBerry (oraz, podkreślmy, wielu innych producentów telefonów).
To właśnie wtedy na scenę wyszedł Steve Jobs i zaprezentował pierwszego iPhone'a, wywołując w ten sposób gigantyczne trzęsienie ziemi w świecie urządzeń mobilnych.
W mgnieniu oka to właśnie "Ajfony" stały się synonimem sprzętów nie tylko modnych, ale i takich, bez których prawdziwy człowiek sukcesu jest niczym bez nogi albo ręki.
Reszta jest już historią: choć BlackBerry próbowało utrzymać się na powierzchni, to walka z urządzeniami bazującymi na apple'owskiej platformie iOS stawała się coraz bardziej wycieńczająca. No a utrudnieniem dodatkowym stały się triumfy Androida…
Kanadyjczycy wypuścili swój ostatni smartfon (model KEY 2 LE) w roku 2018, choć było to jedynie aktem desperacji. Bo szanse na odzyskanie choć części dawnej pozycji na rynku były już zerowe. Tort został już podzielony, BlackBerry pozostało obejść się smakiem.
Zaznaczmy: przedsiębiorstwo wciąż działa, a do tego deklaruje wysokie przychody (w roku fiskalnym 2024 wyniosły 853 milionów dolarów amerykańskich). Jednak obecny model biznesowy opiera się głównie na cyberbezpieczeństwie oraz Internecie Rzeczy (IoT). O wznowieniu produkcji kultowych niegdyś telefonów BlackBerry nie ma mowy.
Saab

Przez całe dziesięciolecia tę markę uznawano za jedną z największych ikon Skandynawii. Była bardziej szwedzka od klopsików z Ikei! Jednak w pewnym momencie coś zaczęło się psuć. I to tak bardzo, że nad Saabem zaczął unosić się odór przypominający surströmminga, czyli (nie)sławnego kiszonego śledzia.
No ale zacznijmy od początku: Saab Automobile AB narodził się w roku 1947 jako spółka należąca do szwedzkiego koncernu zbrojeniowego Saab AB.
Od tamtego czasu samochody produkowane w miejscowości Trollhättan regularnie zaskakiwały miłośników motoryzacji niebanalnej: oferowały nie tylko oryginalną stylistykę, ale i naprawdę pomysłowe, wyprzedzające epokę rozwiązania techniczne.
Dopracowana niemal do perfekcji aerodynamika? Podgrzewane fotele kierowcy? Wycieraczki? Spryskiwacze reflektorów? To właśnie Saaby były pierwszymi seryjnymi autami, w których można było znaleźć takie bajery.
Apogeum zachwytów nastąpiło w roku 1978, gdy na drogi wyjechał najwspanialszy Saab w historii, czyli model 900.
Z jednej strony był pojazdem zdroworozsądkowym, rodzinnym. Jednak z drugiej: wyekwipowano go w rozwiązanie, którego nikt w tym segmencie nie oferował, czyli w seryjną turbosprężarkę, która zapewniała całe mnóstwo adrenaliny.
Lecz już w latach 70. ubiegłego wieku firma zmagała się z bardzo poważnymi problemami finansowymi. Nawet gdy pojawiło się pewne światełko w tunelu (czyli gdy w latach 80. Saaby pokochała Ameryka), to księgowi z Trollhättan wciąż wyrywali sobie włosy z głowy i siwieli w zastraszającym tempie.
Cudownym ratunkiem miał być inwestor zza Oceanu. Mowa o koncernie General Motors, który w roku 1989 wykupił połowę udziałów Saab Automobile AB, a dekadę później był już właścicielem całościowym.
Niestety, wszystko skończyło się zniszczeniem DNA marki. Saaby przestały być pojazdami wizjonerskimi i nietuzinkowymi. Przeobraziły się natomiast banalną masówkę, która oferowała niewiele więcej od samochodów ze znaczkiem Opla.
Dalsze losy firmy przypominają gorącego, przerzucanego z rąk do rąk kartofla: koncern General Motors próbował sprzedać Saaba m.in. firmom Koenigsegg oraz Spyker. Nawiązano też krótki romans z japońskim przedsiębiorstwem Fuji Heavy Industries.
Ba, na scenie pojawili się nawet Chińczycy (Beijing Auto wykupił prawa do produkcji modeli 9-3 oraz 9-5) oraz Holendrzy, którzy stworzyli spółkę Swedish Automobile. Jednak pomimo kolejnych restrukturyzacji Saab był pod permanentną kreską, co doprowadziło do ogłoszenia bankructwa w roku 2011.
Zaledwie rok później markę reanimowano w ramach spółki NEVS (zasilanej pieniędzmi chińskiego potentata budowlanego), jednak niewiele wody upłynęło w rzece Dalälven, gdy zaczęły się kolejne perturbacje.
Związane były chociażby z tym, że szwedzkiemu koncernowi zbrojeniowemu – wciąż posiadającemu prawa do marki – nie spodobał się plan na przyszłość kultowego Saaba, obejmujący tworzenie aut elektrycznych w Chinach.
Stan rzeczy na dziś? Jak oficjalnie podkreśla szwedzka zbrojeniówka (ta sama, która produkuje np. samoloty Gripen), nie ma nowych planów na wskrzeszenie marki.
CKM podpowiada: marzysz o nowym Saabie? A więc najlepiej kup sobie myśliwiec!
* Lubisz opowieści o wzlotach i upadkach, smutne historie bez happy endów? Daj nam znać w komentarzu, czy powinniśmy wrócić do kultowych marek, które albo umarły, albo są zaledwie cieniami samych siebie sprzed lat. Samochody Fisker? Telefony Nokia? Konsole Sega? Aparaty fotograficzne Kodak? A może serwis społecznościowy nasza-klasa.pl? Porozmawiajmy o tym…
Twój komentarz został przesłany do moderacji i nie jest jeszcze widoczny.
Sprawdzamy, czy spełnia zasady naszego regulaminu. Dziękujemy za zrozumienie!
Kierowcy często mylą znaki D-3 i C-5. Różnią się tylko kształtem
3000 złotych i 15 punktów karnych. Potężne kary za jazdę zimą
Dokument z PRL może być warty ponad 27 tys. złotych. Pieniądze wypłaci PKO BP
Blisko 300 km/h na autostradzie? Kolejny influencer chwali się łamaniem przepisów w BMW
Tesla schodzi z ceny i da nam budżetową wersję modelu Y

