Wrocławska restauracja wprowadziła dopłatę za klimatyzację. Ile należy się za taki luksus?
W dobie inflacji wszystko kosztuje więcej – chleb, paliwo, prąd i jak się okazuje – powiew chłodu podczas obiadu również. Pewna wrocławska restauracja, postanowiła doliczyć swoim gościom 2 zł za włączoną klimatyzację. Właściciele tłumaczą to wzrostem cen energii, a internauci łapią się za głowy.

2 zł od osoby za powiew chłodu?
Zacznijmy od faktów, że Restauracja „Czerwona Koza” uczciwie informuje gości, że w dni, gdy działa klimatyzacja, doliczana jest opłata w wysokości 2 zł za osobę. Informacja znajduje się w karcie informacyjnej, więc nie ma tu żadnej ściemy. Walą prosto z mostu i mają takie prawo. Tyle tylko, że gościom i internautom nie w smak płacić za coś, co raczej jest standardem. Do tego nie tylko ułatwia życia wyłącznie klientom, ponieważ obsłudze również.
Restauracja tłumaczy, że to konieczność podyktowana kosztami energii. I niby wszystko zrozumiałe – tylko czemu klient ma płacić za coś, co powinno być standardem?
Gdyby cała sytuacja ograniczyła się do 2 zł ekstra – może i przeszłoby bez echa. Ale internauci wyłapali niezbyt parlamentarne odpowiedzi właściciela restauracji.
Czy płatna klimatyzacja to nowy standard?
Niektórzy próbują tłumaczyć ten pomysł, sięgając po zagraniczne przykłady: „Przecież we Włoszech płaci się coperto!”, „W Japonii doliczają za serwetki!”, „W USA kelner zrobi groźną minę, jak nie zostawisz napiwku!”. Jasne – świat zna wiele takich przykładów i lokalnych zwyczajów. Ale w Polsce? U nas takie opłaty dodatkowe zawsze budziły kontrowersje, szczególnie gdy nie wynikają z decyzji klienta, tylko są dorzucane do rachunku.
I o ile coperto bywa wkalkulowane w kulinarną włoską przygodę, to dopłata za klimatyzację brzmi dosyć nietypowo. A przecież to nie luksus, tylko element podstawowej infrastruktury lokalu. Ma ona zapewnić komfort nie tylko gościom, ale też osobom, które tam pracują.
A klient? Jeśli zamiast delektować się schabowym, skupia się na tym, że pot kapie mu z nosa wprost na talerz, to coś ewidentnie nie gra. Komfort termiczny to nie fanaberia – to fundament przyzwoitej wizyty w restauracji. Nie chodzi o to, żeby było jak w lodówce, ale żeby nie trzeba było wachlować się menu.
Czy inne restauracje zastosują podobny manewr?
Cała ta historia pokazuje coś więcej niż tylko problem z dopłatą, ponieważ w wielu odpowiedziach po prostu brakuje klasy. Co w przypadku tej dosyć nietypowej dopłacie nie ułatwia samej restauracji. Jednak jeśli obroni się smacznym jedzeniem (a naprawdę zdecydowana większość opinii jest bardzo pozytywna), to i klientom przejdzie przez gardło nawet dodatkowa opłata za niższą temperaturę na sali restauracyjnej. Chociaż po reakcji internatów najpewniej inni restauratorzy albo nie pomyślą o takiej dopłacie albo po prostu wliczą ją w cenę oferowanych dań.
Twój komentarz został przesłany do moderacji i nie jest jeszcze widoczny.
Sprawdzamy, czy spełnia zasady naszego regulaminu. Dziękujemy za zrozumienie!
Donald Trump rozpoczął operację wojskową. Wiadomo, co się dzieje
Synoptycy nie mają wątpliwości. Taka ma być wiosna 2026
Bank centralny apeluje o wypłacanie gotówki z kont. Tyle trzeba mieć na "czarną godzinę"
Dramatyczny pożar, nie żyją trzy osoby. Służby nie mogły nic zrobić
Wstrząsająca relacja rodziców z Jeleniej Góry. To dlatego Hania zabiła 11-letnią Danusię?

