Tajlandzka loteria – czerwona karta i idziesz do woja

Wojsko po tajsku, czyli wszystko zależy od szczęścia
Tajlandzki system poboru przypomina bardziej reality show niż komisję wojskową. Każdy zdrowy mężczyzna, który kończy 21 lat, musi stawić się w lokalnym centrum rekrutacyjnym, gdzie odbywa się…losowanie. Dosłownie. Wkłada rękę do urny i losuje kartkę. Czerwona – ubierasz mundur i lecisz w koszary, zwykle na dwa lata. Czarna – wracaj do domu, dziś miałeś szczęście.
Nie brzmi tak groźnie? Pamiętaj, że nikt nie chce zostać wybrany. Wśród setek młodych chłopaków czuć napięcie jak przed walką o pas w MMA. Gdy padnie czerwony, wybuchają najbardziej skrajne emocje. Niektórzy po prostu są smutni, inni zaś wpadają w totalną histerię.
Kamery, łzy i lajki
Loteria wojskowa w Tajlandii stała się w ostatnich latach internetowym viralem. Filmiki z młodymi Tajami losującymi kartki rozchodzą się po sieci jak nowe odcinki „Squid Game”. Śmiech, łzy, rozpacz – wszystko jak na dłoni. W końcu, kto by nie chciał zobaczyć faceta, który po wylosowaniu czerwonej kartki prawie mdleje z przerażenia? Albo tańczy z radości, bo wylosował czarną? Jednak pod tą całą "folklorystyczną" otoczką kryje się też sporo ciemniejszych stron.
Transpłciowe kobiety w wojsku? Tajlandia mówi „musisz się stawić”
Największym absurdem tajskiego systemu jest sposób traktowania osób transpłciowych. W kraju, który lubi się przedstawiać jako „przyjazny LGBTQ+”, transpłciowe kobiety – czyli osoby, które urodziły się jako mężczyźni, ale żyją jako kobiety – są nadal objęte obowiązkiem stawienia się na loterię. Dlaczego? Bo dokumenty tożsamości w Tajlandii nie pozwalają zmienić płci.
Organizacje praw człowieka od lat grzmią, że ten proces to czysty absurd i naruszenie godności. W 2015 roku Human Rights Watch opublikowało raport, który opisał to jako instytucjonalną przemoc.
Młodzi Tajowie kontra system
Wbrew pozorom, młodzi Tajowie nie są bezbronni wobec systemu. Można go obejść – ale trzeba planować wszystko z wyprzedzeniem. Kto zdecyduje się na program wojskowy ROTC (Reserve Officer Training Corps) już w liceum lub na studiach, ma szansę uniknąć loterii. Przy czym wymaga to czasu i wysiłku, ale daje pewność, że nie trafi się czerwona kartka.ZOBACZ TEŻ: W KAMASZACH PRZEZ ŚWIAT
W ostatnich latach coraz więcej młodych mężczyzn wybiera właśnie tę drogę. Popularna jest również emigracja, a także próba uzyskania zwolnienia ze służby ze względów zdrowotnych. Zrobią praktycznie wszystko, byle nie trafić do wojska, które wielu uważa za opresyjne, nieefektywne i nieprzygotowujące do życia.
Armia bez celu?
Krytycy systemu twierdzą, że tajlandzka armia cierpi na nadmiar rekrutów i straciła całkowicie sens. Z jednej strony mamy kraj bez realnego zagrożenia wojennego, z drugiej – ogromny aparat wojskowy, który zużywa miliardy bahtów rocznie. Dlatego zasadne zadaje się pytanie – po ten cały cyrk z loterią?
Dlatego jak następnym razem będziesz się martwił, że nie masz planów na weekend – pomyśl, że gdzieś w Bangkoku właśnie ktoś losuje czerwoną kartkę i zaczyna zupełnie nowy rozdział życia.
Twój komentarz został przesłany do moderacji i nie jest jeszcze widoczny.
Sprawdzamy, czy spełnia zasady naszego regulaminu. Dziękujemy za zrozumienie!
Przyłapali Czarzastego na drodze. Bulwersujące zachowanie kierowcy marszałka
Nawrocki reaguje na zamach w Sydney. Padły mocne słowa
Jedna osoba nie żyje, dwie zostały ranne. Tragedia w polskiej miejscowości
Potężny huk i rozbłysk w Warszawie. Policja zabrała głos
Były kandydat na prezydenta wziął ślub. Zaskakujące, gdzie odbyła się ceremonia

