Odeszła z zakonu. Teraz zdradziła, co działo się za zamkniętymi drzwiami
Wiktoria ponad rok spędziła z zakonie, lecz ostatecznie postanowiła zrzucić habit i całkowicie odmienić swoje życie. Teraz jest matką oraz żoną. A jak wyglądało jej życie za zakonnymi murami? Była zakonnica ujawniła szczegóły.

Była zakonnica, fot. kadr z TikToka @viktoriamiriam
Odeszła z zakonu. Teraz opowiada, jak wyglądało jej życie za murami klasztoru
Wiktoria prężnie działa na TikToku, gdzie opowiada o swoim życiu. To właśnie tam wyjawiła, że choć obecnie jest żoną i matką, niegdyś jej życie wyglądało zupełnie inaczej. Wyjawiła, że w przeszłości była zakonnicą i 14 miesięcy spędziła w zakonie.
A jak przebiegała jej codzienna rutyna w klasztorze? Wiktoria nie ukrywa, że weekendy znacznie różniły się od dni powszednich. Od poniedziałku do piątku wraz z innymi siostrami wstawała o 6 rano. Następnie przychodził czas na modlitwę.
O 6:20 miałyśmy takie modlitwy poranne w sali naszej postulackiej, a następnie szłyśmy do kaplicy. O 6:30 była msza święta, która trwała około pół godziny i po mszy świętej były modlitwy poranne, czyli jutrznia - relacjonowała.
Następnie zakonnice miały czas na śniadanie. Potem wracały do obowiązków - najpierw miały lekcje, a potem wyznaczoną pracę.
Po jutrzni około godziny 7:30 miałyśmy śniadanie. Po śniadaniu, kiedy ogarnęłyśmy już refektarz, czyli taką jadalnię, to szłyśmy się przygotowywać na zajęcia. Od 8:30 do 10:00 miałyśmy zajęcia prowadzone przez naszą siostrę mistrzyni, której wcześniej nie wspomniałam, ale to była taka jakby nasza przełożona, która nas przygotowywała do tego życia zakonnego. Po tych lekcjach każda z nas szła do wyznaczonego wcześniej obowiązku, czyli takiej pracy - wspominała.
Zrzuciła habit. Teraz opowiada, czym zajmowała się w zakonie
Praca zakonnic, to nie tylko modlitwa. To również obowiązki codzienne tj. dbałość o porządek i pomoc na kuchni, ale również odwiedzanie chorych czy pomoc w akcjach prowadzonych przez Caritas, np. rozdawanie jedzenia osobom potrzebującym.
Wiktoria, która postanowiła zrzucić habit, opowiedziała o ciekawym doświadczeniu, które doznała w zakonie. Była to godzina milczenia, gdy trzeba było przebyć ją w ciszy.
O 12 miałyśmy modlitwy południowe, czyli tzw. Anioł Pański, a później obiad. Po obiedzie jeszcze kończyłyśmy te swoje obowiązki do godziny 14 i tak od godziny 14 do 15:30 miałyśmy czas wolny. Ale od godziny 14 do 15 miałyśmy godzinę milczenia i wtedy każda tak naprawdę musiała go spędzić sama, nie można było rozmawiać, więc to było ciekawe bardzo doświadczenie - wspomina.
Nie jest to jednak koniec obowiązków sióstr zakonnych. Wiktoria zdradziła, że wieczorami miały trochę wytchnienia i mogły się nieco zrelaksować. Ponadto we wtorki oraz w środy zakonnice uczyły się w studium międzyzakonnym.
Najpierw mieliśmy wystawiony Najświętszy Sakrament, czyli to były modlitwy wieczorne, nieszpory połączone z adoracją. Po adoracji była kolacja, a po kolacji miałyśmy tzw. rekreację. Rekreacja, czyli spotkanie nas, postulantek, razem z siostrą mistrzynią. Siedziałyśmy w naszej sali postulackiej, no i robiłyśmy różne rzeczy. Czasami po prostu tylko rozmawiałyśmy, grałyśmy w jakieś gry, oglądałyśmy jakieś filmy, jadłyśmy jakieś jedzonko. Tak, powiedzmy, luzowałyśmy troszkę, ale raczej nic nadzwyczajnego tam nie robiłyśmy - mówiła.
Wiktoria wyjawiła również, że z niektórymi zakonnicami, które poznała, nadal utrzymuje kontakt. Część z nich pozostała w zakonie, a część, tak jak ona, postanowiła porzucić ten stan i założyć rodziny.
Nadal mam w ogóle kontakt z niektórymi z tych dziewczyn właśnie z tej szkoły. Niektóre są siostrami, niektóre są żonami, mamami, więc czasem gdzieś nam się uda spotkać i bardzo fajnie też sobie wspominam akurat ten czas - wyjawiła.
Tak przebiegał weekend w zakonie. Była zakonnica ujawnia
W zakonie dni powszechne nieco różniły się od weekendów. Jak tłumaczy Wiktoria, była zakonnica, w soboty mogły nieco dłużej pospać.
W sobotę te godziny się troszkę przesuwały, mogłyśmy spać pół godziny dłużej, ale wszystkie te zajęcia były praktycznie takie same, oprócz jednej lekcji południowej, której nie było - relacjonuje.
Za to niedziela była dniem wyjątkowym, całkowicie innym niż pozostałe. Jak tłumaczy Wiktoria, mogły wówczas pozwolić sobie na odrobinę lenistwa i wytchnienia od codziennych obowiązków.
o był taki dzień, gdzie mogłyśmy spać tak naprawdę do której chcemy i nie ukrywam, to był mój ulubiony dzień. Było tak, że po prostu śniadanie było wystawione do którejś tam godziny i kiedy wstałyśmy, to mogłyśmy po prostu pójść zjeść. (...) Jedynym naszym obowiązkiem było spotkanie się o 12 na Anioł Pański z naszą siostrą mistrzynią w naszej sali postulackiej. I tak naprawdę wspólnie jadłyśmy tylko obiad - wspominała.
Twój komentarz został przesłany do moderacji i nie jest jeszcze widoczny.
Sprawdzamy, czy spełnia zasady naszego regulaminu. Dziękujemy za zrozumienie!

