Lodowiec Birch zmiótł szwajcarską wioskę Blatten. Czy to sygnał ostrzegawczy?
Wyobrażacie sobie, że Wasza miejsce, w którym mieszkacie zostaje całkowicie zmiecione przez skały, lód i śnieg? Mieszkańcy szwajcarskiego Blatten niestety mogli przekonać się o tym na własnej skórze. Wszystko za sprawą lodowca Birch, a konkretnie jego części, która po osunięciu się zniszczyła 3,5 milion metrów sześciennych. Wioska została całkowicie zniszczona i w zasadzie nie ma czego zbierać. Na szczęście większość mieszkańców zdążyła się ewakuować. Skąd jednak wiedzieli, że nadejdzie taka tragedia?

fot. Reuters/ YouTube
Blatten było przygotowane na katastrofę
Zdecydowanie nie była to nagła katastrofa, ponieważ już 19 maja ewakuowano większość mieszkańców Blatten. Ze szwajcarskiej wioski nagle musiało wyjechać 300 osób. Wszystko za sprawą obserwacji geologów, którzy zauważyli, że lodowiec Birch daje niepokojące sygnały. Każdego dnia sunął naprzód o kolejne 10 metrów, a z głębi ziemi dochodziły dźwięki, które przyprawiały o gęsią skórkę. Jakby tego było mało, tuż przed zejściem lawiny ziemia zadrżała – niewielki wstrząs, 3,1 w skali Richtera, ale wystarczający, by potwierdzić najgorsze przeczucia.
Było zatem wiadomo, że zaraz nie będzie czego zbierać. Należy podkreślić, że nie chodziło wyłącznie o śnieg i lód, ponieważ na powierzchni lodowca nagromadziły się również masy skalne oraz topniejącą zmarzlina, która cementuje zbocza Alp. Wszystko to skumulowane zwiastowało, że z domów oraz infrastruktury, która znajdowała się w Blatten nie zostanie praktycznie nic. Jakby tego było mało, to po zejściu lawiny, rzeka Lonza została zablokowana przez naturalną tamę. Powstało jezioro, które z każdym dniem przybiera na masie, bo dopływa do niego nawet milion metrów sześciennych wody dziennie. A jak niestety mogliśmy się przekonać w Polsce minionej jesieni jest to niesamowicie niebezpieczne. Zagrożone są zatem także inne, pobliskie wioski, dlatego służby muszą działać pod ogromną presją czasu.
Helikoptery, psy, drony – akcja poszukiwawcza
Jedna osoba zniknęła bez śladu – prawdopodobnie została uwięziona pod tonami lodu i skał. Od momentu katastrofy nikt jej nie widział, a kolejne dni nie przyniosły żadnych przełomów. Władze zareagowały szybko: ogłoszono stan wyjątkowy, a ocalałych mieszkańców przewieziono do zastępczych ośrodków. Nie sposób sobie wyobrazić, co przeżywają ci ludzie – jednego dnia pili kawę przed domem, a następnego ich miejscowość zniknęła z mapy.
Trzeba to powiedzieć wprost – to nie jest pojedynczy przypadek, który można zignorować. Nawet jeśli ktoś przewraca oczami na dźwięk słowa „ekologia”, to liczby mówią same za siebie. Szwajcarskie lodowce znikają w zastraszającym tempie – przez ostatnich kilka lat ubyło ich więcej niż przez trzy dekady między latami 60. a 90. Jeśli to nie przemawia do wyobraźni, to chyba już nic nie przemówi.
Dziś Blatten nie przypomina już dawnej alpejskiej wioski, ponieważ stało się istnym pobojowiskiem. W tej chwili nie ma mowy, by ktokolwiek mógł tam wrócić do życia. I choć nikt nie mówi tego głośno, coraz więcej ludzi zadaje sobie trudne pytanie - czy takie miejsca w ogóle powinny być ponownie zasiedlane?
Twój komentarz został przesłany do moderacji i nie jest jeszcze widoczny.
Sprawdzamy, czy spełnia zasady naszego regulaminu. Dziękujemy za zrozumienie!

Katastrofa F-16 w Radomiu. Air Show odwołane

Twórcy „Borderlands 4” nakręcili w trailer w Polsce. Staliśmy się częścią uniwersum

"Szon Patrol" - internetowy mem czy realny problem?

Para nagrywała filmy pornograficzne na ulicach Gorzowa Wielkopolskiego. Mieszkańcy są oburzeni

Polak idzie na piechotę przez Afrykę, przy okazji wzbudza sporo kontrowersji obyczajowych