Erasmus: swobodne życie studenckie czy naukowa przygoda?
Wyjazd na Erasmusa od lat owiany jest legendą i w założeniu ma przypominać imprezy rodem z „American Pie”. Krąży opinia, że studenci jadą za granicę niby po wiedzę, ale tak naprawdę ćwiczą wątrobę i testują lokalne randkowe aplikacje. Tylko czy naprawdę Erasmus to od razu synonim Sodomy i Gomory, czy może raczej mocno koloryzowany mit?

Stereotyp: Erasmus = imprezy i szybkie romanse
Nie ma co ukrywać, że przyjął się jednoznaczny stereotyp o Erasmusie. Studenci mają za dnia robić notatki, a w nocy pić shoty i sypiać z przypadkowymi osobami. Wystarczy zapytać chłopaków z Warszawy, Krakowa, Katowic, Wrocławia, Gdańska czy Poznania – niejeden z nich powie bez owijania w bawełnę, że zagraniczne studentki jawią się jako „łakomy kąsek” dla tych, którzy są nastawieni na podryw. Hiszpanki czy Włoszki o południowej urodzie i naturalnym dla siebie luzie oraz uśmiechu potrafią niejednemu zamącić w głowie. Jednak czy łatwiej jest je poderwać? Tutaj może być wręcz odwrotnie!
Oczywiście – studenci na wymianie z Erasmusa imprezują częściej niż w domu. Wynika to z tego, że czują większą wolność, są bardziej anonimowi i pozbawieni codziennej rutyny. I wydaje się, że w takim układzie zdecydowanie łatwiej o przypadkowy seks czy przelotny romans lub flirt.
Fakty kontra legenda
Jednak trzeba na to spojrzeć też z innej strony – w końcu ci studenci znajdują się w całkowicie obcym kraju i nie przyjechali tu na wakacje, ponieważ mają też całkiem sporo obowiązków. Wbrew pozorom – nie skupiają się tylko na zaliczaniu kolejnych partnerek lub partnerów seksualnych, ale mają do zaliczenia wiele egzaminów. Ale w praktyce da się ze sobą wszystko połączyć – zbierając cenną wiedzę i przeżywając stosunkowo udane wieczory.
Przy czym warto podkreślić, ze poza samymi imprezami są to studenci, którzy naprawdę przykładają się do nauki. Wszak na wymianę z programu Erasmus nie dostają się osoby, które ledwo zaliczają egzaminy – tylko najlepsi studenci.
Natomiast jedno nie wyklucza drugiego, bo nawet pilny student lubi zaszaleć na mieście i zamienić bibliotekę na parkietu klubu. Nie ma w tym nic złego, ponieważ młodość rządzi się swoimi prawami. Niewątpliwie studiowanie w obcym kraju to szansa na rozwój osobisty, bo poznajemy nową kulturę, nowy język lub języki, a także wychodzimy ze swojej strefy komfortu.
Dlatego nawet jeśli ktoś na wymianie studenckiej zaszaleje i zaliczy kilka przelotnych znajomości – to nie jest to powodem do wstydu. O ile oczywiście jest się wolnym i robiło się to z przyjemnością i przekonaniem, że właśnie tego się chce.
Twój komentarz został przesłany do moderacji i nie jest jeszcze widoczny.
Sprawdzamy, czy spełnia zasady naszego regulaminu. Dziękujemy za zrozumienie!

Katastrofa F-16 w Radomiu. Air Show odwołane

Twórcy „Borderlands 4” nakręcili w trailer w Polsce. Staliśmy się częścią uniwersum

"Szon Patrol" - internetowy mem czy realny problem?

Para nagrywała filmy pornograficzne na ulicach Gorzowa Wielkopolskiego. Mieszkańcy są oburzeni

Polak idzie na piechotę przez Afrykę, przy okazji wzbudza sporo kontrowersji obyczajowych