45-latek poszedł na SOR z bólem barku, nie żyje. Trudno uwierzyć, co się stało
45-letni pan Mikołaj trafił na SOR w Radomiu tylko ze zwichniętym barkiem, a kilkanaście dni później nie żył – prokuratura bada, czy na oddziale doszło do rażących zaniedbań lekarza dyżurnego. Śledztwo ruszyło po anonimowym piśmie „ratowników medycznych”, którzy wprost mówią o złamaniu procedur.

Fot. Pixabay
Poszedł z bólem barku, nie żyje
Mężczyzna zgłosił się na SOR 10 stycznia, źle się czuł, ale trafił pod opiekę lekarza dyżurnego, który – według ratowników – bez konsultacji z anestezjologiem miał podać mu lek, do którego podania nie był uprawniony.
Po preparacie stan pacjenta gwałtownie się pogorszył, nie został w ogóle podłączony do monitora funkcji życiowych i przez około 20 minut miał leżeć bez zainteresowania personelu, aż w końcu znaleziono go nieprzytomnego i w stanie krytycznym przewieziono na OIOM.
Groźby wobec personelu i milczenie szpitala
Z ustaleń śledczych wynika, że po zdarzeniu lekarz miał zwołać zespół i zagrozić, że jeśli prawda wyjdzie na jaw, wszyscy świadkowie stracą pracę. Szpital – jak opisuje „Fakt” – nie poinformował od razu rodziny o pełnym przebiegu wydarzeń; dziś rzecznik placówki odmawia komentarza, zasłaniając się trwającym postępowaniem wyjaśniającym.
Prokuratura w akcji, rodzina w rozpaczy
Prokuratura Rejonowa w Radomiu prowadzi śledztwo w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci, analizuje dokumentację medyczną i ma ustalić „minuta po minucie”, co działo się z pacjentem na SOR-ze.
Siostra zmarłego nie ma siły rozmawiać z mediami, sąsiedzi mówią o „normalnym, pracowitym” człowieku, który po serii życiowych dramatów się załamał – nikt jednak nie spodziewał się, że wizyta z barkiem zakończy się tragedią.
Twój komentarz został przesłany do moderacji i nie jest jeszcze widoczny.
Sprawdzamy, czy spełnia zasady naszego regulaminu. Dziękujemy za zrozumienie!

