10-latka upadła w szkole, nie żyje. Dyrekcja przerwała milczenie
10-latka z Gródka zginęła dzień po upadku w szkole. Dziewczynka poślizgnęła się podczas zabawy piłką i uderzyła głową o podłogę. Śledczy badają okoliczności tragicznego zdarzenia, a szkolny monitoring stanowi kluczowy dowód w sprawie.

Fot. Google Maps, Pexels
Nagły wypadek w szkole
Chciała kopnąć piłkę, zrobiła wymach nogą i upadła na podłogę. Moment ten nagrały kamery szkolnego monitoringu, które teraz stanowią dowód w postępowaniu. Następnego dnia 10-latka z Gródka nie żyła. W sprawie tajemniczej śmierci dziecka wszczęto śledztwo. "Dziewczynka po upadku mówiła, że czuje się dobrze" - powiedziała Joanna Ostapczuk, wicedyrektor szkoły podstawowej w Gródku.
Tragiczne odkrycie w domu
W mikołajkowy poranek, 6 grudnia, mama 10-latki znalazła ją martwą w łóżku. Próby jej obudzenia nie powiodły się. Na miejsce wezwano służby, ale niestety nie udało się uratować życia dziewczynki.
Śledztwo prokuratury
Postępowanie prowadzone jest w kierunku narażenia na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia dziecka przez osobę, na której ciążył obowiązek sprawowania opieki. Jak ustaliła prokuratura, dzień przed śmiercią 10-latka upadła w szkole. "W piątek, 5 grudnia, w szkole, do której chodziła dziewczynka, doszło do niebezpiecznego zdarzenia. Dziewczynka uderzyła głową o podłogę. Nie wezwano wówczas służb medycznych ani nie powiadomiono rodziców" - wyjaśniła prok. Elwira Laskowska z Prokuratury Rejonowej w Białymstoku.
Opis zdarzenia w szkole
Wicedyrektor szkoły opisała zdarzenie dokładnie: "Do zdarzenia doszło na przerwie. Potem 10-latka miała zajęcia wychowania fizycznego. Odbijała piłeczkę, zrobiła wymach nogą i upadła. Upadła na lędźwie, jej głowa opadła na podłogę. Zdarzenie nagrał monitoring. Został on zabezpieczony przez śledczych. Czekamy na wyniki sekcji zwłok."
Pierwsza pomoc i obserwacja nauczycieli
Dziewczynka przesunęła się po podłodze do ściany i zawołała nauczycielkę dyżurującą. "Ta zadawała jej pytania, jak się czuje, czy coś ją boli. 10-latkę zabrano do pokoju nauczycielskiego. Tam spędziła kolejne minuty. Nie miała ani mdłości, ani zawrotów głowy. Chciała uczestniczyć w dalszych zajęciach. Potem miała wychowanie fizyczne z tą samą nauczycielką. Była na tej lekcji aktywna" - podkreśliła Ostapczuk.
Dlaczego szkoła nie wezwała medyków?
Szkoła tłumaczy, że nie powiadomiła medyków, bo nauczycielka wychowania fizycznego, która udzielała pomocy, oceniła, że stan dziecka nie wskazuje na zagrożenie życia. "Szkoła to żywioł. Kilka razy dziennie dochodzi do upadków dzieci. Stan dziecka, przeprowadzony wywiad i obserwacja nie wskazywały, by była konieczność wezwania pogotowia" - dodała wicedyrektor.
Twój komentarz został przesłany do moderacji i nie jest jeszcze widoczny.
Sprawdzamy, czy spełnia zasady naszego regulaminu. Dziękujemy za zrozumienie!

