Piotr Cyrwus – artysta znany niegdyś jako Rysio z Klanu

Cała Polska zna go jako Rysia z „Klanu”, ale Piotr Cyrwus ma znacznie większe aktorskie dokonania. Dlatego rozmawiamy nie tylko o wędkarstwie.

piotr-cyrwus-ckm.jpg

PIOTR CYRWUS 
Rocznik 1961. Wychował się w podhalańskim Waksmundzie, studiował w Krakowie, mieszka w Warszawie. Ma za sobą ponad trzydzieści lat występów na ekranie oraz deskach różnych teatrów, choć i tak cała Polska pamięta go jako taksówkarza Ryszarda Lubicza z serialu „Klan”. Wkrótce pojawi się w bardzo oczekiwanym krótkometrażowym filmie „Fanatyk”. Jego żoną jest aktorka Maja Barełkowska. 


CKM: Rola Ryśka była dochodowa?
Piotr Cyrwus: ...a ja myślałem, że udzielam wywiadu do gazety, która zachwyca się Pięknem (śmiech). Zaś dochód – zależy dla kogo. To była troszkę lepsza stawka niż dla przeciętnego aktora w Polsce, ale nic więcej. Zawsze się śmieję, że jestem taką wielką gwiazdą, że jeżdżę tramwajem i metrem. Nie posiadam Porsche, nie noszę złotego Rolexa, nie mam willi z basenem. I nie dążę do tego.

CKM: Ale pamiętasz, co kupiłeś za pierwszą dużą wypłatę?
Piotr Cyrwus:  Oczywiście. Audi 2000 Sport, siedmioletnie, które zaraz zaczęło się psuć. Przy jego zakupie byłem w takich emocjach, że wydawało mi się, że auto jest zielone, a jak dojechałem do domu, to okazało się, że jest granatowe. Bardzo dużych pieniędzy jednak nigdy u mnie nie było, więc te większe przeznaczam np. na cele budowlane.

CKM: Nie na gadżety?
Piotr Cyrwus: Nie! Jedyne moje zbytki to tenis, bo ten trochę kosztuje, książki i jeszcze język angielski.

CKM: Angielski po to, żeby wyjść szeroko za granicę?
Piotr Cyrwus: Zupełnie dla siebie. Mam takie trzy cele: nauczyć się angielskiego, pójść na filozofie i zacząć grać na gitarze.

CKM: Na razie zagrałeś, choć bez gitary, w teledysku Patricka The Pan. To muzyka mocno alternatywna. Jakiej sam słuchasz?

Piotr Cyrwus: Jazzu, a takze, dla samego relaksu, muzyki poważnej. Juz wyszedłem z wieku, gdy interesował mnie pop, chociaż na polskim rynku pojawia się coraz więcej młodych – i świetnych – wykonawców.

CKM: Jest jakaś rola, np. wyjątkowo odrażająca, której nie chciałbyś zagrać?
Piotr Cyrwus: To zależy, co znaczy „odrażająca”. Hamlet gwałci matkę i zabija ojca, a przecież każdy chce go zagrać. Makbet – jeszcze gorzej! Ważny jest kontekst. Nie chciałbym grac tylko jakiejś roli, która epatuje czystym złem i po prostu nie ma w niej nadziei. Artysta powinien byc wolny i nie opowiadać się po żadnej stronie.

CKM: Zaproponowano ci jakąś rolę, którą odrzuciłeś, a po czasie tego żałujesz?
Piotr Cyrwus: Raz nie zagrałem u pana Zanussiego, bo akurat miałem próby w teatrze i wtedy nie zdawałem sobie sprawy, ze… mogę się z nich zwolnić. Byłem akurat po pierwszym roku studiów i odmówiłem. No i do tej pory nie spotkaliśmy się w pracy. Odrzuciłem też jedną rolę, bo uważałem, ze temat, który był tam poruszony, był naciągany, był kłamstwem – ale tego nie żałuję.

CKM:Pewnie nie mogę dopytać, co to było?
Piotr Cyrwus: Niestety, nie mozesz (smiech).

CKM: Nie odrzuciłeś za to występów w „Drunk History”, historii Polski opowiadanej po pijaku. To kontrowersyjny projekt...

Piotr Cyrwus: Czasami godzę się na takie wyzwania. Myślę, że trzeba patrzeć na to z przymrużeniem oka, to jest zabawa. Jeśli ktoś będzie mówił, ze coś profanujemy, to współczuję. Nie kwestionujemy heroizmu i przelanej krwi polskich bohaterów, ale – jak zawsze mówię – bohaterowie tworzą się poprzez wybór, a nie rodzą, tak jak święci.

CKM: Jak gwiazdy polskiego kina i telewizji zdobywają nowe role? Spływają do
was same?
Piotr Cyrwus: W Polsce jest może pięciu, może sześciu aktorów, którzy tak dostają role. Reszta musi o nie walczyć – ale myślę, że szlachetnie. Pójscie na casting czy nawet powiedzenie w towarzystwie, że chętnie bym u pana zagrał to nic zdrożnego. Może ktoś mnie gdzieś wygryzł lub źle o mnie powiedział, ale ja nic o tym nie wiem. I jestem szczęśliwy, bo sam nikomu tak nie zrobiłem.

CKM: Teraz cała Polska – no, może pół Polski, ta młodsza część, poniżej 30-tki – czeka z niecierpliwością na premierę „Fanatyka”, czyli ekranizacji kultowej internetowej historyjki o najdzikszym wędkarzu w kraju.

Piotr Cyrwus: To było wyzwanie artystyczne. I jeszcze był super scenariusz. „Mój stary to fanatyk wedkarstwa” to nie jest zwykła pasta, historyjka, która gdzieś krążyła i podbiła internet. Tak się stało nie bez kozery – dlatego, że jest to opowieść o wiele głębsza, są w niej intrygujące relacje między rodzicami i dziećmi, których być może my, ludzie z mojego pokolenia, nie zauważyliśmy. Moim zdaniem „Fanatyk” jest tego świetną metaforą.

CKM: Czy sam jesteś fanatykiem jakiegoś wkręcającego hobby?

Piotr Cyrwus: Mój ojciec był gołębiarzem, ja zaś długo broniłem się przed hobby, które by mnie całkowicie pochłonęło. A potem pochłonął mnie... tenis. Ale tłumaczę sobie, że ten sport uzupełnia mój zawód fizycznie i psychicznie. No i ogólnie dobrze mi robi!

CKM: „Fanatyk wędkarstwa” narodził się w sieci. Czytujesz w internecie opinie na swój temat?
Piotr Cyrwus: Zdarzyło mi się to chyba raptem dwa razy. Ani te dobre mnie nie wynoszą, ani te złe nie pogrążają. Myślę, ze mam paru „fajnych” - w cudzysłowie -ludzi, którzy mnie bardzo „lubią” i jak się gdzieś pojawią, to od razu pojawia się na mnie hejt.

CKM: Tacy dyżurni hejterzy?
Piotr Cyrwus: Może wydawać się, że to są tłumy – ale nie, nie są, to przeważnie czterech czy pięciu frustratów, którzy coś odreagowują. Nie ma się co przejmować.
Za to najgłupsze jest dla mnie to, że w tej chwili recenzentami filmów i przedstawień są blogerzy. Narażę się, ale to powiem: facet skończył podstawówkę i pisze o teatrze... Na niczym się nie zna, ale wymyśla sposób: „Będę cięty, a ludzie przez to wejdą i będą mnie czytali”. To mnie przeraża.

CKM: Mógłbyś sam prowadzić własnego vloga na YouTube'ie?
Piotr Cyrwus: Nie interesuje mnie taka popularność. Mnie nie interesuje „Piotr Cyrwus prywatnie”, tylko „Piotr Cyrwus przetworzony przez jakąś rolę”. A taki, który chodzi, je, kocha? Taki jestem tylko dla siebie i bliskich.

CKM: Odrobinę prywatności mógłbyś jednak zdradzić... Za kim jesteś: Legia, Wisła, Bayern?

Piotr Cyrwus: Może zabrzmi to dziwnie, ale w ogóle nie kibicuję grom zespołowym. Gdy są tenisowe Wielkie Szlemy – US Open czy Australian Open - albo zawody narciarskie, to tak, one zaspokajają mój głód adrenaliny. Oczywiście lubię oglądać, gdy gra polska kadra albo jest finał Ligi Mistrzów, bo to piękno sportu, ale nie rzucam wszystkiego, bo leci mecz.

CKM: Gdy mieszkałeś w Krakowie to chyba musiałeś się za kimś opowiedzieć...
Piotr Cyrwus: Kiedyś chodziłem z moimi dziećmi na Wisłę Kraków, aż do rzucenia nożem w Dino Baggio podczas meczu z Parmą. Potem mój syn nie wyobrażał sobie życia bez Cracovii. A teraz on mieszka w Warszawie i chodzi na Legię. Więc sam widzisz, jaki to „fanatyzm”. Za to ja, gdy ostatnio jechałem do Poznania i widziałem helikopter, który szukał kibiców po całej autostradzie, pomyślałem sobie, że coś jednak jest z tym kibicowaniem w Polsce nie tak...

CKM: Co do synów – twój brał udział w tworzeniu oscarowej animacji!
Piotr Cyrwus: Tak, Mateusz – jako specjalista od animacji komputerowej – działał przy filmie „Hugo i jego wynalazek”, który w 2012 roku otrzymał aż pięć Oscarów. Jestem z niego dumny – ale w tej chwili porzucił zawód, robi coś zupełnie innego, wrócił też do kraju. Choć kto wie, może kiedyś do tego wróci?

CKM: Pisarz Jakub Żulczyk powiedział po twoim odejściu z „Klanu”: „Piotr Cyrwus jest genialny i jeśli polskie kino nie skorzysta z kapitalnej zmiany wizerunku tego świetnego aktora, niech zgnije w piekle na wieczność”. Czy kino cię już „wykorzystało”?
Piotr Cyrwus: Powoli zaczyna. Jesteśmy przed premierą krótkiego „Fanatyka”, mam zagrać w „Legionie”, są też inne propozycje, do których się wdrażam. Myślę też, że nagrany dla firmy Showmax krótki horror „Zacisze” zrobił pozytywną furorę na mój temat.

CKM: Czyli wszystko idzie w dobrą stronę?
Piotr Cyrwus: Tak, choć oczywiście płacę za pobyt w serialu. Twórcy filmowi zawsze pózniej patrzą przez ten pryzmat. Myślę jednak, że widzowie czekają na to, co zrobię nowego i każda moja nowa produkcja jest odbierana z zainteresowaniem. Jestem w takim wieku, że chciałbym robić tylko interesujące rzeczy.

CKM: Czy aktor musi dużo przeżyć, żeby lepiej grać swoje role?
Piotr Cyrwus: Kiedyś wydawało mi się, że tak, trzeba wszystko przeżyć, żeby móc to potem zagrać. Ale przecież kilka razy zdarzyło się, że musiałem popełnić morderstwo lub umrzeć – no a tego w prawdziwym życiu jeszcze nie przeżywałem. Jest taka anegdota z Dustinem Hoffmanem, gdy biegał podczas zdjęć do „Maratończyka” i strasznie to przeżywał. Wtedy zapytał go jeden z twórców, czy słyszał o... aktorstwie. Więc kończąc: aktor nie musi wszystkiego przeżyć – najważniejsze, żeby widz przeżywał razem z aktorem.

CKM: Co wolisz: teatr, film, a może jednak serial?
Piotr Cyrwus: Nie patrzę na to w ten sposób. Skończyłem szkołę teatralną w Krakowie, pedagogami byli wielcy aktorzy, także miłość do teatru jest we mnie bardzo głęboko. I między innymi z tego powodu zrezygnowałem z „Klanu” – stwierdziłem, że serial przeważa. Telewizja ma taki, a nie inny zasięg, więc widzowie zaczęli mnie kojarzyć tylko z tą jedną postacią.

CKM: To było źle?
Piotr Cyrwus: Ja tego nie lubię... To znaczy, nie za bardzo lubię tego typu popularność. Wolę popularność przez moje artystyczne dokonania, a nie przez to, że coś spsocę czy się jakoś nie tak zachowam, nie tak uśmiechnę czy nie tak ubiorę.
CKM: Dlatego odrzucasz propozycje z „Tańca z gwiazdami”?

Piotr Cyrwus: Wiesz, jak byłem w „Klanie”, to bardzo chciałem pokazać się ludziom w innej roli, odbarwić się. Bo nie będę się chwalić, ale tańczyć potrafię! Lecz teraz to mi nie jest potrzebne – mam dużo innych zajęć, nie muszę się z nikim ścigać.

CKM: Na imprezach, na których niby trzeba się pokazać, też nie bywasz. Wydajesz się bardzo spokojnym człowiekiem...
Piotr Cyrwus: Dobrze ci się wydaje. Kiedyś, szczególnie gdy dopiero przyjechałem do Warszawy, wydawało mi się, że trzeba coś przekraczać. Że to naturalne. Teraz widzę, że nie trzeba. Nikogo jednak za to nie potępiam ani nie wywyższam. Każdy z nas musi dokonać wyboru.
CKM: To wychowanie na wsi tak na ciebie wpłynęło?
Piotr Cyrwus: Jestem na pewno z tego powodu bardziej hardy. Ale są też niedobre cechy pochodzenia ze wsi, jak np. zamknięcie, przyglądanie się ludziom, wstydliwość. Coraz bardziej się z tego wyzwalam – jestem już zurbanizowanym góralem.

Cały wywiad ukazał się w grudniowym CKM (12/2017). A w najnowszym numerze specjalnie dla was przegląd odlotowych gadżetów wędkarskich.

12_ckm_17.jpg

Kup CKM przez internet: zamawiając prenumeratę na cały rok dostaniesz dwa numery za darmo i dodatkowy prezent gratis. KLIKNIJ TUTAJ.


Dodał(a): CKM Poniedziałek 19.03.2018

Komentarze

Wszystkie komentarze

Awatar
Zaloguj się lub zarejestruj jeśli chcesz dodać komentarz.
Komentarze (0)