Bez komentarza - Tomasz Hajto w wywiadzie dla CKM

Pół Polski ogląda mecze reprezentacji dla piłkarzy, drugie pół dla jego kultowych tekstów. Tomasz Hajto uczynił z komentowania nowy sport narodowy, a my rozmawiamy z nim o memach, hejtach, dietach, piciu i ogólnie o życiu.

CKM: Spotykamy się po meczu z Kazachstanem, ale przed Armenią i Czarnogórą. Nie mogę zacząć inaczej: awansujemy na mundial w Rosji?
Tomasz Hajto:
Nie ma innej możliwości! Z Armenią nie biorę innego wyniku pod uwagę niż zwycięstwo, a przy remisie z Czarnogórą mamy pewny awans.

CKM: To będzie dopiero początek. Jak nam pójdzie na mistrzostwach świata?
T.H.:
Co tu typować, trzeba się skoncentrować na eliminacjach. Zrobiło się nerwowo, ale mamy wszystko w swoich rękach. Wpierw awansujmy, potem dywagujmy, bo teraz to wróżenie z fusów.

CKM: Pewne jest, że tradycyjnie będziesz komentował ostatnie mecze eliminacji razem z Mateuszem Borkiem.
T.H.:
Jesteśmy jak stare dobre małżeństwo. Znamy się bodajże od 1991 roku. Gdy już skończyłem grać w piłkę, Mati powiedział mi: „Tyle lat byłeś w Bundeslidze – chodź, spróbuj zrobić mecz w Eurosporcie, zobaczymy jak to wyjdzie”. I zostałem na lata.

CKM: Ludzie was uwielbiają – a twoje wpadki na wizji są już legendarne...
T.H.:
Do wszystkiego, także do siebie, trzeba mieć dystans. Nie popełnia błędów tylko ten, co nic nie robi. Jeżeli nawet jest jakaś wpadka, to udaje się wybrnąć z niej żartem, który staje się kultowy.

CKM: Na przykład „truskawką na torcie”.
T.H.:
Myślę, że to nie jest złe, tylko fajne. Do tego wprowadziłem inne nazewnictwo do piłki, inne slogany. Gdzieś to wszystko żyje swoim życiem z boku futbolu.

CKM: Napisałeś na Twitterze, że na żarty i docinki z twoich wpadek masz „wyj...e”. Czyli wyjebane.
T.H.:
Hej, ale przecież to też mogło być słowo „wyjechane”!

CKM: Teoretycznie... Spróbujemy jednak rozbudować tę wypowiedź – co myślisz o twoich hejterach?
T.H.:
Jak mam brać pod uwagę opinię gościa, który siedzi przed komputerem, nie ma pracy, życie mu się nie ułożyło, jest zakompleksiony i nie lubi wszystkich, łącznie ze sobą? Każdy dostał od Boga te same rzeczy: głowę, ręce, nogi. Mógł z nimi zrobić, co chciał. Ja nie pochodzę z megazamożnej rodziny, ani z superaglomeracji – o wszystko musiałem ciężko walczyć. Sam zbudowałem swoją pozycję. Nie przejmuje się więc tymi, którzy mają ze mną problem.

CKM: Jaki mem cię ostatnio rozbawił?
T.H.:
Oj, sam wiesz, jest ich cała masa, twórcy mają niesamowity rozmach. Ostatnio zrobiłem zdjęcie jednego obrazka, który mnie mocno ubawił. Czekaj, znajdę w telefonie...

CKM: Ten, w którym jesteś cukiernikiem i kładziesz truskawkę na torcie?
T.H.:
Ten też nie był zły, ale są lepsze. O, na przykład ten, w którym jestem na okładce gry „Football Manager”. Albo absolutny top: przeróbka teleturnieju „Jeden z dziesięciu” i pytanie o skład Kaiserslautern. Śmialiśmy się z tego w domu pół niedzieli!

CKM: A może nie „Football Manager” tylko „FIFA”? Zgodziłbyś się nagrać komentarz do tej piłkarskiej gry?
T.H.:
Wiesz, że wiele osób mnie o to pyta? Dzieci znajomych mówią, że jak Tomek Hajto skomentuje „FIF–ę” to w końcu ją kupią! Propozycji jeszcze nie miałem, ale rozważyłbym, bo to przeszłoby do historii.

CKM: Gdyby tylko producenci ujęli wszystkie twoje powiedzonka...
T.H.:
...to słono by ich to kosztowało. Ale beka byłaby nieziemska.

CKM: Co do pieniędzy – powiedziałeś kiedyś, że za 25 tysięcy miesięcznie nie będziesz trenował w naszej lidze.
T.H.:
Nie mam już ważnej licencji trenerskiej, więc to nieaktualne.

CKM: Nie będziesz więcej trenował?
T.H.:
Straciłem może nie tyle motywację, ile sens tej pracy. W wielu aspektach w polskich klubach decyduje przypadek. Odwołam się do Niemiec i Anglii – tam w czerwcu planuje się transfery nie tylko na styczeń, ale też na następne letnie okienko. W teren jedzie kilku skautów, którzy oglądają gracza, potem jadą dyrektor sportowy, trener i wtedy podejmuje się decyzję. Gość jest oglądany sześć, osiem razy, nim ktoś rzuci kasę na stół.

CKM: A w Polsce?
T.H.:
Najpierw martwimy się, żeby utrzymać się w lidze, potem jest już maj i robimy szybkie transfery – często tak, że ktoś nam podeśle na mejla cztery najlepsze mecze piłkarza i na tej podstawie wybieramy. Albo jeszcze inaczej: bierzemy piłkarza tylko dlatego, że jest za darmo, jest tani, po kontuzji albo kiedyś był w dobrym klubie. W rezultacie na koniec przyjeżdżają do nas Hiszpanie ze swojej trzeciej ligi i po chwili są gwiazdami. To niepoważne!

CKM: Skoro nie trenerka – i jeśli nie komentowanie – to co?
T.H.:
Założyłem firmę menadżerską i mam nadzieję, że to się ładnie rozwinie.

CKM: Myślałem raczej o „Tańcu z gwiazdami”.
T.H.:
Była taka propozycja, tak samo jak występ w programie „Agent”. Ale poszedłem tylko do „Kocham cię, Polsko”, bo poprosiła mnie o to córa, która chciała być na widowni. Takie programy to zupełnie nie moje klimaty. Nie potrzebuję tego, by ktokolwiek mnie znał. Nie jestem celebrytą, tylko byłym sportowcem.

CKM: Jednak wszyscy w Polsce, przynajmniej faceci, cię znają. Właśnie od czasów twojej barwnej kariery piłkarskiej. Na zgrupowaniach kadry się piło?
T.H.:
Za trenera Engela zawsze w pierwszy wieczór spotykaliśmy się u mnie w pokoju i wypijaliśmy po jakimś piwku. Nie było wariactw, byliśmy przygotowani mega profesjonalnie. Zapieprzaliśmy, że aż huczało. Za to po meczu zdarzało się, jak na całym świecie, że gdzieś się wyszło, coś się wypiło, gdzieś się dłużej posiedziało – bo mecz ligowy był dopiero za tydzień.

CKM: Zaś w lidze zgrupowań za wielu nie ma.
T.H.:
Za to w autobusie pomeczowym zamiast coli w lodówce było piwo. Też się wychodziło ze znajomymi piłkarzami i żonami, by posiedzieć do trzeciej. Jednak za moich czasów nikt się nie upadlał, jak to bywało 30 czy 40 lat temu, no i nie było historii, że kogoś szukaliśmy przez trzy dni przed meczem.

CKM: Młodzi kiedyś mieli falę, gdy przychodzili do klubu?
T.H.:
Może nie falę, ale szatnią rządzili starsi, więc musiałeś się im w pewnym stopniu podporządkować. Jak miałeś trochę charakteru i im się przeciwstawiłeś, to nie było łatwo. Do dziś pamiętam swoje chrzty. Teraz to by chyba za to pozywali do sądu...

CKM: To co się tam działo?
T.H.:
W jednym klubie wszedłem do pokoju, a na podłodze leżała koszulka klubowa. Przeszedłem nad nią, a starszyzna mówi, że nie podniosłem z ziemi herbu klubowego i barw – więc dziesięć klapsów na tyłek. Nie umiałem zaśpiewać klubowego hymnu – kolejnych dwadzieścia. W Górniku takie 42 klapsy dawali zmoczonym klapkiem na mokre spodenki. I to z całej siły! Dzisiaj tego nie ma, a to tworzyło szacunek młodych do zawodu.

CKM: Dlatego młodzi polscy piłkarze teraz przepadają za granicą? Kapustka, Furman, Stępiński...
T.H.:
U nas jest jakiś problem w wieku od 19 lat w górę. Do tego czasu się dobrze rozwijamy – ale potem za szybko zadowalamy się tym, co mamy. Pierwszy kontrakt i osiadanie na laurach. Natomiast wtedy jest najważniejszy moment, żeby przycisnąć!

CKM: W przyciśnięciu pomagają super diety, kulki mocy Anny Lewandowskiej? To są te detale, przez które polskiej kadrze idzie lepiej?
T.H.:
Powiem tak: dieta u piłkarza jest naprawdę potrzebna, witaminy też. Ale bez przesady! Dietę bezglutenową stosuje się, gdy ktoś ma uczulenie na pokarm. Jak jesteś zdrowy i chcesz zjeść coś słodkiego, to jedz, bo organizm się domaga. Siła w mięśniach musi być z czegoś brać, musi być zjedzony normalny stek czy inne mięso. Piłkarze na świecie mają normalne diety, grają po trzy dni i są jednymi z najlepszych. Te całe „zdrowe diety” to megadobrze rozbudowany marketing, który robi kesz.

CKM: No to w drugą stronę: palenie fajek naprawdę przeszkadza w grze w piłkę?
T.H.:
Wiesz, ciężko mi powiedzieć, bo zacząłem palić w wieku 16 lat i palę do dziś. Więc nie mam porównania. Miałem tylko dwie przerwy. Raz odstawiłem jaranie w trakcie kariery w Niemczech i z dnia na dzień zacząłem się gorzej czuć. Zrobiono mi badania, bo miałem zawroty głowy i nie miałem siły biegać. W końcu jeden z lekarzy powiedział mi po cichu: „Panie Tomku, ja tego nie mówiłem, ale zacznij pan palić znowu, bo organizm jest przyzwyczajony do wysiłku i do nikotyny. I tak ma pan tyle siły, że nic się nie stanie". Zapaliłem więc papierosa i za trzy dni poczułem się lepiej! Pewnie gdybym w ogóle nie palił, to miałbym jeszcze więcej siły, ale tego już nie sprawdzimy.

CKM: Określiłbyś się mianem gadżeciarza?
T.H.:
Mój pseudonim „Gianni” nie wziął się z niczego, ale zmieniła mi się garderoba – kiedyś chętnie chodziłem w garniturach, m.in. od Gianniego Versace, teraz ubieram się bardziej młodzieżowo. Zmieniło się też auto – po dwunastu latach przesiadłem się z Mercedesa do BMW.

CKM: Swego czasu bywały jeszcze kasyna...
T.H.:
Tak, zdarzało się. Człowiek szukał jakiejś rozrywki, a nie było takich możliwości jak obecnie. Kasyno jest sportem dla poważnych facetów, ale zacząłem sobie w pewnym momencie zadawać pytanie: do czego jest ci to potrzebne? Ucieczka, dodatkowy zastrzyk adrenaliny, zamknięte pomieszczenie, w którym nikt cię nie widzi? Tyle że wynik jest zawsze na minus. Zresztą facet, który wymyślił ruletkę, powiesił się, a suma liczb na niej wynosi 666. To coś znaczy!

CKM: Teraz zamieniłeś ruletę na rakietę.
T.H.:
Nawet wczoraj widziałem się z Agnieszką Radwańską i jej mężem Dawidem Celtem. Dostałem od nich nową rakietę. Wciągnąłem się w tenis niemożliwie, do tego stopnia, że oglądam mecze po nocach, czego nie robię nawet z piłką nożną. Żona mówi, że jestem niepoważny, ale to moja pasja.

CKM: Bywają też inne pasje... Grzegorz Lato mówił, że jego rekord na setkę to trzy sekundy. Sławek Peszko w wywiadzie dla CKM powiedział, że on to maksymalnie 1,5 sekundy. A ty?
T.H.:
A ja nie wiem, bo nie piję wódki. Serio! W ciągu dwudziestu lat może ze trzy razy piłem, okazjonalnie, na weselu. To nie mój trunek.

CKM: Jakie są twoje trunki?
T.H.:
Dobra whisky, dobry koniak, dobry szampan, czasem dobre białe wino.

CKM: Same dobre rzeczy... Trzeba je więc zagryźć dobrym owocem. Co będzie dla ciebie prawdziwą truskawką na torcie – w życiu i karierze?
T.H.:
Chcę doczekać momentu, gdy w menadżerce zrobię transfer na 100 milionów euro. Albo skomentuję mecz Polaków w finale mistrzostw Europy. 

Bio:
Tomasz Hajto - rocznik 1972. Urodził się w Makowie Podhalańskim. Jest członkiem Klubu Wybitnego Reprezentanta Polski (62 mecze w kadrze, 6 goli), byłym wieloletnim obrońcą niemieckich klubów (m.in. Schalke 04, z którym został wicemistrzem Niemiec), i byłym trenerem (Jagiellonii Białystok i GKS–u Tychy). Teraz realizuje się jako menedżer piłkarski i charakterystyczny komentator sportowy w telewizji Polsat. Jego żoną jest Renata Sosin, była lekkoatletka i mistrzyni Polski w biegu na 400 m.

WYWIAD PIERWOTNIE UKAZAŁ SIĘ W MAGAZYNIE CKM Nr 11 (233) LISTOPAD 2017

ZOBACZ TEŻ PIĘKNĄ POLSKĄ SĘDZIĘ PIŁKARSKĄ:



Dodał(a): Krzysztof Nowak/ fot. instagram.com/tomaszhajto7/ Czwartek 30.11.2017

Komentarze

Wszystkie komentarze

Awatar
Zaloguj się lub zarejestruj jeśli chcesz dodać komentarz.
Komentarze (0)