PeszKING Sławomir Peszko – wywiad w CKM!

Sławomir Peszko bez dwóch zdań jest najpopularniejszym polskim piłkarzem! Z pomocnikim naszej reprezentacji i królem internetu rozmawiamy o futbolu, czerwonych kartkach, czterech nerkach, samochodach, oraz, tak, oczywiście też o tym, z czego jest tak znany i lubiany.

Peszko-king-ckm-617-big.jpg

SŁAWOMIR „PESZKIN” PESZKO

Z hukiem zakończył ubiegłoroczny sezon w Ekstraklasie (czerwona kartka i zawieszenie na cztery mecze), ale i tak jest ulubieńcem polskich kibiców. Urodzony w 1985 r. w Jaśle (woj. podkarpackie). Piłkarz reprezentacji Polski oraz Lechii Gdańsk, a także gwiazda internetu. W reprezentacji zagrał dotąd 43 mecze (w tym trzy na Euro 2016) i strzelił dwie bramki. Był świadkiem na ślubie Roberta i Anny Lewandowskich, sam też ma żonę Annę – oraz dwójkę dzieci.

CKM: Było już pępkowe u Lewego?
Sławomir Peszko: Jeszcze nie. Robert musiał przygotować się do meczu. Odezwę się do niego w tej sprawie w odpowiednim czasie. Ale pępkowe musi być, aby dziecko było zdrowe!

CKM: To chyba twoje pępkowe nie do końca wyszło... Gdy byłeś dzieckiem okazało się, że masz aż cztery nerki.
S. P.: W dzieciństwie miałem z nimi problemy, musiałem spędzić trochę czasu w szpitalach. Ale teraz jest już wszystko w porządku.

CKM: Co zrobiłeś z tymi dwiema nadprogramowymi nerkami? Sprzedałeś je?
S. P.: Niestety, one nie są do podziału. Nie mogę ich sprzedać ani komuś oddać, muszę z nimi żyć. Za to dzięki nim mogę pić więcej piwa (śmiech).

CKM: Teraz zaczynam rozumieć...
S. P.: Tyle, że ja za piwem nie przepadam. Piję je tylko w sezonie letnim, głównie do grilla czy podczas wspólnego oglądania meczu z kumplami.

CKM: Za to internet jest pełen memów na temat ciebie i alkoholu.
S. P.: Niektóre z tych memów mnie naprawdę śmieszą. Sam często je przesyłam dalej kolegom. Fajny jest np. ten, że jeżeli Lewandowski ma problem z barkiem to niech daje do mnie, bo ja mam barek zawsze pełny. A moim ulubionym jest ten, na którym Aleksander Kwaśniewski trzyma szalik z napisem Peszko.

CKM: A które memy cię nie śmieszą?
S. P.:
Na przykład moje zdjęcie i podpis „Pół człowiek – pół litra”. Miałem małą alkoholową aferę w Niemczech, ale minęło od niej wiele lat – a ciągle do mnie wraca. Choć inni mieli głośniejsze imprezy...

CKM: Generalnie dieta piłkarza nie składa się z alkoholu. Twoja jest restrykcyjna?
S. P.:
Bardzo. Nie wyobrażam sobie jeść kebaba między treningami, czy pizzę na kolację, choć często mam na to ochotę. To nie idzie w parze z profesjonalnym sportem. Z dietą jest tak samo, jak z moją łatką, że niby ciąglę piję alkohol. Nie byłbym w tym miejscu, gdzie jestem, gdyby tak było. Sport to wiele wyrzeczeń!

CKM: Jadasz kulki mocy Anny Lewandowskiej?
S. P.:
Na co dzień nie, ale przed meczami polskiej kadry tak. Bo robi je nasz reprezentacyjny kucharz, właśnie z przepisu Ani. Są daktylowe i kokosowe. Polecam je, są naprawdę smaczne.

CKM: Czym różni się atmosfera w szatni Lechii Gdańsk od kadry narodowej?
S. P.:
U trenera Nawałki są najlepsi piłkarze z naszego kraju i jest wesoło, bo widujemy się rzadko. W Lechii widzimy się na co dzień, traktujemy to jako naszą pracę, jest więc więcej okazji do spięć, ale też i do rozmów. Tam też mamy niezłą atmosferę, co pokazują nasze ostatnie wygrane.

CKM: Często robicie żarty trenerom?
S. P.:
Zdarza się. Po awansie do Bundesligi wylałem kufel piwa na głowę trenera...

CKM: ...mam na myśli nieco bardziej złośliwe żarty. Jak to było z Franciszkiem Smudą?
S. P.:
Żartowaliśmy sobie z niego, a on nawet się tego nie domyślał. Artur Boruc nazywał go Dyzmą, mówiliśmy też na niego Gargamel... Ale wiesz, nie chcę o nim rozmawiać. Nie jest to mój ulubiony trener. Selekcjonerem reprezentacji był fatalnym, choć z klubowymi drużynami jednak odnosił jakieś sukcesy.

CKM: No to ktoś, kogo uwielbiasz: twój idol z dzieciństwa Alessandro del Piero.
S. P.:
Grałem przeciwko niemu dwa razy – w Poznaniu i Turynie. Fantastyczne uczucie: kiedyś wieszałem jego plakaty nad łóżkiem, a parę lat później grałem z nim na jednym stadionie. Niestety, zabrakło mi odwagi, by po meczu wymienić się z nim koszulką. Teraz żałuję.

CKM: Młodzi piłkarze nie zaczepiają starszych?
S. P.:
Teraz się to trochę zmieniło. Jak byłem młody to patrzyłem z respektem na starszych piłkarzy takich jak Żurawski czy Frankowski. Nie odzywałem się do nich
w ten sposób, jak teraz robią to młodzi.

CKM: Obecnie nie mają szacunku do bardziej doświadczonych kolegów?
S. P.:
Szacunek mają – ale chcą być odważni, otwarci i agresywni, w taki sposób podbijają piłkę.

CKM: Dziś młodzi piłkarze mają łatwiej w zaaklimatyzowaniu się w nowej drużynie?
S. P.:
Kiedyś było trudniej, bo nie było mediów społecznościowych. Z nich można się wiele dowiedzieć o nowym koledze. Ale najlepszą metodą na złapanie szacunku drużyny jest dobra gra i zaangażowanie.

CKM: Nie ma żadnego „kocenia”?
S. P.:
W klubach bywa, ale nie jest to żadne bicie. Np. jak grałem w Wolverhamptonie, to podczas kolacji musiałem wejść na stół i coś zaśpiewać. Padło na “Ai Se Eu Te Pego”. Ja się szybko przyjąłem w drużynie, ale był też bardzo nieśmiały Norweg, który zaśpiewał hymn Norwegii. Zaaklimatyzowanie średnio mu wyszło.

CKM: A jak to wygląda w Polsce?
S. P.:
Najlepiej zafundować imprezę. Jednak w poważnych klubach, gdzie
liczy się najwyższa stawka, jest to coraz mniej popularna praktyka...

CKM: Sędziowie: są w polskiej lidze arbitrzy, z którymi masz na pieńku?
S. P.:
Na pieńku to nie, jednych się lubi bardziej, innych mniej, tak samo jak piłkarzy. Jeżeli sędzia mówi w stylu „Peszko, dawaj, graj dalej, lekko cię dotknął” to
w porządku. Ale najgorsza jest arogancja i to, że czasem nie można w ogóle się
odezwać, bo za każde słowo jest kartka.

CKM: Polscy sędziowie chętnie ci je dają...
S. P.:
A przecież to ja jestem najczęściej faulowany! Za to jak wykonam jakiś delikatny ruch, od razu do mnie żółty kartonik. Jestem niskiego wzrostu, siłą rzeczy przy wyskoku moja ręka może znaleźć się przy twarzy piłkarza i mogę kogoś uderzyć z łokcia. Najlepszy sędzia to ten, o którym po meczu się nie rozmawia.

CKM: Znasz jakiegoś piłkarza geja?
S. P.:
Owszem, podejrzewaliśmy razem z kolegami jednego piłkarza w Niemczech. A w Polsce? Raczej nie...

CKM: Jakie są złe strony w byciu piłkarzem?
S. P.:
Nigdy nie odmawiam zdjęć i autografów, ale jak jestem z rodziną na niedzielnym obiedzie, to jednak chciałbym odpocząć od piłki i o niej nie rozmawiać.

CKM: A gdy jesteś nie w restauracji, a np. na dyskotece?
S. P.:
Kiedy już od czasu do czasu wyjdę gdzieś w sobotę po meczu, to zaraz podchodzi jakiś kibic i rzuca słowami: „Dawaj, wypij ze mną”. No i co ja mam wtedy robić? Jak z nim nie wypiję, to będzie odpowiedź: „Gwiazda, kurwa, wyższy się czuje”. A jak jednak się zdecyduję, to zaraz potem ktoś powie, że Peszko ma problemy z alkoholem...

CKM: Co naprawdę jest problemem dla piłkarzy?
S. P.:
Na pewno trudno pogodzić się z tym, że nie gra się w meczach. Jak byłem w Anglii, to 13 razy spędziłem mecze poza kadrą. To trudne, gdy normalnie trenujesz, a przychodzi mecz i wiesz, że nie zagrasz, bo nie pasujesz trenerowi do systemu. Co innego, jeżeli masz pewność, że trener i tak wskaże cię do składu, nawet jak dwa mecze pod rząd będziesz mieć słabsze. Takie wsparcie jest ważne.

CKM: Jest możliwość pójścia do psychologa?
S. P.:
Tak, tylko ma on nazwę trenera mentalnego. To taki coaching – wielu
piłkarzy z niego korzysta, jest przydatny.

CKM: Teraz w modzie są futbolowe biografie. Piszesz już swoją?
S. P.:
Jeszcze nie, choć propozycję już mam. Zastanawiam się. Zdobyłem dwa Puchary Polski, o reprezentacji też jest co opowiadać. Ale nie wiem, czy to dobry pomysł, by pisać biografię, skoro jeszcze gram w piłkę.

CKM: Myślę, że szczególnie w twoim przypadku ta książka byłaby hitem.
S. P.:
Mam parę historii, o których niewiele osób wie. Ale to nie to, o czym myślisz. Np. moje plany transferowe do Wolfsburga i Panathinaikosu, gdy jednak zostałem w Lechu. Spędziłem też kilka dni na testach w Turcji. No i chciałbym jeszcze opowiedzieć o mistrzostwie Polski zdobytym z Lechią!

CKM: A sam czytasz takie książki?
S. P.:
Kiedyś czytałem – ale zraziłem się po biografii Lance’a Armstronga. Opowieść była piękna, a każdy wie, jak naprawdę potoczyła się jego historia. Zaś jeżeli pytasz o futbolowe biografie pisane przez redaktorów, to one są zabawne. To, co jest w nich opowiedziane, jest prawdą – ale, jakby to powiedzieć, taką prawdą „ukróconą”... Uprzedzając twoje następne pytanie: nie podam przykładu.

CKM: To powiedz, kim grasz w „Fifie”?
S. P.:
W ogóle nie gram.

CKM: Jak to?
S. P.:
No może gram dwa razy na rok. Wolę obejrzeć w telewizji mecz, mam wykupione wszystkie możliwe pakiety. Myślę, że tygodniowo oglądam z 7 rozgrywek, żona trochę narzeka z tego powodu. Zboczenie zawodowe, ale lubię to robić. Wkręciłem w oglądanie już nawet 3–letniego syna.

CKM: Będzie piłkarzem? 
S. P.:
Wszystko na to wskazuje. Na razie nie rozbiera lalek i nie bawi się w doktora.

CKM: Co jeszcze oglądasz w telewizji?
S. P.:
Lubię bardzo żużel. I horrory.

CKM: Masz swój ulubiony?
S. P.:
Największe wrażenie zrobiło na mnie „Opętanie”. Lubię horrory oparte na faktach – oglądając je, czuję adrenalinę. Ale żeby nikt nie myślał, że w domu tylko siedzę przed telewizorem. Gram z synem w piłkę, jeżdżę na rolkach z córką.

CKM: Zdarza ci się kupić coś niepotrzebnego?
S. P.:
Ciuchy... Czasem kupuję ubrania, których potem nigdy nie noszę.

CKM: Masz ich więcej od żony?
S. P.:
Nie, to byłoby trudne (śmiech), ale nie oszczędzam pieniędzy na ubraniach. Lubię dobrze wyglądać.

CKM: Co kupiłeś za pierwsze poważne pieniądze, jakie zarobiłeś?
S. P.:
Moja pierwsza premia za wygrany mecz w Wiśle Płock wyniosła 3 tys. zł.
Zaprosiłem kumpli z liceum do restauracji i powiedziałem: „Bierzcie, co chcecie”. Mieszkałem wtedy w internacie i na co dzień musiałem nieźle wyliczać, na co przeznaczać pieniądze – w modzie było odżywanie się zupkami chińskimi – więc te trzy tysiące to było wtedy coś.

CKM: A kolejna kasa, większa?
S. P.:
Kupiłem Opla Astrę. I od razu zacząłem odkładać na pierwsze mieszkanie. Nigdy nie wydałem na raz całej wypłaty.

CKM: Czym obecnie jeździsz?
S. P.:
Audi A7, mam je już rok.

CKM: W takim razie, chyba czas zmienić.
S. P.:
Też tak myślę! Zastanawiam się właśnie nad zakupem Maserati Quattroporte.

CKM: Szybkie auto... Lubisz szybko jeździć?
S. P.:
Na autostradzie Berlin–Hanower zdarzyło mi się jechać 275 km/h.

CKM: To ile masz punktów karnych?
S. P.:
Zero.

CKM: Niemożliwe!
S. P.:
Wyzerowały się (śmiech). Ale zdarza mi się kolekcjonować zdjęcia z fotoradarów, szczególnie niemieckich. W Niemczech nawet dwa razy straciłem prawo jazdy. Moim kierowcą musiał być kumpel.

CKM: Chodziłeś do liceum mechanicznego – byłbyś w stanie naprawić samochód?
S. P.:
No co ty! Jedyne, co jestem w stanie zrobić, to wymienić żarówkę. Do prac
domowych i motoryzacyjnych mam dwie lewe ręce. Łóżeczko dla dziecka skręcę, ale jak trzeba już coś poważniejszego zrobić, to zamawiam fachowców.

CKM: Jeśli chodzi o fachowców: Grzegorz Lato powiedział kiedyś, że jego rekord na setkę to 3 sekundy. A twój?
S. P.: Jestem szybszy (śmiech). Robię to pach, pach i już. Myślę, że trwa to maksimum półtorej sekundy.

Wywiad Sławomira Peszki ukazał się w magazynie CKM Nr 7 LIPIEC 2017.

Sprawdźcie też aktualny numer CKM z piękną Sandrą Traczyk na okładce!


ckm-01-02-18-ade9cb7600410b3836a9835203dcdaea_ca37b3.jpg

Kup CKM przez internet: możesz zamówić jeden numer albo prenumeratę (i dostaniesz dodatkowe prezenty gratis)! KLIKNIJ TUTAJ.


Dodał(a): CKM Poniedziałek 12.02.2018

Komentarze

Wszystkie komentarze

Awatar
Zaloguj się lub zarejestruj jeśli chcesz dodać komentarz.
Komentarze (0)