"Oni mnie zabiją, człowieku". Polak od pięciu lat ucieka przed mafią

Znasz pewnie te filmowe historie, gdzie pojawia się bohater w roli świadka koronnego, przyczyniający się do triumfu wymiaru sprawiedliwości nad przestępcami. Oczywiście w zamian policjanci zapewniają mu wtedy całkowitą ochronę, przez co może czuć się bezpiecznie. Tak zapewne myślał Robert, ale zdziwił się i nagle sam musiał sobie radzić z mafijną armią na karku, której członków wsypał. Policja odwróciła się od naszego rodaka i teraz umywa ręce.
SUPERWIZJERRR.jpg

Wsparcie tylko na papierze
Robert od 2015 r. musi się ukrywać, mimo statusu świadka koronnego. Okazało się, że ochrona ze strony służby prawa w Hiszpanii funkcjonuje tylko w teorii, a w rzeczywistości mężczyzna został bez żadnego wsparcia, będąc wrogiem nr 1 dużej, hiszpańsko-litewskiej mafii. Robert pracował w dużej firmie transportowej w Walencji. To miał być dla niego początek wymarzonego życia. Trafił jednak na handlarzy narkotyków i broni, o czym poinformował katalońskich policjantów. Nasz rodak ponad dwa lata temu się do dziennikarzy "Superwizjera" z prośbą o pomoc. W ten sposób powstał reportaż "Świadek", gdzie ukazano nieudolność hiszpańskich funkcjonariuszy. Policja miała zapewnić Robertowi bezpieczeństwo, ale zupełnie się z tego nie wywiązała.

Pomógł funkcjonariuszom, został na lodzie
Polak znacząco pomógł hiszpańskiej policji w rozbiciu kilkunastu gangów przemycających marihuanę i broń. Pracował dla firmy transportowej, która poza normalnym działaniem, zajmowała się także nielegalnym przemytem. Mężczyzna twierdzi, że to dzięki jego zeznaniom złapano prawie 50 osób. Zapewniono mu za to status świadka koronnego, co powinno być równoznaczne z całkowitą ochroną. W Hiszpanii ustawę prawną odnośnie tej funkcji wstępnie ustalono w 1994 r. z zamiarem jej rozszerzenia. Problem w tym, że tak się nie stało, a ustalenia odnośnie świadka koronnego ograniczają się do wręczenia jego rodzinie paszportów i dowodów osobistych z nowymi tożsamościami.

Rodzina musi uciekać
Co dalej? Właśnie tego hiszpańskie prawo już nie przewidziało. Funkcjonariusze pozostają głusi na prośby Roberta o pomoc. Mężczyzna jest żonaty i ma kilkuletnią córkę. Cała rodzina powinna mieć zapewnioną możliwość normalnego funkcjonowania.  Zamiast tego, od pięciu lat jeżdżą po Europie i co kilka tygodni zmieniają miejsce zamieszkania. Ich dziecko nie może normalnie chodzić do szkoły, nie nawiązują żadnych kontaktów z innymi ludźmi. Dziennikarze "Superwizjera" spotkali się z nimi po dwóch latach ciągłych prób stworzenia reportażu i to na krócej niż kwadrans.
Choć ciężko uwierzyć w to, ze hiszpańska policja dopuściła do takiej sytuacji, Polak przedstawił redakcji "Superwizjera" nagrania z rozmów z funkcjonariuszami. Mężczyzna prosi w nich o pomoc finansową i dodatkowe dokumenty, mogące potwierdzić jego nową tożsamość, jak akt urodzenia czy świadectwo ślubu. Policja pozostaje bezradna i sugeruje naszemu rodakowi, by szukał wsparcia w opiece społecznej.

SUPERWIZJER.jpg

Sprawdź także: Władze zatrudniły byłego alfonsa. Będzie reformował policję

Robert nie może utrzymać bliskich
Prawda jest taka, że w obecnej sytuacji nie da się stworzyć dobrego scenariusza dla tej rodziny. Hiszpański sąd odmawia wydania dokumentów, takich jak nowe akty urodzenia i świadectwo ślubu, umożliwiających im normalne funkcjonowanie mówiąc, że byłoby to niezgodne z prawem i podchodziło pod fałszerstwo. Dzięki nim Robert mógłby bezpiecznie osiąść w jednym miejscu, nad którym czuwaliby funkcjonariusze. Tam także mógłby ułożyć sobie nowe życie i zacząć normalnie funkcjonować. W tym momencie mężczyzna nie ma nawet pieniędzy na hotel, gdzie mieszkałby tymczasowo z rodziną. Od państwa także tego nie dostanie, ponieważ nie ma przepisu wskazującego na to, by świadek koronny miał otrzymywać jakiekolwiek wsparcie finansowe.

Dlaczego sąd nie może im pomóc?
Sędziowie boją się wyłamać i modyfikować luki w ustawie prawnej, która weszła w życie jeszcze w 1994 r. Rzeczywiście nic nie zostało tam jasno przedstawione odnośnie tego, jak miałoby funkcjonować wsparcie dla świadków koronnych. Przepisy nie są w ogóle rozwinięte, ograniczają się wyłącznie do konieczności wydania dokumentów potwierdzających nową tożsamość. Przyszłość tej trójki ciągle jest niepewna i nic nie wskazuje na to, by cokolwiek miało się zmienić. Tak naprawdę jedyne, co ich trzyma przy życiu, to właśnie rodzina. "Kochamy się i to tak naprawdę wszystko. Dlatego jesteśmy wciąż razem" – mówi żona Roberta.


Dodał(a): Konrad Klimkiewicz / Superwizjer TVN Poniedziałek 05.10.2020