Po co kobiecie orgazm?

Kobiecy orgazm, a właściwie jego brak, zniszczył niejedno męskie ego. I chyba tak naprawdę tylko do tego służy, bo z punktu widzenia biologii żeńskie szczytowanie zdawało się zupełnie zbędne, a odkrycie jego zastosowania od lat spędzało naukowcom sen z powiek. Teraz zdaje się, że wreszcie nastąpił przełom.
po co kbiecie orgazm.jpg
Męski orgazm jest zdecydowanie przydatny. Pomijając już aspekty związane z przyjemnością, w jego trakcie uwalniane są plemniki niezbędne do przedłużania gatunku. No ale co z kobiecym? Z punktu widzenia ewolucji każda cecha czy zdolność organizmów powinna mieć jakieś praktyczne zastosowanie.

Tymczasem kobiece szczytowanie teoretycznie służy jedynie do ośmieszania facetów i mentalnego odcinania ich penisów za każdym razem, gdy nie uda im się doprowadzić partnerki do orgazmu lub odwrotnie – do „przyklejania” kilku mentalnych centymetrów, gdy seks zakończy się sukcesem, a kobieta skręca się w spazmach rozkoszy.

Można by więc pomyśleć, że natura sobie z nas, facetów, okrutnie zakpiła, stawiając przed nami zadanie z punktu widzenia biologii zupełnie pozbawione sensu, które jedynie nakłada na nas niepotrzebną presję. Być może jednak nie do końca.

Amerykańscy naukowcy twierdzą bowiem, że po długich latach badań znaleźli w końcu „praktyczne” zastosowanie kobiecego orgazmu. Ich zdaniem jest on pozostałością po zamierzchłej przeszłości, w której orgazm, i uwalniana podczas niego „burza hormonów”, był warunkiem niezbędnym do poczęcia potomstwa. Mówiąc w skrócie: brak orgazmu u kobiety najpewniej oznaczał brak potomstwa. Coś jak naturalna antykoncepcja.

Problem w tym, że mogło tak rzeczywiście być, ale ok. 75 milionów lat temu. Jeśli więc ta teoria byłaby prawdziwa, to matka natura okazałaby się niezłą francą. No ale przynajmniej teraz wiecie, że faceci już od ładnych paru milionów lat toczą tę nierówną batalię z kobiecym orgazmem.




Dodał(a): Tomek Makowski Wtorek 02.08.2016

Komentarze

Wszystkie komentarze

Awatar
Zaloguj się lub zarejestruj jeśli chcesz dodać komentarz.
Komentarze (0)