Jak umrzeć z wielkiej miłości

Ostatnio mój chłopak coraz bardziej mnie zaniedbuje. Pisząc „ostatnio”, mam na myśli miniony tydzień, co w kontekście mych potrzeb seksualnych jest długim okresem.
sex4.jpgPoniekąd sama jestem temu winna, bo po naszym ostatnim niezwykle udanym stosunku kupiłam swemu Stasiowi w nagrodę grę komputerową o mutantach. Od tego czasu spędza przed konsolą każdą wolną chwilę. Zapytałam, co go tak w tej grze kręci, że oddał się jej bez reszty. Odparł, że można w niej zabić ponad tysiąc mutantów, a jemu do tej pory udało się zaliczyć tylko stu. Na sugestię, by zamiast wirtualnych potworów zaliczył mnie, odpadł bezczelnie, że mnie już milion razy zaliczył i to zawsze z kosmicznym wybuchem. Poczułam się tym dotknięta, ale nie odwdzięczyłam mu się tanią złośliwością, że moje wybuchy (czytaj: orgazmy) były udawane.

Postanowiłam zemścić się w bardziej wyrafinowany sposób. Ale jak to zrobić, skoro np. zwykła zdrada nie wchodziła w grę, bo przecież zdradzam Staśka od samego początku naszej znajomości? Wyczyszczenie jego karty kredytowej też odpada, bo robię tak bez przerwy. Zniszczenie samochodu nie miałoby sensu, bo jego wózek jest właśnie w warsztacie po tym, jak zderzyłam się czołowo z tramwajem.

Postanowiłam w końcu poszukać inspiracji w sieci. Nim jednak zdążyłam wpisać w wyszukiwarkę pytanie „Jak zemścić się na męskiej szowinistycznej świni?”, moją uwagę przykuła informacja o kolejnej edycji Air Sex Competition (zawody w udawaniu seksu), zorganizowanej w Tampa na Florydzie. Zasady tej imprezy przypominają te z konkursu na najlepszą gitarę powietrzną (Air Guitar). Chodzi po prostu o imitację, ale z tą różnicą, że z głośników nie rozlegają się solówki gitarowe, lecz jęki i stęki zawodników. Ponadto nie szarpie się ręką w powietrzu wyimaginowanych strun, ale imituje całym ciałem ruchy

Sonda

W łóżku jestem w stanie:

kopulacyjne. Obejrzałam sobie w sieci kilka filmików z Tampy i mocno nimi podniecona uznałam, że powinnam pokazać je Stasiowi, by pobudzić jego żądz moc.

Nim jednak zdążyłam go zawołać, kolejny internetowy njus wpadł mi w oko. Popularny portal „Business Insider” podał wyniki ankiety poświęconej stosunkom seksualnym między osobami pracującymi w tej samej firmie. Okazuje się, że większość biorących udział w badaniu deklaruje, że nie tylko nie ma nic przeciwko „biurowemu” seksowi, a nawet – i to w ponad 80 procentach! – marzy o kopulacji z kolegą i/lub koleżanką zza sąsiedniego biurka! Ba!, ponad 50 procent zrealizowało już te marzenia (i to więcej niż z jedną osobą!), a większość tych korporacyjnych kopulantów uważa, że nie miało to negatywnego wpływu na wydajność w pracy, lecz wręcz przeciwnie!

Już ucieszyłam się, że ta wiadomość zmusi Stasia do seksu (pracujemy w tej samej firmie), ale nieopatrznie rzuciłam okiem na inną informację, pozornie zupełnie obojętną, bo czysto przyrodniczą. Naukowcy z Uniwersytetu w Queensland dokładnie zbadali życie seksualne niejakiego antechinusa, małego myszopodobnego australijskiego torbacza. Z chwilą osiągnięcia dojrzałości płciowej, czyli tuż po swych pierwszych urodzinach, antechinus wpada w seksualny amok. Przez kilka dni kopuluje bez przerwy z każdą samiczką, jaką dorwie. Jest w tym tak nienasycony, że nie je, nie śpi i nie pije. Po każdym stosunku staje się coraz słabszy. Najpierw traci futerko, potem dostaje krwotoku, całe jego ciało pokrywają ropiejące rany, wdaje się w nie gangrena i malec w konwulsjach kona! Los torbacza przejął mnie tak bardzo, że postanowiłam dać spokój Staszkowi. Za bardzo go kocham; niech dalej zalicza te swoje mutanty! A ja w międzyczasie zdradzę go z naszym wspólnym szefem, którego oboje serdecznie nie znosimy!


Dodał(a): Ola Stern Wtorek 17.12.2013

Komentarze

Wszystkie komentarze (2)

Awatar
Zaloguj się lub zarejestruj jeśli chcesz dodać komentarz.
Nestor (2013-12-27 10:20:23)
Trochę zakręcona ta historia Zgłoś naruszenie
enrique85 (2013-12-17 19:51:46)
co to za gra tak Staszka strasznie wciągneła ? Zgłoś naruszenie
Komentarze (2)