Jak przeżyć orgazm w biegu

Uwielbiam biegać! Jestem wręcz uzależniona od joggingu. Mam dobre sportowe ubranie i buty oraz przekonanie, że, biegając, staję się nie tyle zdrowszą, bo od tego ganiania tylko przeziębiam się i bolą mnie stawy, co przede wszystkim nowocześniejszą kobietą!

Nie ma oczywiście dla mnie znaczenia, w jakim miejscu na świecie jestem i jaka pogoda panuje na zewnątrz. Uprawiałam jogging w Afryce, wielu krajach Europy i obu Amerykach.

Tylko podczas pobytu w Azji nie biegałam, bo pełno tam rowerzystów i rykszarzy, którzy są powolni i blokują drogę. Biegam wiosną, latem, jesienią i zimą! Nie przeszkodził mi w tym nawet atak orkanu Ksawery. Dmuchał tak, że miałam wrażenie, że zaraz z nim gdzieś odlecę. Nie ukrywam, że mnie to podniecało. Byłam przekonana, że jak mnie w górę porwie, to przeżyję nad dachami Warszawy orgazm wielokrotny. Ale niestety nic z tego. Ksawery mimo obietnic meteorologów zawiódł na całej linii niczym mój dawny kochanek, bogaty producent chrzanu, Xawery, któremu nawet viagra, bo o pogodynkach już nie wspomnę, nie pomagała. A tak w ogóle to muszę wyznać, że podczas joggingu nic ciekawego mi się nie przydarza. No może lekko przesadzam, bo raz pogryzł mnie pies, ale był mały i wcale nie wściekły, a kilka dni temu obnażył się przede mną ekshibicjonista. Było zupełnie jak na filmie: ja mknę jak szalona, a on blokuje mi drogę i rozchyla poły płaszcza. Aż stanęłam, bo tak mnie facet zaskoczył i ucieszył.

Sonda

Jakie dźwięki chciałbyś słyszeć z ust partnerki podczas seksu?

Uśmiechnęłam się doń, co go nieco speszyło, a potem pochwaliłam jego gigantyczne przyrodzenie. Powiedziałam, że powinien zgłosić je do „Księgi rekordów Guinnessa”. On jednak skrzywił się z niesmakiem, odwrócił i pognał przed siebie jak strzała, gubiąc po drodze... swojego penisa. Zniknął, a ja zostałam sama, patrząc w świetle latarni na leżące na chodniku gumowe dildo, które miał przytroczone do pasa. „Wracaj, mój piękny nieznajomy! Wracaj, boś zgubił kutasa!” – krzyknęłam. Odpowiedział mi tylko wiatr. No cóż, jogging jest coraz popularniejszy, a ów ekshibicjonista był bez wątpienia mistrzem.

Mój psychiatra twierdzi, że biegam po to, by coś lub kogoś „zabiegać”. To jest ponoć taka moja podświadoma ucieczka od rzeczywistości. Jedni piją, drudzy ćpają, a ja śmigam ulicami miast, wiejskimi opłotkami oraz przez góry i knieje niczym chart, basset lub inny pies gończy. Ja jednak sądzę, że moja gonitwa ma głębszy sens. Ja pragnę przeżyć w biegu coś, co przejdzie do historii! Ot, na przykład coś takiego, co przytrafiło się niejakiej Krystine Rivera, 27-letniej Amerykance, którą podczas joggingu powalił i poturbował latający jeleń! Sytuacja ta jest tak cudownie nieprawdopodobna, że muszę o niej opowiedzieć. Kryśka, tak jak ja, gnała bez celu wzdłuż drogi, aż tu nagle z jasnego nieba runął na nią najprawdziwszy jeleń, w którego sekundę wcześniej walnęła ciężarówka! Kobieta została pokiereszowana, straciła przytomność, trafiła do szpitala, ale przeżyła. Teraz jest sławna, udziela wywiadów na prawo oraz lewo, szeroko uśmiechając się do kamer, bo jest jedyną znaną ludzkości joggerką zaatakowaną przez latającego jelenia.

Niestety, Kryśka nie mówi, czy w chwili spotkania z szybującym zwierzem przeżyła orgazm. Może dlatego milczy, bo jeleń nie przeżył i niezręcznie poruszać jest jej ten temat? Nie wiem. Wiem jedynie tyle, że my, kobiety, lubimy być zaskakiwane, nie znosimy rutyny. Pamiętaj o tym, mój czytelniku, gdy znów będziesz dobierał się do jakiejś panny. Zrób to nietuzinkowo, zaskocz ją, co oczywiście nie znaczy, że od razu musisz przebierać się za jelenia. Ale jak masz taką fantazję, to czemu nie?
                                                                                                                             Artykuł pochodzi z magazynu CKM/2/2014


Dodał(a): Ola Stern Poniedziałek 10.03.2014

Komentarze

Wszystkie komentarze

Awatar
Zaloguj się lub zarejestruj jeśli chcesz dodać komentarz.
Komentarze (0)