Różowa karoca

Artysta, który zrewolucjonizował świat swą muzyką i rozerotyzowanym zachowaniem na scenie, nie mógł się zakochać w zwykłym aucie. Poznaj cukierkowy samochód dla prawdziwych facetów.

Cadillac Fleetwood


Chyba nie jesteś jednym z tych naiwniaków, którzy każdego roku 16 sierpnia czczą rocznicę śmierci Elvisa Presleya? Zapomnij o bredniach, jakoby w 1977 oku naćpany Król utopił się we własnych wymiocinach czy zmarł w wyniku zatwardzenia. Przecież nawet dziecko wie, że artysta żyje i ma się dobrze! Ostatnio widzieliśmy się z nim na podwarszawskich szosach w czasie wspólnej przejażdżki jego ukochanym wozem, różowym Cadillakiem Fleetwoodem. Kochasz rokendrola? To wskakuj i ruszaj z nami!

That's all right (MAMA)

Rok 1954. Utalentowany dziewiętnastolatek nagrywa swój pierwszy singiel, piosenkę „That’s All Right Mama”. Chwilę później jest już wielką gwiazdą. Na co wydaje kasę? W marcu 1955 r. pojawia się w salonie Cadillaca i kładzie na ladę niemal 5 tysięcy dolarów, zawrotną wtedy kwotę, za którą można kupić niemal dwa nowe Chevrolety Corvette. Wyjeżdża swym pierwszym Cadillakiem – limuzyną Fleetwood Series 60, model rocznik ’54. Artysta czuje, że luksusowy pojazd musi wyróżnić jeszcze bardziej, dlatego znajomy lakiernik pokrywa karoserię nieco mdlącym pudrowym odcieniem różu, pozostawiając biały dach. Nietuzinkowy wóz jest prezentem Elvisa dla matki. Kochającemu synkowi nie przeszkadza, że pani Gladys Love Presley nigdy nie miała prawa jazdy. Wozem „buja się” więc sam muzyk. Jego szczęście trwa krótko; po 3 miesiącach rozgrzane okładziny hamulcowe wywołują pożar i fura pali się na poboczu drogi. Rany, nie mogę uwierzyć, że siedzę w identycznym pojeździe. Nawet jeśli miałbym dzisiaj spłonąć za jego kierownicą, będzie warto!

I love you because

Jazda – pedał gazu w podłogę i do przodu! Osiągi? Umówmy się – bardziej ekstremalne wrażenia potrafi zapewnić autobus miejski prowadzony przez kierowcę po dwóch Red Bullach. Górno zaworowy żeliwny silnik o pojemności 5425 cm3 dwoi się i troi, by nie przynieść wstydu jankeskiej motoryzacji. Nie można tutaj jednak liczyć na sportowe wrażenia – Fleetwood dysponuje mocą 230 KM i 447 Nm momentu obrotowego, jednak waży aż 2150 kg. Do tego czterobiegowy automat zmienia biegi ospale, z wyczuwalnymi szarpnięciami. Na papierze Fleetwood rozpędza się do setki w nieco ponad 12 s, ale subiektywne odczucia są gorsze. Chcesz zmierzyć przyspieszenie? Używaj raczej kalendarza, a nie stopera. Prędkość maksymalna to ponoć 173 km/h, ale ten, kto chciałby to sprawdzić, powinien zostać zamknięty w pokoju bez klamek jako jednostka o silnych skłonnościach samobójczych. Trudno opisać, jak nieprecyzyjne układy kierownicze posiadały amerykańskie wozy z lat 50. ub. wieku. A Fleetwood jest w tej kwestii przykładem wzorcowym – w przerażający sposób myszkuje od pobocza do pobocza, spalając ponad 25 l benzyny na 100 km. Jednak te wady nie mają żadnego znaczenia! To nie sportowy ścigant, lecz idealne narzędzie do leniwych przejażdżek, podczas których otoczenie traci oddech wobec potęgi i klasy tej 5,8–metrowej limuzyny. W ramach relaksu słucham sobie piosenek Elvisa i... rapu. Bo przecież doskonałość starych Cadillaców jest ponadczasowa! Nie na darmo są ubóstwiane też przez świat hip hopu, ze Snoop Doggiem i Xzibitem na czele.

Fools fall in love

Czas dokładniej przyjrzeć się urodzie tego pojazdu. Aby zatrzymać Fleetwooda, należy mieć mocną prawą nogę oraz... mnóstwo czasu, cierpliwości i miejsca przed sobą. Bębnowe hamulce mają cholernie ciężką robotę ze spowolnieniem tej góry stali. Pomny wypadku Elvisa jestem wyczulony na ewentualny zapach dymu. Czy Cadillac się zapali? Raz się żyje! Zresztą nie mogę być mięczakiem, w końcu Króla nie zraził taki szczegół, jak samozapłon. Wszak prawdziwa miłość nie zna przeszkód. Niedługo po spaleniu się pierwszego Cadillaca gwiazdor pojawił się znów w salonie i nabył kolejnego Fleetwooda. Tym razem nieco nowszy model 1955, który, jakżeby inaczej, został przemalowany na różowo–biały. Stany opanowała nowa mania: tysiące właścicieli Cadillaców chciało mieć wozy takie jak gwiazdor i przemalowywało swe pojazdy na taki sam kolor. W późniejszych latach Elvis będzie miał jeszcze mnóstwo Cadillaców. Jednak najważniejszy zawsze pozostał właśnie ten model, którego rozmiary i piękno linii właśnie podziwiam.

Are you lonesome tonight

Przyzwyczaiłeś się do współczesnych pozbawionych polotu i ekstrawagancji aut? A więc przepiękne detale i śmiałe rozwiązania techniczne Fleetwooda będziesz tak jak ja kontemplował dosłownie godzinami. Zakończenia przedniego zderzaka w kształcie pocisków artyleryjskich (tzw. dagmar bumpers). Wlew paliwa ukryty pod tylną lampą. Rury wydechowe umieszczone w zakończeniach tylnego zderzaka, przypominające dysze samolotów odrzutowych. Automatyczny czujnik przełączający światła, aby nie oślepiać kierowców jadących z naprzeciwka. Elektrycznie przesuwana przednia kanapa. Można tak wymieniać bez końca. Gdy już zmęczysz się wyłapywaniem kolejnych ciekawostek, odpocznij w kabinie, której wygoda oraz przestronność po prostu odejmuje mowę. Oczywiście najfajniejsza jest tylna kanapa, której rozmiary przypominają boisko do piłki nożnej. Jeżeli jesteś gwiazdorem, możesz zaprosić tam swoją fankę albo cały swój fanklub. I podczas tej rokendrolowej orgii nie zabraknie wam miejsca. Teraz to ty jesteś Królem!


Dodał(a): Michał Jośko Sobota 01.09.2012

Komentarze

Wszystkie komentarze (5)

Awatar
Zaloguj się lub zarejestruj jeśli chcesz dodać komentarz.
adrian.borowiecki (2012-09-03 14:12:11)
klasa sama w sobie Zgłoś naruszenie
mysterius (2012-09-03 07:52:49)
Nie chciałbym tym cackiem szukać miejsca parkingowego w zakorkowanym mieście:P Zgłoś naruszenie
adamp76 (2012-09-01 22:01:43)
Auto super, ale kolor nie za bardzo pasuje do limuzyny Zgłoś naruszenie
Slawek-73 (2012-09-01 19:55:09)
Cadillac super,kolor godny króla. Zgłoś naruszenie
Tom 39 (2012-09-01 11:25:42)
Wóz w stylu retro! Zgłoś naruszenie
Komentarze (5)