Król życia - Gianluca Vacchi

Gdyby Dan Bilzerian zamienił swoje niezniszczalne bojówki, glany i t-shirt na modne ciuchy, skrojone na miarę i gdyby król instagrama nauczył się manier oraz ustatkował, nazywałby się Gianluca Vacchi. Być może Amerykanin rządzi w mediach społecznościowych, ale królem życia jest zdecydowanie Włoch.

A właściwie można im rozpisać role odmienne, bo kiedy Dan Bilzerian ugania się za nagimi modelkami, strzela z wymyślnej broni i lata po świecie na pokerowe turnieje, Gianluca Vacchi tańczy ze swoją seksowną narzeczoną, chilluje na jachcie lub w bajecznie położonej rezydencji, a w wolnych chwilach uczestniczy w wystawnych balach, rautach i zwiedza świat. Również ostro trenuje, jeździ motocyklami i adoruje swoją wybrankę na każdym kroku. Jedną. To z grubsza różnice między dwoma panami.

Podobieństwa są takie, że obaj mają więcej pieniędzy, niż przeciętny Kowalski pierza w zimowej kołdrze i nie muszą się zastanawiać, gdzie w tym roku ruszą na wakacje, tylko czy znajdą wolny czas na obskoczenie wszystkich wybranych destynacji. Choć patrząc na dokumentację ich lifestyle`u na instagramie, wydaje się, że czas wolny to ich praca.



O Gianluce Vacchim zrobiło się głośno, gdy po sieci rozchodził się filmik, na którym on – siwy pan - radośnie tańczy z ultra seksowną modelką – jego narzeczoną. Aura radości z życia przebijała z monitorów laptopów i urządzeń mobilnych. Rytualne kroki będą zapewne symbolem tych wakacji. To facet z klasą, który rozkoszuje się życiem pląsając, popijając szampana lub prosecco, relaksując się w swojej ekskluzywnej willi z widokiem na morze i wciąż uwodząc tę samą kobietę - Giorgię Gabriele.

49-letni Włoch dorobił się na udziałach w firmie – międzynarodowego potentata produkujących maszyny do wytwarzania opakowań dla kosmetyków, farmaceutyków i żywności. 30% udziałów w spółce odziedziczył po ojcu, który działalność rozpoczął w latach 60. Ma wykształcenie ekonomiczne, a szlifów nabierał w rodzinnym interesie. Nie jest więc synem marnotrawnym, a świetnie przygotowanym i merytorycznie, i praktycznie biznesmenem. Do tego odbiega od wizerunku typowego przedsiębiorcy z milionami na koncie. Nie ma brzucha, tylko świetnie wyrzeźbione ciało. Zawsze starannie wystylizowany na twarzy i głowie – włosy farbuje na siwo, co świadczy o jego wielkim dystansie do siebie i braku potrzeby odmładzania się. Bo młodość i energia kipi z niego, zarażając radością życia. Bawi się z gwiazdami w modnych klubach całego świata i nie robi tego w interesach. Nosi idealnie skrojone ubrania od najlepszych projektantów. I właśnie to jest jego hobby i coś, z czym chciałby być kojarzony.



Rodzinna działalność jest dochodowa, ale sam Gianluca przyznaje, że dobrze, iż interesem kieruje kto inny z rodziny. Sam inwestuje w inne przedsięwzięcia. Ma udziały w kilkunastu firmach z branży technologicznej, odzieżowej, zegarkowej. Ale jego oczkiem w głowie jest marka nosząca jego inicjały – GV. Póki co wypuszcza na rynek t-shirty, biżuterię i...emotikony. Pobierzesz je w sklepie obsługującym Twoja komórkę. Napisał też książkę. Jeśli chciałbyś wiedzieć, jak Gianluca Vacchi stał się królem życia, możesz przeczytać jego autobiografię pod nazwą „Enjoy”, której tytuł zdradza filozofię GV. Jest mały problem – wydanie jest jedynie w języku włoskim. Ale kilkanaście euro na tę pozycję oraz kurs włoskiego potraktuj jako inwestycję.

Wielu zarzuca mu obnoszenie się z bogactwem, ale Gianluca odpowiada, że jeśli ciężko pracuje na swój dostatek, płaci podatki i działa moralnie (w przeciwieństwie do niejasnych biznesów i rozwiązłych zachowań Dana Bilzeriana), to nie widzi powodu, dla którego miałby się z tym ukrywać. I mimo że większość pewnie z zawiścią wyzywa go od podstarzałych zboczeńców, zabawiających się z modelkami, to grupa ta z ogromnym prawdopodobieństwem chciałaby robić dokładnie to samo. Obróć więc zawiść w motywację, by pewnego dnia pobawić się z GV na jego jachcie. Albo na Twoim.







Dodał(a): Paweł Jaśkowski / fot.: instagram.com/gianlucavacchi Wtorek 09.08.2016

Komentarze

Wszystkie komentarze

Awatar
Zaloguj się lub zarejestruj jeśli chcesz dodać komentarz.
Komentarze (0)