Trąbka pokoju

Muzyka łagodzi obyczaje – to wiemy. Przedstawiamy jednak historię, w której muzyka złagodziła żądzę krwi niemieckiego snajpera.
trabka pokoju.jpg

Osieroconego Jacka Leroya Tuellera pod swoje skrzydła przygarnęła ciotka. Jedynym instrumentem w jej domu była trąbka. Malec biorąc ją pierwszy raz do rąk, jeszcze nie wiedział, że najprawdopodobniej za kilkanaście lat uratuje mu ona życie.

Był 20 czerwca 1944 roku, kiedy Jack – pilot – wraz ze swoimi kolegami mieli zbombardować niemieckie czołgi podczas lądowania w Normandii. Gdy przelatywali nad nimi, zobaczyli że naziści użyli francuskich kobiet jako żywych tarcz. Za pierwszym razem nie wystrzelili. Jednak z dowództwa nadeszły rozkazy otworzenia ognia. Zrobili to.

Kiedy w nocy siedzieli przygnębieni w okopach, wszyscy piloci topili smutki w jankeskiej whisky. Leroy Tueller był abstynentem. Miał jednak ze sobą trąbkę, która koiła jego ból skuteczniej niż wóda na myszach pędzona`. I gdy po drugiej stronie nadal został jeden snajper, polujący na aliantów, Jack nie mógł się powstrzymać od dmuchnięcia w tubę. Koledzy ostrzegali go, że zdradzi swoją pozycję i utonie pod gradem kul. Ten postanowił więc zagrać coś na niemiecką nutę. Padło na „Lili Marlene” – aranżację wiersza autorstwa Hansa Leipa. Kawałek, który uwielbiali żołnierze bez względu na stronę konfliktu. Jack czuł, że snajper namierzający jego i kolegów był osamotniony i przerażony, stąd dobór repertuaru. Chciał mu ulżyć. Gdy rozległy się pierwsze dźwięki wokół zapanowała cisza. Nie słychać było ani jednego wystrzału. I tak minęła noc



Na drugi dzień, kiedy amerykański patrol wrócił z głębi lądu z jeńcami wojennymi, wezwano Jacka do tej grupy. Żandarmi mówili, że pojmany niemiecki snajper wypytywał kto poprzedniego wieczoru grał na trąbce. Kiedy stanęli naprzeciw siebie, Niemiec wyciągnął do Tuellera rękę i uścisnęli sobie dłonie. Snajper powiedział łamaną angielszczyzną, że gdy usłyszał dźwięk tej melodii, pociekły mu łzy. Przypomniał sobie o domu, o rodzicach, o rodzeństwie i nie mógł strzelać. „Nie był wrogiem. Był przerażony i samotny jak ja. Moc muzyki.” – kwituje Jack.

Dodał(a): gianni Czwartek 24.05.2012

Komentarze

Wszystkie komentarze (2)

Awatar
Zaloguj się lub zarejestruj jeśli chcesz dodać komentarz.
ninjaMajonez (2012-05-25 07:34:44)
super historia :) cieszę się, że niektórzy łagodnieją pod wpływem muzyki choć w sumie wiemy, że nie każdy rodzaj łagodzi obyczaje. W niektórych przypadkach wzbudza w człowieku agresję Zgłoś naruszenie
MirekRonin (2012-05-24 19:21:11)
Jak widać muzyka łączy nietylko pokolenia, ale i łagodzi wojny! :D Zgłoś naruszenie
Komentarze (2)