Spowiednik polskiej mafii - Artur Górski

Pił wódkę z wieloma mafiosami „grupy pruszkowskiej”. Wysłuchał niezliczonej ilości historii o egzekucjach, nękaniu i fizycznym okaleczaniu ludzi. Mówi, że mógłby spisać antologię tortur polskich. Jego książki o strukturach przestępczych traktowane są jak biblie mafii polskiej. Również przez służby mundurowe i wymiar sprawiedliwości.
Artur-Górski_0156.jpg
Przeprowadził setki rozmów, które nieraz przypominały scenariusz „Ojca chrzestnego”. Niektóre ze spisanych przez niego historii zmąciły spokój dawnych gangsterów, o których świat - wydawałoby się - zapomniał. Nie byli z tego zadowoleni i dawali temu wyraz. Jego seria książek „Masa o polskiej mafii” to – jak sam mówi – oskarżenie wystawione polskiej mafii. Razem z nawróconym gangsterem, dziś świadkiem koronnym, Jarosławem „Masą” Sokołowskim obnażają działanie struktur przestępczych na terytorium naszego kraju, które swój złoty okres beztroski miały w latach 90. ubiegłego wieku. Dziś spowiada się nam.

CKM.PL: Co Pan woli pisać - książki sensacyjne czy takie wywiady rzeki?
ARTUR GÓRSKI: To nieporównywalne. Sensacje pisze się zza biurka, ewentualnie leżąc na kanapie i wszystko „ciągnie” się z głowy. Oczywiście to pewne uproszczenie, bo jeśli chce się pisać dobre książki sensacyjne, to trzeba znać się na pewnej tematyce. Trzeba coś przeżyć, wejść w środowiska, o których piszemy, zwiedzić trochę świata, pojechać na jakąś wojnę, spotkać się z jakąś grupą przestępczą. Ale pisze się już z głowy – cała akcja jest własna, intryga też, więc to jest nieporównywalne do wywiadów-rzek czy reportażów. Moja książka jest hybrydą obu gatunków.  

CKM.PL: A gdyby miał Pan wybrać? Bo z jednej strony jest obciążenie, że musi Pan coś wymyślić, coś spójnego, a z drugiej ktoś zrzuca z siebie ciężar i musi Pan to dokładnie spisać.
AG: Spisać i sprawdzić. I to dokładnie sprawdzić. To zbyt niebezpieczna „zabawka”, by wypuścić ją bez porządnej weryfikacji.

CKM.PL: Jedno czy drugie?
AG: Zdecydowanie „Masa”. Zanim zacząłem pisać tę serię, wydałem kilkanaście powieści sensacyjnych, kryminałów, nawet prozę i wydawało mi się, że to chcę robić. Ale gdy dotknąłem tych tematów, to uznałem, że to jest właśnie wchodzenie do realnego świata, spotykanie się z prawdziwymi ludźmi. Jestem dziennikarzem i to mnie jednak kręci dużo bardziej, niż siedzenie w miejscu i „ciągnięcie” z własnej głowy. Może zabrzmi jak banał, ale to w stu procentach prawdziwe – życie pisze najlepsze scenariusze.

CKM.PL: Pił Pan wódkę z Masą?
AG: Tak. Chociaż kiedyś mi powiedział „przerzućmy się na drinki, bo do wódy nie jesteś dla mnie kompan”. Zabolało, bo zdarzało się, że to jego wynosili, a nie mnie. Ale postawmy sprawę jasno – środowiska gangsterskie są bardzo na wódkę odporne, bo mają ten sport opanowany do perfekcji.

CKM.PL: Poziom olimpijski?

AG: Olimpijczycy. Ja mogę co najwyżej uprawiać z nimi piłkę amatorską.

CKM.PL: Kim jest dla pana Masa? Kolegą, przyjacielem, partnerem biznesowym?
AG: Nie mogę tego nazwać partnerstwem biznesowym, bo my się wzajemnie nie rozliczamy, a z wydawnictwem robimy to oddzielnie.

CKM.PL: Ale czy Pan go tak traktuje? Jak człowieka, z którym biznesowo pomogliście sobie nawzajem.
AG: Ilekroć pisze na swoim facebooku o mnie, używa określenia „przyjaciel”. Myślę, że to jest przyjaźń, tylko dość specyficzna.

CKM.PL: Nie taka podwórkowa.
AG: Wywodzimy się z różnych kręgów i na pewno nie zastąpię mu Wojciecha Kiełbińskiego. Ja jestem dla niego innym doświadczeniem niż „Kiełbasa” i pewnie tak samo ciekawym jak on dla mnie.

CKM.PL: Z czego wynikała przemiana Masy? Skrucha, zbyt intensywne tempo gangsterskiego życia, obawa o własne życie?
AG: To, że poszedł na świadka koronnego, wynikało tylko i wyłącznie z obawy o życie jego i jego rodziny. Kwestie bezpieczeństwa były tak naprawdę jedynym kryterium. Wszelkie inne motywy możemy sobie wymyślać w książkach, gazetach, rozmowach. Wiedział, że po śmierci „Pershinga”, z dużą dozą prawdopodobieństwa, on będzie następnym do odstrzału. Tym bardziej, że było kilka zamachów na jego życie.
I to z tego wszystkiego wynikła dopiero właśnie ta przemiana. Myślę, że nie było tak, że „Masa” najpierw chciał stać się porządnym człowiekiem i poszedł na „koronnego”. Odwrotnie – zrobił to z określonych względów, ale tym samym przeszedł do innego świata, etosu, innego rozumienia słowa „przyzwoitość” i zaczął funkcjonować według innych reguł.

CKM.PL: I Pan w to wierzy?
AG: Ja Panu powiem – człowiek się nie zmienia, to nie jest tak. Najpierw jako gangster, a później jako ksiądz jest się tą samą osobą, tylko funkcjonuje się w innym świecie i przystosowuje się do warunków w nim panujących. Dlatego uważam, że „Masa” jest nadal tym samym „Masą”, ale takim, który nikogo już nie skrzywdzi.

CKM.PL: Ale gdyby miał opcję powrotu do dawnego życia, gdyby zaczynał z czystą kartą, zrobiłby to?
AG: Głowy nie dam sobie uciąć. Trzeba pamiętać, że najpiękniejsze lata jego życia to mimo wszystko te, spędzone w grupie przestępczej. Ze względu na pieniądze i wszelkie inne atrakcje, które towarzyszyły byciu ważną osobą w pruszkowskiej mafii. Ale mimo wszystko uważam, że nie wróciłby, dlatego że on autentycznie gangsterów nienawidzi. Kiedy mówi o tym, co było albo opowiada o osobach, które teraz zajmują się działalnością przestępczą, to się zapala.  

CKM.PL: Ale przecież robił to, co oni, więc na ile jest dla Pana wiarygodnym rozmówcą? Przecież może próbować się wybielać albo pogrążać innych i Pan pewnie wie, kiedy to ma miejsce.
AG: Często słyszę zarzuty, że pomagam się „Masie” wybielić. Ale proszę mi pokazać, w tych pięciu tomach, gdzie on się wybielił. Czy tam, gdzie mówimy jak kogoś katował, prawie zabił albo jak przyniósł do domu kij baseballowy z fragmentami mózgu na nim?

CKM.PL: I nie są to historie opowiadane dla kontrastu, by jednak nie wyszedł na świętego?
AG: W tych książkach on prawie nigdzie nie jawi się jako człowiek dobry. Jedynie akcentujemy, że „nie ma na koncie głowy”. Reszta historii jest plugawa. Dziwię mu się czasami, że on chce żeby ludzie o tym wszystkim się dowiedzieli.
To nie jest też tak, że ja wierzę we wszystko bezkrytycznie. Każdy z moich rozmówców, opowiadając mi swoją historię, ma coś jednocześnie do ugrania. Ma jakieś porachunki z kolegami czy coś do udowodnienia wymiarowi sprawiedliwości, organom ścigania.

CKM.PL: I chcą sobie w Pana książkach wystawiać laurkę?
AG: Dokładnie. Albo też wręcz przeciwnie – chcą stworzyć pamflet na kogoś. Bo nikt nie uwierzy gangsterowi, który robi z siebie anioła. W środowisku, o którym piszę, siedzę bardzo głęboko i jestem tam od dawna, więc umiem zweryfikować informacje od moich rozmówców.

CKM.PL: Jeśli „Masa” coś opowiada, a Panu się to nie „klei”, co wtedy?
AG: Wyrzucam te fragmenty.

CKM.PL: Zdarzyła się sytuacja, w której ktoś zarzucał Panu nieścisłość, oczernianie, nie zgadzał się z tym, co napisane jest w książkach?
AG: Zdarzyło się, że zgłosiły się do mnie osoby, o których pisaliśmy i w sposób kategoryczny wyraziły swoje niezadowolenie. Jeśli wie Pan o czym mówię...

CKM.PL: Dostawał Pan jasne informacje o tym, że nie powinien się jakimś tematem interesować?
AG: Jedni mówili, żebym się tym tematem nie interesował, inni że jest jeszcze druga strona, której należałoby wysłuchać bo będzie niedobrze. Nie chcę o tym mówić za dużo, bo nie chcę z siebie robić ani męczennika, ani bohatera. Z drugiej strony nie chcę przypisywać komuś intencji, których być może nie miał, tylko wyraził to w sposób, w jaki wyraził i wyszło głupio. Byłem nękany regularnymi telefonami – ktoś dzwonił i mówił, że ma o coś żal. Gdy pytałem o co, słyszałem odpowiedź: „a to za dwa tygodnie zadzwonię i powiem, a Pan niech o tym pomyśli”. No i dzwonił ten sam głos za dwa tygodnie, mówiąc: „wie Pan, mam do Pana żal, związany z Pana książką”. Pytając o co dokładnie chodzi, padała podobna odpowiedź: „a to za dwa tygodnie, a Pan niech w międzyczasie pomyśli”. To klasyczna socjotechnika pruszkowska, stosowana wobec dłużników czy konkurentów.

CKM.PL: Czy Masa opowiadał te wszystkie historie z oporami czy z lekkością?
AG: Z dużą lekkością. Ale spotkałem też gangsterów, którzy opowiadają o tym niechętnie – może nie z bólem w sercu – ale czując ciężar moralny jakiegoś wydarzenia. Jednak większość opowiada o tym w sposób luźny. To była ich „praca”.

CKM.PL: I jak Pan się wtedy czuje, gdy słucha o wywożeniu do lasu, katowaniu, zabijaniu „z pierwszej ręki”?
AG: Ja nie zacząłem swojej drogi dziennikarskiej od książek z „Masą”, one powstały po 25 latach pracy w zawodzie. W podobnych brudach już się taplałem, kilka wojen „obskoczyłem”, trupy widziałem, więc to mnie niespecjalnie poraziło. Mimo, że to nigdy nie jest komfortowe, przyzwyczaiłem się. Arsenał krzywd, które mogą zrobić gangsterzy jest dość ograniczony, ja słyszałem o wszystkich, przerobiłem wszelkie techniki. Jeśli coś pojawia się kolejny raz, nie robi już na mnie wrażenia, wręcz przeciwnie – umiem ją barwnie opisać.

CKM.PL: Czyli mógłby Pan napisać antologię tortur polskich?
AG: Mógłbym. W tych książkach o wielu nie pisałem.

CKM.PL: Celowo? Były aż tak barwne?
AG: Celowo, z dwóch względów. Po pierwsze: nigdy nie chciałem epatować okrucieństwem, ale jednak trzeba pisać prawdę o polskiej mafii, żeby postawić jej właściwe oskarżenie. Po drugie: nie chciałem napisać podręcznika dla osób, które zaczynają swoją karierę przestępczą. Nie chcę podpowiadać, jak można dręczyć inne osoby.

CKM.PL: Mówi Pan, że to oskarżenie. To oskarżenie z Pana strony, ze strony „Masy” czy wspólne?
AG: Ja oskarżam w swoim imieniu, on w swoim. To nie jest nasza wspólna inicjatywa, natomiast te dwie drogi gdzieś tam się splatają. Udało nam się to zrobić i nie kojarzę w książkach o polskiej przestępczości takiego oskarżenia. Wręcz przeciwnie – uważam, że wiele książek przed moimi to było oczyszczanie przestępców, udowadnianie, że są niewinni i pomówieni.

CKM.PL: Te książki były pisane z inicjatywy przestępców?
AG: Nie, nie.

CKM.PL: Zły research, niezweryfikowane historie?
AG: Zły research. Dziennikarz nie może bezkrytycznie ufać każdemu przestępcy, czy to skruszonemu, czy nie. Trzeba pamiętać, że oni mają określony interes w przedstawieniu konkretnej wersji, a jednocześnie są mistrzami socjotechnik. Doskonale wywierają wpływ na swoich rozmówców. Ja rozmawiam z nimi przy wódce, ale inni zazwyczaj przez kraty więzienne. No i widzą biedaka w kajdankach, w czerwonym kubraczku, który roni łzy, że dzieci i żona nie mają za co żyć, on siedzi za niewinność, a taki świadek koronny jeździ sobie w tym czasie Mercedesem, śmiejąc się w kułak. Wtedy człowiek staje się istotą litościwą, empatyczną, odczuwającą i zaczyna wierzyć w to, że ten, który jest na wolności to skurwiel, a tutaj są niewinni ludzie.

CKM.PL: A w najnowszej książce jest coś nowego, da się jeszcze więcej napisać niż dotychczas Pan to zrobił?
AG: Wszystko jest nowe. Jak słyszę, że w kolejnych książkach odcinamy kupony, to jest to dość bolesne. W każdym kolejnym tomie staram się, żeby były nowe historie, nowi ludzie. Jeśli już wracam do opisywanych wcześniej historii to tylko po to, by rzucić na nie inne światło, przyprowadzić nowych świadków. To trochę jak z serialem – w nim też wraca się do pewnych wątków. Ale te książki nie są integralne – nie trzeba czytać czterech poprzednich, żeby przygotować się do piątej.

CKM.PL: Co Pana najbardziej zaskoczyło czy Panem wstrząsnęło podczas przygotowywania „Killerów”?
AG: Przy każdej książce porażała mnie banalność zła. My sobie killerów wyobrażamy albo groteskowo – jak w „Leonie zawodowcu”, albo idealizujemy – jak w „Amerykaninie” z Clooneyem. Albo mamy przed oczami całą galerię innych zabójców, psychopatów, jakichś Hannibali Lecterów. A tymczasem rozmawia się z nimi tak, jak my w tej chwili. To były przyjemne rozmowy, z pełnym poczuciem co jest dobre, a co złe, że np. ojczyznę trzeba kochać, a o rodzinę dbać. Potem taki facet bierze broń, strzela, inkasuje zapłatę, mając satysfakcję, że wykonał robotę dobrze. Albo jest wściekły, bo zadania wykonać się nie udało. To jest właśnie instrumentalne i techniczne podejście do zabijania drugiego człowieka. To mnie poraziło.

CKM.PL: Czy groźni bandyci z tamtych czasów chodzą nadal po ulicach, normalnie funkcjonują? Pan słyszał o nich, zna ich historie, wie jakie mieli wyroki i ile odsiadki.
AG: Bardzo groźni przestępcy chodzą po ulicach i nawet sprawują ważne funkcje społeczne czy biznesowe. Cieszą się poważaniem w kręgach, w których być może nie powinny się cieszyć szacunkiem.

CKM.PL: Ze względu na swoją przeszłość czy ludzie nie znają ich historii?
AG: Myślę, że jest to pewien paradoks, ale ich przeszłość pomogła im wskoczyć na pewien poziom już w życiu legalnym i funkcjonują bardzo dobrze.

CKM.PL: Ze względu na to, że ze strachu zyskali szacunek?
AG: Mafia dlatego była mafią, że oplatała bardzo wiele sfer społecznych, biznesowych, politycznych. To są powiązania, które nie kończą się z dnia na dzień. Strach być może odgrywa jakąś rolę, bo zawsze wywołując go, docierali tam gdzie zamierzali. To powiązania koleżeńskie, biznesowe - jeden od drugiego zależy. Na zasadzie: wyszedłeś z więzienia, siedziałeś tam i mnie nie sypnąłeś, to teraz ja jestem przy władzy i ci pomagam.

CKM.PL: Czyli macki ośmiornicy sięgają daleko?
AG: Dokładnie tak.

CKM.PL: Jest szansa żeby mafia w takich kształtach, rozmiarach czy formie odrodziła się?
AG: Nie. Dlatego że Polska mafia narodziła się właśnie w strachu. Wszyscy bali się „karków”, którzy jeździli po Polsce i zdobywali kolejne terytoria. Najpierw były to dyskoteki, potem lokale gastronomiczne, a później już coś znacznie grubszego. Wszyscy wiedzieli, że ci chłopcy mogą zrobić krzywdę fizyczną. Natomiast teraz ta uliczna bandytka się nie opłaca. Policja jest znacznie mocniejsza niż wtedy i „zawinęłaby” gościa, który dostałby bardzo wysoki wyrok i nie miałby z tego żadnej korzyści. Teraz mamy w Polsce przestępczość bardzo dobrze rozwiniętą, na dużą skalę. Jednak zachowuje się ona znacznie ciszej i nie ewoluuje w tak wielkie struktury jak grupa pruszkowska. Teraz jest czas małych grup, które skrzykują się, działają zadaniowo. Czasem całkiem rozchodzą się po wykonaniu zadania, bardzo trudno jest je wtedy namierzyć.

CKM.PL: Nie angażują dużej grupy ludzi, żeby nie było większego ryzyka wpadki? Czy żeby było mniej gąb do wykarmienia z wspólnego garnuszka?
AG: Oba powody. Logistycznie mniejszy twór jest łatwiejszy w zorganizowaniu. Np. w gangu kantorowców nie potrzeba wielkiej struktury z żołnierzami, zarządem i consigliere. Tam wystarczy szef oraz trzech chłopaków, którzy celnie strzelają i są bezwzględni. Tego typu grupy w tej chwili mają większa szanse na funkcjonowanie, niż stworzenie gigantycznej struktury, do której jednak dałoby się wprowadzić ludzi z policji dosyć łatwo.

CKM.PL: Mówił Pan, że są teraz dużo mocniejsi. Policja nauczyła się lepiej funkcjonować na grupie pruszkowskiej, na mafii?
AG: Policja została dofinansowana w stosunku do lat 90-tych, chociaż nie w takim stopniu w jakim by chcieli. Cały czas zarzucają, że dofinansowane zostały tylko jednostki najbardziej „spektakularne” czyli antyterroryści, BOA. Ale mimo wszystko mundurowi zyskali nowe technologie, nową broń, środki bojowe, legislacja wyszła naprzeciw potrzebom policji i prokuratury, jest bliższa współpraca międzynarodowa, powstało Centralne Biuro Śledcze - czyli „polskie FBI”. Więc na pewno to już nie jest ta sama policja.

CKM.PL: Ale bez walki z mafią wolniej by się to odbywało?
AG: Bez walki z mafią i bez takiego wstrząsu, jakim była porażka policji w Magdalence w 2003 roku – to wtedy pewna część służb została dofinansowana. Poza tym współpraca międzynarodowa też wymusza na nas pewne standardy.

CKM.PL: Opisał pan już wszystko w temacie mafii? Mówił Pan, że parę historii jeszcze nie ujrzało światła dziennego.
AG: Powstaną jeszcze co najmniej dwa tomy, nowego materiału jest bardzo dużo.

CKM.PL: Odpuścił Pan coś, co nie nadawało się do publikacji? Coś co nie brzmiało wiarygodnie i było trudne do weryfikacji. A może przez sumienie lub obawy o własne zdrowie, życie? Albo ze względu na to, że mógłby Pan mocno namieszać?
AG: Tak, ale to nie na poziomie całej książki czy całego rozdziału, tylko fragmentu – określonych osób i przypisywanych im czynów. Jeżeli nie jestem pewien, że ktoś zabił – choć wszyscy mówią, że tak – ale nie ma prawomocnego wyroku, to jednak żółte światło się zapala. Niech najpierw sąd ustali winę, a później ja będę o tym pisał.

CKM.PL: I tylko w takich przypadkach?
AG: Są gangsterzy, którzy nie popełnili aż tak strasznych czynów, ale maja swoje rodziny, bardzo cierpiące przez ich działalność – zdarza mi się wtedy nie przypisać im pewnych czynów, o których niby wiadomo, że miały miejsce. Może niesłusznie patrzę przez pryzmat ich bliskich...

CKM.PL: A czy zgłaszały się do Pana jakieś służby, licząc na to, że jest Pan w posiadaniu kluczowych, newralgicznych informacji, które Masa czy inni rozmówcy mogli Panu powierzyć ?
AG: Czytam listę czterdziestu inwigilowanych przez polskie służby dziennikarzy no i mnie na tej liście nie ma. Nie, służby się do mnie nie zgłaszają , ale z tego co wiem, to dla tych służb ta nasza seria z „Masą” to dla nich biblia. Jest czytana wśród wielu środowisk, po czym wnoszę, że jednak tam głupot nie ma.

CKM.PL: A ma Pan informacje, które mogłyby wstrząsnąć polityką?
AG: Cały czas jesteśmy naciskani na pisanie tomu „Masa o politykach związanych z polską mafią”. Byłoby o czym pisać. Ale czy byłby to wielki wstrząs? Nie wiem. Dlatego że niektórym ludziom od dawna przypisuje się pewne związki. Ale znam historie, których ujawnienia politycy pewnie by się obawiali.

CKM.PL: Ale to są informacje...
AG: Obyczajowe.

CKM.PL: Czy politycy, instytucje państwowe tylko w przenośni są nazywani mafią, czy rzeczywiście to jest gangsterka pod krawatem i w białych rękawiczkach ?
AG: To, że w latach 90-tych wielu polityków kręciło się przy mafii to wiedza powszechna. Oczywiście można powiedzieć, iż politycy nie mieli świadomości, z kim się kumplują i że wydawało się im, że kolegują się z biznesmenami tej „Nowej Polski”. Przyjeżdżali skądś nieznani ludzie, fajnymi mercedesami, w koszulach w kwiaty, widać – ludzie biznesu. Więc politycy się do nich garnęli. W którejś z książek Masa mówi nawet, że w pałacu prezydenckim grupa pruszkowska miała stół pingpongowy. Oni krążyli bardzo blisko polityki. Pytanie: na ile politycy z tego korzystali? Ale takie podejrzenia towarzyszą także choćby przy sprawie porwania Krzysztofa Olewnika. Politycy też kręcili się przy mafii. Pozostaje kwestia tego, czy mieli świadomość przy kim się kręcili.

CKM.PL: Po tych wszystkich rozmowach z Masą, z innymi gangsterami nie ma pan wrażenia, że opłacało się być gangsterem? Nie wszystkich skazano, niewielu skonfiskowano majątki...
AG: ...nikomu nie skonfiskowano mienia o ile się nie mylę. Nikt z liczących się przestępców grupy pruszkowskiej nie stracił niczego w wyniku interwencji państwa...

CKM.PL: ...czyli wychodzi na to, że opłacało się im? Oczywiście, jeżeli się przeżyło.
AG: Cały czas akcentuję, jak bardzo potępiam przestępczość moje książki są tego efektem. Natomiast wiele życiorysów wskazuje na to, że nawet jeżeli ponieśli karę, to co wcześniej użyli, to ich. Myślę, że nawet siedząc w więzieniach, chcąc osłodzić sobie ciężar życia w izolatce dla niebezpiecznych, przypominają sobie wytworne bale, luksusowe samochody, piękne dziewczyny i świat, który zobaczyli. Wtedy mogą w głowie ustawić wagę swojego życia, rzucić wszystko na obie szale. Podejrzewam, że wielu wychodzi na to, iż jednak było warto.

CKM.PL: Metamorfoza Masy nie jest pod publikę? Teraz nienawidzi przestępców – popadł więc w skrajność.
AG: Ale przecież Masa nie klęczy we włosiennicy na grochu w rogu i nie wznosi modlitw ekspiacyjnych. Żyje, normalnym życiem, ale wie kim był. Ma też świadomość, jak wiele dobrego zrobił. Bo już bez względu na swoje motywy, to w sumie dzięki niemu polska mafia została bardzo rozbita.

CKM.PL: I czuje się teraz bohaterem? Postacią pozytywną czy jednak negatywną?
AG: Zdecydowanie pozytywną. Jeśli się chwilę nad tym zastanowić, to coś mu jednak zawdzięczamy. Oczywiście wiem, że zaraz posypią się zarzuty, że promuję gangstera, że robię z niego celebrytę. Mając świadomość wszelkiego zła, jakie czynił on i jego grupa przestępcza, zrobił też coś dobrego dla naszego bezpieczeństwa. Kiedyś spokojne chodzenie po ulicach nie było czymś tak oczywistym jak teraz. Na przykład wizyta w lokalu gastronomicznym wiązała się z tym, że „chłopcy z miasta” mogli wpaść po haracz, a zanim go odbiorą, zdemolują lokal, żeby udowodnić właścicielowi, że lepiej płacić. Więc Polska naprawdę się zmieniła po 2000 roku.

CKM.PL: Nie ma już teraz chłopaków, którzy wpadają do lokalu?
AG: Podobno są próby haraczowania przez osoby z „dołów pruszkowskich”, które nie mają innego pomysłu na życie. Ale nie warto nawet o tym wspominać.

CKM.PL: Jeszcze parę lat temu trzeba było „poprosić o zgodę” na otwarcie lokalu gastronomicznego w Warszawie.
AG: Dwa lata temu z telewizją Polsat robiliśmy materiał o próbie otwarcia na Bielanach sklepu i lokalu kosmetycznego. Pewnej nocy oba punkty poszły z dymem. I to nie była kwestia instalacji elektrycznej. Akcja była celowa, w stylu dawnego „Pruszkowa”. Więc to nie jest tak, że to całkowicie zniknęło. Teraz nie jest masowe i łatwiej z tym walczyć.
Mam też teorię, że pokolenie dzieci gangsterów dorosło i nie widzi przed sobą perspektywy jaką dało wejście do Unii Europejskiej, nie widzi się jako białe kołnierzyki, korpoludki czy rezydenci „Mordoru”. Zaczynają się więc zastanawiać, czy by nie wskoczyć w buty ojców i nie robić tego samego. Tym bardziej, że kryzys trwa i może być coraz głębszy, a tu mają jakiś zarobek.

CKM.PL: Czyli jest szansa na odrodzenie się mafii?
AG: To bardziej próba niż szansa. Jest teraz pokolenie, dla których „Masa” może nie do końca jest idolem, ale chętnie czyta jego historie. Po 2000 roku skończyły się wygolone głowy i łańcuchy na szyi, ale teraz ta moda znów wraca, a siłownie zapełniają się takimi ludźmi. Może to tylko niewinny trend, a nie sposób na życie, ale moda bywa wypadkową poglądu na życie. Nie będzie im łatwo, ale też nie twierdzę, że masowa przestępczość nigdy nie powróci. Pojawia się pytanie – jaki ona teraz przybierze kształt?

CKM.PL: Czyli nie znikną chłopaki z kijami baseballowymi w rękach, ale przybędzie tych bystrzejszych, których czyny będą bardziej wyrafinowane, przemyślane i przekalkulowane?
AG: Dokładnie. Jeśli tych chętnych chłopaków weźmie pod dowodzenie jakiś nowy „Pershing” czy „Rympałek” i wytłumaczy im, że droga nie wiedzie przez ulicę i demolkę, to może być niebezpiecznie. A na pewno będzie to twardy orzech do zgryzienia dla policji.

CKM.PL: Czyli może kolejnym krokiem w polskiej gangsterce będzie cyberprzestępczość? Bossowie zwerbują obrotnych hakerów, którzy na ich zlecenie wgryzą się tam, gdzie nie powinni?
AG: Na pewno tak. Natomiast tych hakerów nie skrzykną ci, którzy wywodzili się z „grupy pruszkowskiej”. Tam był inny modus operandi, tam były rozwiązania fizyczne. Jeśli mówimy o rozwiniętych technologiach, przestępczości wyrafinowanej, elitarnej, cyfrowej, to trudno u nas znaleźć takiego „cybernetycznego Pershinga”.

CKM.PL: A czy w takim razie jest w Polsce ktoś, kto wyrasta na znaczącą postać, przywódcę „analogowej „ mafii?
AG: Nie. Ale wiem, że kilka razy w Warszawie miały miejsce spotkania dawnych bossów „pruszkowskich” pod hasłem „Pruszków – reaktywacja” i wiem też, że niejeden ma ochotę być takim bossem nadal. Pojawiają się pseudonimy młodych, którzy gonią tych starych, ale tak jak mówiłem – nie tworzy się wielkich struktur, a jak nie ma wielkich struktur, to nie ma wielkich bossów.

CKM.PL: A starzy bossowie jak się odnajdują w nowej rzeczywistości, co robią obecnie?
AG: Nie mam pełnej wiedzy na ten temat, ale wiem, że nic spektakularnego. Niektórzy próbują sił w branży deweloperskiej, niektórzy próbują handlować paliwami, ale to im za bardzo nie wychodzi. Jak kogoś nie było „na mieście” przez pewien czas, a miasto nie znosi próżni, to nie ma do czego wracać.
Kiedy zobaczyłem teledysk Tede ze Słowikiem, pomyślałem, że przechodzą do popkultury. Może to i dobrze.

CKM.PL: Czyli zakładają fan pejdże? Masa założył.
AG: Owszem. I to bardzo popularnego.


Artur-Górski_pion.jpg
Artur Górski
(ur. 1964 r.), dziennikarz, pisarz, autor wielu powieści sensacyjnych i książek non-fiction (m.in. „Świat tajnych służb”, „Gang”, „Pięść Dawida”). Od 2014 r. wydał pięć tomów z serii „Masa o polskiej mafii”. Laureat nagrody Bestseller Empiku za najlepiej sprzedającą się książkę roku w kategorii literatura faktu („Masa o kobietach polskiej mafii”). Zastępca redaktora naczelnego „Focusa”.




Dodał(a): Paweł Jaśkowski / fot.: Artur Górski Poniedziałek 04.07.2016

Komentarze

Wszystkie komentarze

Awatar
Zaloguj się lub zarejestruj jeśli chcesz dodać komentarz.
Komentarze (0)