Nic Śmiesznego

Abelard Giza, najzabawniejszy komik w Polsce, lider Kabaretu Limo, zdradza nam co myśli o poczuciu humoru Polaka, opowiadaniu dowcipów po alkoholu i nowym zjawisku zwanym stand-upem, które jednych śmieszy, a innych zniesmacza

_abelard1Sg2.jpgCKM: Wyobraźmy sobie taką sytuację: wychodzisz na scenę, zaczynasz sypać żartami, a sala milczy. Co wtedy?
Abelard Giza: Miałem taką sytuację! Występowałem na imprezie producenta zegarków. Ustalenia były takie, że będzie kilkadziesiąt osób w wieku około trzydziestu lat. Myślę: super, moja widownia! Jechaliśmy cały dzień, żeby tam wystąpić, tłukliśmy się aż do Karpacza! A na miejscu: było grubo... Jak leciały lekkie dowcipy albo żartowałem z siebie, że jestem Arabem i się wysadzam, to cała sala chichotała. Ale jak zacząłem mocniejsze tematy, to cisza jak makiem zasiał!

CKM: Co w Polsce jest uznawane za mocniejsze tematy?
Abelard Giza:
Kościół. Żeby była jasność, nie mówię, że należy wyśmiewać się z religijności. Ale czasami wystarczy jedno zdanie, a ludzie dopowiadają sobie resztę. Stary Testament jeszcze od biedy ich bawi. Jak powiesz coś o Mojżeszu czy Noe, to jest spoko. Ale Jezus czy Trójca Święta to już tematy tabu. Zapytaj, w jaki sposób Matka Boska została wniebowzięta, to wszyscy się oburzą. Nie wolno żartować, ba, słowa powiedzieć o katastrofie Tupolewa, bo cię rzucą na stos, ale kiedy zrobisz skecz o zatonięciu Titanica czy bitwie pod Grunwaldem, to spoko – a przecież tam też zginęli ludzie. Jasne, chodzi o świeżość tematu, ale często nikt nie zastanawia się nad kontekstem. Usłyszymy coś, emocjonujemy się, a przestajemy słuchać.

_abelard1dossier.jpgCKM: Jak ratujesz atmosferę w takiej sytuacji?
Abelard Giza:
Jesteśmy pierwszą falą stand–upu, która rozlała się po Polsce. Chwilami jest rzeczywiście ciężko... Ludzie albo ciebie nie znają i na występ przychodzi piętnaście osób, albo znają z kabaretu, więc cieszą się, że przyjdzie ten śmieszny Ziutek w dresie i będzie opowiadał zabawne rzeczy. A tu nagle ten gość śmieje się z Jezusa albo z niepełnosprawnych... No to już przestaje być śmieszne. Ale spoko, ludzie się powoli rozkręcają. Na szczęście nie gram do ściany. Jak ktoś rzuci jakiś tekst z widowni, skomentuje, zaneguje, to staram się to łapać i pociągnąć rozmowę. To fajne, bo w stand–upie nie muszę tylko rozśmieszać. Mogę też zadziwić, zaciekawić albo zaszokować widza. Ważne, żeby zatrzymać jego uwagę.

CKM: Co to jest stand–up?
Abelard Giza:
Rozrywka bez ograniczeń. Na scenę wychodzi koleś lub laska i zaczyna gadać z publicznością. Załóżmy, że mówię swój monolog o tym, że nie lubię niepełnosprawnych wokół siebie i nagle na środek wyjeżdża wkurzony człowiek na wózku. Gdyby wysłuchał mnie do końca, wiedziałby, że moja niechęć wynika z tego, że nie wiem, jak zachować się w towarzystwie osób niepełnosprawnych. Tak jak 99 procent społeczeństwa. Stand–up wzbudza emocje. To nie jest rozrywka dla wszystkich. Przez wielu może być odbierana jako wulgarna, prosta i prymitywna. Ja to uwielbiam, za tę wolność i więź z widzem.

CKM: Jaki jest twój najbardziej wulgarny tekst?
Abelard Giza:
Monolog o wkurzającym sąsiedzie, który w niedzielę rano głośno słucha muzyki. Idę do niego i pytam, czy mógłby ciszej, a on, że nie, bo odkurza. Nie mam pomysłu, co zrobić, żeby się uspokoił. Jestem zdesperowany, z premedytacją idę pod jego drzwi i zaczynam trzepać konia, żeby mu plasnąć w twarz, to zmusi go do jakiejś reakcji. Dzwonię do drzwi, gość otwiera, ja w tym momencie „wystrzeliwuję”, poczym zmieszany mówię: przepraszam, ja do syna. To jest wulgarne, prostackie, chamskie, wiem! Szukałem innego pomysłu, ale nie wpadłem na skuteczny sposób uciszenia głośnego sąsiada. Mam też monolog o masturbacji, w którym zastanawiam się, dlaczego – choć wszyscy ją uprawiamy – tak bardzo się jej wstydzimy, a nie wstydzimy się chamstwa, głupoty i agresji.

CKM: Ludzie czują się urażeni wulgaryzmami, które padają ze sceny?
Abelard Giza: Czasami. To mnie zaskakuje, bo wiem, jak ze sobą na co dzień rozmawiają. A niekiedy zdarzy się gość na widowni, który, jak usłyszy ze sceny przekleństwo, to oburzony rzuci do kumpla: ty, kurwa, on przeklął! (śmiech) A to jest codzienność! Jeden z moich ulubionych tekstów zasłyszany przez kolegę na ulicy brzmi: „Zajebałem się w tobie po chuj”. To jest prymitywne i śmieszne, ale to wyznanie miłości, czyste emocje! Wszyscy bluzgamy – od dresiarza do profesora. Mickiewicz ze Słowackim też rzucali mięchem.

CKM: Występowałeś po alkoholu?
Abelard Giza:
Raz. Miałem nagranie dla HBO w hotelu Hyatt w Warszawie, zagrałem swoje i zszedłem ze sceny. Byłem zadowolony, fajnie poszło. Nie jadłem pół dnia, bo jak się denerwuję przed występem, to nie mogę jeść i na głodniaka wypiłem dwa kieliszki wina. Nagle awaria, siadł prąd na sali. Ludzie powoli zaczęli ruszać do wyjścia. Uznałem, że musimy ratować sytuację, wyjść na scenę i jakoś ich zagadać. A byłem po dwóch kieliszkach wina. Biorę mikrofon i nagle: totalny flow! Szło mi świetnie. To był zupełny spontan, ale trochę się przeraziłem. Nie chcę kiedyś przekroczyć pewnej granicy. Od tamtej pory przed występem nie biorę nawet łyka alkoholu. Nie po to widz płaci za bilet, żeby na scenie oglądać podpitego gościa.

CKM: A grałeś na kacu?
Abelard Giza: Zdarzyło się, ale wtedy występ to jest czysta adrenalina i najlepszy środek na kaca. Nie ma drogi odwrotu, błyskawicznie wraca ci forma.

CKM: Bierzesz pomysły na monologi z życiowych doświadczeń?
Abelard Giza:
Różnie. Jeden z moich ulubionych tekstów, fajnie przyjmowanych przez publiczność, jest o aptece. Chcę kupić lek, a pani w aptece pyta, czy mam kartę stałego klienta i czy zbieram punkty. Pytam: czyli im gorzej się czuję, tym lepszy czajnik mogę wygrać? Oczywiście dodaję coś od siebie, trochę to ubarwiam, np. że niedługo będą organizować zdrapki dla chorych na łuszczycę, ale bazuję na autentycznej historii. Po prostu zastanawiam się, że skoro dają kartę stałego klienta w aptece, to co będzie później?

CKM: Promocja „druga trumna gratis”... Najbardziej hardkorowy tekst, jaki usłyszałeś?
Abelard Giza: Jimmy Carr, brytyjski komik, mistrz stand–upu, kiedyś powiedział, że gdyby w Afryce zainstalowano moskitiery w domach, miliony komarów można by uratować od AIDS... Słabe? Albo tekst Szkota Frankiego Boyle’a – mówi, że obejrzał w internecie egzekucję Saddama Husajna i po tym doświadczeniu do-szedł do wniosku, że nie ma już rzeczy w internecie, przy której by się nie onanizował. To bardzo czarny i bardzo mocny humor. Ale ludzie chcą oglądać Carra czy Boyle’a, bo wiedzą, że to tylko żarty. Przez półtorej godziny się pośmiejemy, a potem pójdziemy do domu.

_abelard1ART.jpgCKM: W Polsce to niemożliwe?
Abelard Giza:
Weźmy nasz skecz o Wawelu... Dla przypomnienia. Rzecz dzieje się w kryp-cie, rozmawia Piłsudski z Mickiewiczem. Podchodzi Lech Kaczyński: „Cześć, jestem tu nowy”. A Piłsudski: „Spierdalaj!”. Czemu „spierdalaj”? Bo po pierwsze Piłsudski klął jak szewc, a po drugie obaj mogliby tak uważać. Zrobił się skandal, że nabijamy się z nieżyjącego prezydenta. A przecież prezydent sam nie położył się na Wawelu. To była polityczna decyzja żyjących i o tym był ten skecz.

CKM: Jak byś scharakteryzował DNA polskiego poczucia humoru?
Abelard Giza: Niemcy! To temat rzeka. Stary, Niemcy zrobili sobie wielką krzywdę! Złamali kiedyś szlaban, potraktowali miliony osób na maksa hardkorowo, więc teraz płacą za to wysoką cenę. Lejemy z nich do bólu. Do tego teściowa, zawsze śmieszy. No i sprawy damsko–męskie, bawią pod każdą szerokością geograficzną. Możesz po raz tysięczny mówić, że twoja dziewczyna ma focha, „Co się stało? Nic...”. I to zawsze będzie śmieszne, bo każdy to przeżywa. Oczywiście każdy, oprócz mnie (śmiech).

CKM: Masz wrażenie, że kabarety w Polsce same się wykastrowały?
Abelard Giza:
Jasne! I dlatego oprócz kabaretu robię również stand-up. Będzie sto osób w klubie i powiem, co myślę o rzeczach, które mnie irytują. Jeśli widz powie „nie chcę oglądać Gizy” – trudno, nie przychodź. Jest mnóstwo kabaretów, one mówią o tym, że jest piękna pogoda albo czasem nawet zrobią coś hardkorowego i pokażą scenkę z ZUS–u (śmiech). Okej, ja też niekiedy robię takie rzeczy. Nie oszukujmy się, chcesz być pokazywany? Musisz być w telewizji. Chcesz być w TV? Nie mów o biskupie i o paru innych delikatnych sprawach. To mnie boli, ale na szczęście jest internet. Marzę o tym, by słowo „stand–up” zaczęło się ludziom z czymś kojarzyć, no i żeby potrafili odróżnić stand–up od kabaretu.

CKM: Doczekaliśmy autostrad, to i popularności stand–upu dożyjemy!


Dodał(a): Rozmawiał: Andrzej Chojnowski Piątek 21.09.2012

Komentarze

Wszystkie komentarze (6)

Awatar
Zaloguj się lub zarejestruj jeśli chcesz dodać komentarz.
Krad (2013-06-24 01:30:44)
Nie zły z niego numer Zgłoś naruszenie
adamp76 (2012-09-23 08:40:44)
Spoko gość :) Zgłoś naruszenie
Tom 39 (2012-09-22 19:55:40)
ale mina:) Zgłoś naruszenie
vojak_2 (2012-09-22 13:16:56)
Gość ma dobre teksty. Zgłoś naruszenie
MrRobert (2012-09-22 10:00:58)
dobry , dobry Zgłoś naruszenie
dr Jones (2012-09-21 19:15:08)
Dobry wywiad Zgłoś naruszenie
Komentarze (6)