Mad Mex

Najkrwawsza wojna nie toczy się ani w Iraku, ani w Afganistanie. Ludzka krew leje się strumieniami w kraju, w którym chętnie spędziłbyś wymarzone wakacje
Kartel
Pozbawione głów zwłoki ośmiu żołnierzy leżą na poboczu drogi. „Za każdego naszego człowieka, którego zabijecie, my zabijemy dziesięciu waszych” — ostrzega przyklejona do jednego z ciał karteczka. Gdyby to był Irak albo Afganistan, taka groźba nie wzbudziłaby większego zdziwienia. Ale ośmiu zmasakrowanych żołnierzy zginęło w pozornie bezpiecznym i spokojnym Meksyku, niedaleko granicy z USA. I żaden z badających miejsce zbrodni przerażonych policjantów nie ma wątpliwości, że mordercza pogróżka będzie spełniona.

KREW NA ULICACH
— To jest prawdziwa wojna — mówi Jorge Ramos Hernández, prezydent Tijuany. Tylko w 2009 roku w jego ponadmilionowym mieście w ulicznych strzelaninach zginęło pół tysiąca ludzi. W innej aglomeracji na granicy meksykańsko—amerykańskiej, liczącym 1,5 miliona ludności Ciudad Juarez, w ostatnich miesiącach straciło życie aż 2 tysiące osób. Według oficjalnych statystyk od 2008 roku w całym Meksyku zostało zastrzelonych, zasztyletowanych lub zdekapitowanych — często po wcześniejszych torturach — aż 8 tysięcy ludzi! To oznacza, że w ojczyźnie tequili, sombrero i Salmy Hayek zginęło więcej ludzi niż wszystkich żołnierzy wojsk zachodniej koalicji w Iraku i Afganistanie razem wziętych. A rząd Meksyku ostrożnie szacuje, że w najbliższych latach zginie w tym kraju jeszcze co najmniej 40 tysięcy ludzi.

50 MILIARDÓW DOLARÓW
Za krwawą jatkę w tym kraju odpowiedzialne są kartele narkotykowe, które walczą na dwóch frontach: na jednym z policją, na drugim między sobą. Rocznie produkują one 8 ton czystej heroiny i 10 tysięcy ton marihuany. Aż 90 procent tego towaru przemycają i sprzedają w sąsiednich USA, zarabiając na tym 50 mld dolarów rocznie. Słynne kolumbijskie kartele z Medelin i Cali w porównaniu z meksykańskimi prezentują się wręcz śmiesznie! — Organizacje narkotykowe w Meksyku są tak potężne, że nie boją się nikogo ani niczego. Zabijają wszystkich, którzy próbują im przeszkodzić w prowadzeniu interesów. Giną więc konkurencyjni gangsterzy, policjanci i politycy — opisuje sytuację Ricardo Ravelo, znany meksykański dziennikarz i autor wielu książek dotyczących narkotykowej wojny. Najgorsze, że przestępcy są praktycznie bezkarni. Ravelo twierdzi, że połowa policjantów w Meksyku jest na usługach karteli. Na liście płac narkobossów znalazł się też m.in. jeden z doradców prezydenta Meksyku Felipe Calderóna, pracujący w ambasadzie amerykańskiej łącznik lokalnej policji z FBI oraz dyrektor meksykańskiego biura Interpolu...

LISTA ŚMIERCI
Gangsterzy nie patyczkują się — jeśli kogoś nie mogą kupić, zastraszają go lub zabijają. Tylko w 2008 roku na ulicach Ciudad Juarez zastrzelono stu stróżów prawa. Na pomniku poległych funkcjonariuszy obok tamtejszej komendy policji ktoś powiesił listę 22 wysokich oficerów, na których szefowie karteli wydali wyroki śmierci. Wkrótce zginęło siedmiu z nich, trzech zostało rannych, a pozostali policjanci zrezygnowali z pracy. Zamordowany został też komendant główny meksykańskiej policji. Zginęło również trzech prezydentów meksykańskich miast. José Reyes Ferriz, rządzący Ciudad Juarez, żyje jeszcze dlatego, że ukrywa się po drugiej stronie granicy w USA. Ale w marcu 2009 roku na ulicach jego miasta zawisły plakaty z informacją od karteli: „Reyes Ferriz, odetniemy głowy tobie i całej twojej rodzinie, nawet jeśli są one w El Paso w stanie Teksas”.

KARTOTEKA
Oto kilka nazwisk, które zna każde dziecko w Meksyku.
Joaquín Guzmán Loera — szef wszechmocnego kartelu Sinaloa. Nietykalny. Nr 1 na liście najbardziej poszukiwanych meksykańskich przestępców (nagroda: 5 mln dol.) i nr 701 na liście najbogatszych ludzi świata magazynu „Forbes” (prywatny majątek: 1 mld dol.).
Heriberto Lazcano — oficer GAFE, elitarnej jednostki komandosów szkolonych przez USA i walczących z kartelami narkotykowymi. Niezniszczalny. Kupiony przez kartel Zatokowy przeszedł na ich stronę i stworzył „Los Zetas”, doskonale wyposażony i uzbrojony oddział ekskomandosów morderców, którym do dziś dowodzi.
Mauro Enrique Tello Quiñonez — popularny generał meksykańskiej armii. Nieprzekupny. Od lutego 2009 r. specjalny przedstawiciel ds. zwalczania karteli narkotykowych w turystycznym kurorcie Cancún. Pierwszego dnia w nowej pracy porwany, torturowany, podpalony żywcem i zastrzelony. Razem ze swoim asystentem i kierowcą.


Dodał(a): Mateusz Zieliński Poniedziałek 19.09.2011

Komentarze

Wszystkie komentarze (4)

Awatar
Zaloguj się lub zarejestruj jeśli chcesz dodać komentarz.
Krad (2012-06-19 22:43:13)
Niezły meksyk... w Meksyku Zgłoś naruszenie
dr Jones (2011-11-23 21:19:25)
To nie jest kraj dla słabych ludzi Zgłoś naruszenie
MirekRonin (2011-11-11 02:10:05)
Mekse się nie czają. Zgłoś naruszenie
heniek190 (2011-11-01 08:32:16)
To jest dopiero przestępczość. Zgłoś naruszenie
Komentarze (4)