Kamerzysta ekstremalny

Ten facet zdecydowanie zna się na swoim fachu jak mało kto. Potrafi wykonywać skomplikowane akrobacje, wymagające niesamowitej sprawności i koordynacji ruchowej, jednocześnie trzymając kamerę w ręku i kręcąc perfekcyjne zdjęcia.
kamera.JPG
Pewnie nie raz zastanawialiście się, w jaki sposób kręcone są niektóre ciągłe, ekstremalne ujęcia w filmach, na których nie widać śladów montażu, a które wymagają niesamowitej i wręcz nierealnej pracy kamery. Chodzi tu głównie o sceny z ucieczek po dachach czy o te, związane z uchwyceniem dynamiki sportu.

Oczywiście jedną z opcji jest filmowanie z perspektywy pierwszej osoby, niczym w filmie „Hardcore Henry”, jednak jak na razie ta metoda nie jest specjalnie popularna i poza wspomnianą produkcją wykorzystywana rzadko. Dużo lepszym pomysłem jest zatrudnienie ekstremalnego operatora kamery, gościa, który mówi o sobie Gimbalninja.

Dla filmowych laików: gimbal to takie zewnętrzne urządzenie stabilizujące kamerę w ruchu oraz redukujące wszelkie jej drgania. Od tego też urządzenia wzięła się pierwsza część pseudonimu wspomnianego kamerzysty. Skąd w takim razie ninja?

Otóż ten facet jest w stanie kręcić perfekcyjne ujęcia kamerą na takim gimbalu i jednocześnie wykonywać niemal te same ekstremalne akrobacje, które wykonują ludzie przez niego filmowani. Oznacza to, że ten gość potrafi biegać po bambusowych rusztowaniach złożonych z belek o średnicy góra 5-6 centymetrów, w tym samym czasie trzymając kamerę i nie patrząc przy tym pod nogi.



Najlepsze jest jednak to, że Gimbalninja nie tylko nie skręca sobie karku ani nie kończy na wózku po jednym dniu spędzonym na planie filmowym, ale i przy okazji faktycznie udaje mu się nakręcić perfekcyjne i czyściutkie ujęcia, którymi później my możemy się zachwycać np. w reklamach firmy Nike. Poniżej przedstawiamy efekty jego pracy.






TA LASKA JEST TAK SAMO FIT!




Dodał(a): Jakub Rusak/ fot.Gimbalninja Czwartek 06.10.2016

Komentarze

Wszystkie komentarze

Awatar
Zaloguj się lub zarejestruj jeśli chcesz dodać komentarz.
Komentarze (0)