Jak imponować kobiecie brzuchem

Wyznanie koneserki męskich brzuchów, orędowniczki mięśnia piwnego, kobiety renesansu, która twardo stąpa po ziemi i nie oczekuje byś upodabniał się do Ryana Gosslinga.
jak zaimponować kobiecie

MOŻE BYĆ PRZECIĘTNY
Podobają mi się wszyscy mężczyźni; i ci wysocy błękitnoocy z bujną czupryną, i ci łysi niscy o małych czarnych oczkach. Nie odrzucam też awansów, flirtów ani podchodów ze strony facetów rudych, siwych, wystrzyżonych na irokeza lub albinosów z jeżykiem na głowie oraz sarmackim wąsem. Fascynują mnie zresztą nie tylko faceci białej rasy, bo uwielbiam też Murzynów, Arabów, Azjatów, Eskimosów, Indian z obu Ameryk, australijskich aborygenów, Metysów, Mulatów oraz jakże uroczych kolorowych Zambo. Jednym słowem, każdy facet jest w moich oczach na swój sposób ciekawy, piękny, wart poznania i pokochania się. Kolekcjonuję w pamięci spotkania z nimi, bo dzięki nim dowiedziałam się o świecie i stosunkach damsko-męskich więcej niż z niejednego przewodnika krajoznawczego. Krótko mówiąc, wygląd, rasa i to, skąd pochodzi samiec, jest dla mnie sprawą drugorzędną. Najważniejsze jest, aby dany pan był ogólnie ogarnięty i zadbany (przede wszystkim, żeby nie śmierdział!), miał poczucie humoru i poziom inteligencji co najmniej równy mojemu, czyli przeciętny.

MOŻE BYĆ BRZYDKI
Choć jestem nowoczesną kobietą, politycznie poprawną aż do przesady kosmopolitką, to w sprawach damsko-męskich wyznaję starą zasadę naszych matek i babć: samiec może być brzydki jak diabeł pod warunkiem, że jest prawdziwym facetem, czyli nosi spodnie, reaguje podnieceniem na widok atrakcyjnej kobiety i nie zna się na szminkach  ani depilacji. Jest jednak grupa mężczyzn, która mnie z jednej strony przeraża, a z drugiej trochę brzydzi. Można spotkać ich pod każdą szerokością geograficzną i w każdej warstwie społecznej — od małorolnych chłopów po prezenterów stacji TV. Są wszędzie i obawiam się, że wkrótce zdominują męski gatunek, co mnie — kobietę facetów kochającą - martwi. Myślę o milionach heteroseksualnych (ponoć!) gostków, którzy ogromną część czasu, energii, inteligencji, forsy i fantazji poświęcają na to, żeby namiętnie ćwiczyć brzuszki. Pofałdowanie brzucha na kształt kaloryferka świadczyć ma, jak mniemam, o przynależności do wyższej, lepszej warstwy społecznej. Niegdyś, w zamierzchłych czasach, wystarczał dyplom uniwersytecki, stopień naukowy oraz, co się z tym niewątpliwie wiązało, odpowiednie pofałdowanie zwojów mózgowych.

KALORYFER? NIEKONIECZNIE
Teraz nikomu do głowy zaglądać nie trzeba, wystarczy spojrzeć na brzuch. Jeśli jest nabity niczym sześciopak piwa, to znaczy, że mamy do czynienia z osobą z wyższych sfer. To nic, że kobietom takim jak ja kaloryferek kojarzy się przede wszystkim z chitynowym odwłokiem karalucha lub innej pluskwy. Ważne, że dziś mężczyzna brzuchaty (kiedyś symbol bogactwa i stabilności) jest towarzyskim pariasem, osobą, z którą wstyd się pokazać w knajpie lub na ulicy. Być może moja fascynacja zwykłymi, czasem nawet dużymi męskimi brzuszkami, które można połaskotać oraz do których miło jest się przytulić, jest dziś niemodna. Nie przypominam sobie jednak z lekcji historii, żeby tacy faceci, jak Kolumb, Napoleon, Chrobry, Mozart, Bach, Szopen, Dostojewski, Piłsudski, Sienkiewicz, Kopernik, Einstein, Pavarotti, Steve Jobs lub św. Franciszek kiedykolwiek ćwiczyli brzuszki. Powiem więcej: podejrzewam, że nie było i nie będzie nigdy mężczyzny, który coś pięknego, mądrego i trwałego pozostawił lub pozostawi po sobie w polityce, kulturze lub sztuce, walcząc jednocześnie o karaluchopodobny odwłok powyżej swego łona.

BRZUCH TO SUKCES!
Te dwie sprawy po prostu wykluczają się. Z reguły tej nie wolno oczywiście wysnuć wniosku, iż tylko wielki brzuch gwarantuje mężczyźnie życiowy sukces. Badania medyczne wyraźnie dowodzą, że nadmierny obwód w pasie jest zagrożeniem dla męskiego zdrowia. Warto zatem zadbać o  odpowiednią dietę, nie obżerać się bez sensu, z umiarem pić piwo, jeździć trochę na rowerze albo sobie od czasu do czasu popływać. Wystarczy umiar i rozsądek, żeby facet miał normalny, cywilizowany brzuch, który nie będzie przypominał tak przerażającego mnie karaczanowatego sześciopaka. Dlatego mam prośbę do was, panowie: ślijcie na adres ckm@ckm.pl zdjęcia swoich brzuchów. Mogą być małe, duże, wklęśnięte, wypukłe itp. Oby tylko nie było widać, że zostały wyrzeźbione w nieludzkich męczarniach na jakiejś siłce. Najoryginalniejszą fotografię brzuszną nagrodzę tiszertem CKM!



Dodał(a): Ola Stern Sobota 13.07.2013

Komentarze

Wszystkie komentarze

Awatar
Zaloguj się lub zarejestruj jeśli chcesz dodać komentarz.
Komentarze (0)