Piłka barowa

Na trybunach jak zwykle komplet kibiców. Zawodnicy na boisku są trochę sztywni, ale wystarczy lekko ich rozkręcić, żeby gra nabrała rumieńców. Gra, która ponownie zdobywa świat

foosball


Goooooool!!! Proszę państwa, cóż za cudowna akcja! Jaka precyzja! Proszę państwa, proszę państwa! I znowu mamy remis. Co będzie dalej, co będzie dalej... Popatrzmy... Znowu strzał! Goooooool!!! Komentator drze się wniebogłosy, publiczność szaleje, zawodnicy wychodzą z siebie. Piękna, sportowa atmosfera. Emocje. Zaciętość. Walka do utraty tchu. Godna oprawa finałów piłkarskich mistrzostw świata w... piłkarzyki ponownie najbardziej trendowym sporcie świata.

NAJLEPSI Z NAJLEPSZYCH

Koniec października 2005 roku. Saint Vincent we włoskich Alpach. Na indywidualne mistrzostwa świata w piłkę stołową (inaczej: table soccer lub foosball) przybyli najlepsi z najlepszych. Jest Frederic Collignon, 30—letni geniusz z Belgii, który sam już nie potrafi zliczyć swoich mistrzowskich tytułów. Jest Billy Pappas, 20—letni czempion z USA, który pięć lat temu rzucił szkołę, żeby zostać zawodowym graczem w piłkarzyki. I jest nasz człowiek: 22—letni Paweł Sielski z Wrocławia, student politechniki, oficjalny mistrz Polski. Jednym słowem — elita. Błyskają flesze fotoreporterów. Prezentacja, hymny państwowe i po chwili przy 25 stołach zaczyna się święta wojna.

DROGA NA SZCZYT

W Saint Vincent trwają wściekłe pojedynki. By spocone dłonie nie ślizgały się na drążkach (zwanych grillami), zawodnicy zakładają rękawiczki albo posypują ręce talkiem. Niektórzy łykają tabletki przeciwzapalne, żeby złagodzić bóle zgiętych pleców. Kilku futbolistów korzysta z usług masażystów. Ktoś trzyma się za zwichnięty nadgartek. Paweł Sielski wychodzi z grupy, ale w fazie pucharowej wpada na Roberta Athę, mistrza Wielkiej Brytanii. Z numerem 2 w światowych rankingach Polak nie ma szans. Sielski odpada. Nie on jeden. Los jest okrutny nie tylko dla naszego rodaka. Już w ćwierćfinale spotykają się wielcy faworyci: Pappas i Collignon. Piłka krąży po stole tak szybko, że nie da się jej dojrzeć gołym okiem. Belg gładko wygrywa dwa pierwsze starcia. Koniec amerykańskiej legendy? Nie, w trzecim pojedynku Billy Pappas roznosi Belga do zera! Mecz staje się coraz ciekawszy...

SKAZANI NA FOOSBALL

— Zawsze kojarzyłem tę grę z bezmyślnym nawalaniem na bramkę. Ale to nie jest takie proste... — przyznaje Paweł Sielski. Siła liczy się na samym końcu — w piłkarzykach ważniejsza jest technika, spryt i refleks. Akcje w wykonaniu najlepszych trwają ułamki sekund, a na stole o długości 120 centymetrów piłka potrafi się rozpędzić do 120 km/h! Takie wyniki nie przychodzą łatwo. — Ja trenuję co najmniej cztery godziny dziennie — mówi Billy Pappas. — A przez resztę dnia oglądam taśmy z nagraniami starych piłkarzykowych meczów. Niby co innego miałbym robić? Jestem za młody, żeby w Ameryce legalnie pić piwo albo iść do klubu ze striptizem. Został mi tylko foosball...  Billy po prostu jest skazany na piłkę barową! Poniekąd tak samo jak Tommy Adkinsson, czterokrotny mistrz świata, który trenował nawet podczas trzyletniej odsiadki w więzieniu w Teksasie (od dwóch lat jest na wolności i we wspaniałej formie — niestety, do Saint Vincent nie dotarł).

STOLICZKU, NAKRYJ SIĘ!

Jak to możliwe, że w trzecim starciu z Pappasem wielki Collignon nie zdołał strzelić nawet jednego gola? Odpowiedź jest prosta. Pierwsze dwa mecze obaj zagrali na francuskim stole firmy Bonzini. Ale trzeci i czwarty (wygrane przez Pappasa) na stole amerykańskiej firmy Tornado. Belg był bez szans. Na stołach made in USA gra nie jedenaście, ale trzynaście figurek piłkarzyków! Tylko Amerykanie mogli coś takiego wymyślić... Ten chaos był jednym z głównych powodów dotychczasowej słabości futbolu stołowego. — Jest aż pięć oficjalnie uznanych rodzajów stolików: Tornado, Bonzini, belgijski Eurosoccer oraz włoskie Garlando i Roberto Sport — tłumaczy Krzysztof Demczyszyn, sekretarz Polskiego Związku Futbolu Stołowego. Różnice pomiędzy nimi bywają dramatyczne: oprócz różnej liczby figurek, inne są rozmiary boiska, wielkość bramek, materiały wykonania... — W Polsce rozgrywki odbywają się tylko na stołach włoskich, ale w świecie na każdym z tej piątki rozgrywane są oddzielne mistrzostwa — mówi Demczyszyn. Zawody w Saint Vincent są chlubnym wyjątkiem i wielką unifikacją futbolu stołowego. Tylko na tym turnieju zawodnicy po kolei grają na wszystkich pięciu rodzajach stołów. Piąte i szóste starcie Collignon vs. Pap-pas. Zawodnicy przenoszą się z Tornado na europejski stół Roberto. Cóż, amerykański bohater walczy dzielnie, ale... przegrywa.

ZŁOTE LATA

— Tak zacięte mecze muszą się toczyć o niezłe pieniądze — pomyślałbyś, obserwując walkę najlepszych. Pudło. Dla mistrza świata 2005 roku ITFS przewidziała tylko 2,5 tys. euro (ok. 10 tys. zł) minus podatek. Mało... A przecież nie zawsze tak było w piłkarzykowym świecie! Starzy gracze do dziś z łezką w oku wspominają złote lata 70. XX wieku, gdy Amerykę ogarnęło szaleństwo foosballu. Mistrzowie tego sportu byli również sławni, co najlepsi koszykarze czy hokeiści. Występowali w telewizji, pisano o nich artykuły, kręcono nawet filmy. — Byliśmy jak gwiazdy rocka — wspomina Todd Loffredo (45 lat), do dziś nazywany „Michaelem Jordanem piłkarzyków”. W tamtych czasach nagrody w turniejach sięgały setek tysięcy dolarów, a prócz gotówki można było wygrać np. nowiutkie Porsche. Gdy w 1977 roku zapowiedziano cykl turniejów z pulą nagród milion dolarów, piłkarzyki znalazły się na szczycie. Bajka skończyła się w 1981 roku, kiedy legendarny Jim Wiswell, trzykrotny mistrz świata, ścigany przez wierzycieli— popełnił samobójstwo. Po jego śmierci wyszły na jaw finansowe oszustwa organizującej turnieje firmy Tournament Soccer. Hojni sponsorzy zniknęli równie nagle, jak się pojawili, media znalazły sobie inne tematy, a światowa piłka stołowa znalazła się na dnie. Aż do teraz.

WIELKI FINAŁ

Sala w Saint Vincent huczy od wiwatów i oklasków. Collignon jest w finale. Przeciw niemu staje Marokańczyk Jamal Alallou. Przed chwilą w porywającym półfinale śniady 31—latek pokonał Anglika Athę (tego, który wcześniej rozgromił naszego Pawła Sielskiego). Teraz ma niepowtarzalną szansę zanieść tytuł mistrza świata do Afryki! Jeśli wygra... W pierwszych dwóch finałowych starciach zwycięża czempion z Belgii. Ale w dwóch następnych pojedynkach wynik jest odwrotny. Remis! Zawodnicy wycierają zapocone grille, widownia wyje z emocji. Jednak Alallou nagle rzednie mina... Ostatnie mecze finału będą rozegrane na belgijskich stołach Eurosoccer. Efekt jest łatwy do przewidzenia. Piąty mecz — 6:3 dla Collignona, szósty — 6:2! Los bywa okrutny dla muzułmanów... Belg mistrzem świata w futbolu stołowym! Brawa, hymny, wywiady dla telewizji. Zwycięzcy turnieju zgodnie kierują się do pobliskiego kasyna, żeby przegrać część swoich wygranych. Ci, co nic nie wygrali, idą przegrać tam swoje zaskórniaki.



Dodał(a): Mateusz Zieliński Czwartek 03.11.2011

Komentarze

Wszystkie komentarze (13)

Awatar
Zaloguj się lub zarejestruj jeśli chcesz dodać komentarz.
Bleu (2012-06-10 11:33:22)
pamiętam czas między pobudką, rejonami, szkoleniem wg. planu, przemarszem na 'beegees', wyjściem kadry do domu, siłownią... a capstrzykiem w wojsku jakie mecze się wtedy rozgrywało i ile razy przegrani z młodszego rocznika biegali do kantyny :) Zgłoś naruszenie
spartakus (2011-12-06 10:29:10)
Dawno się nie walczyło. Zgłoś naruszenie
Bastardo4ever (2011-12-05 20:22:03)
W moim ulubionym klubie dalej stoją piłkarzyki i nie powiem od czasu do czasu się gra :) Zgłoś naruszenie
konrad5516 (2011-12-05 19:43:54)
ta piłeczka chyba zawsze bedzie Zgłoś naruszenie
heniek190 (2011-12-02 23:47:53)
Kiedyś się grało. Zgłoś naruszenie
wronskib (2011-12-01 21:09:33)
chociaż w tą piłeczkę można na-pukać kilka bramek Niemcom i anglikom Zgłoś naruszenie
dr Jones (2011-11-27 20:30:31)
Każdy wtedy jest mistrzem i zasady są bardzo często zminiane Zgłoś naruszenie
MirekRonin (2011-11-16 12:01:00)
Od piłkarzyków bardziej wolę popykać w bilard. Najlepiej w takie gry gra się po kilku piwach kiedy jest się w stanie błogosławionym :D. Jaja jak balony wtedy się dzieją :D. Zgłoś naruszenie
dr Jones (2011-11-15 20:37:53)
To prawda , fajna gra , ale juz teraz rzadko spotykana w barach Zgłoś naruszenie
Mikael87 (2011-11-14 20:15:38)
ojjj.. jak ja lubię piłkarzyki - zawsze idziemy z kumplami do baru gdzie można pograć w bilard, rzutki, lub piłkarzyki właśnie - lokale bez takich udogodnień z góry odpadają ;) Zgłoś naruszenie
Komentarze (13)