Chris Kyle: Piekło na ziemi

Chris Kyle, najskuteczniejszy snajper w historii armii USA, człowiek za którego głowę Al-Kaida oferowała sto tysięcy dolarów, opowiada reporterowi CKM o treningu sił specjalnych, współpracy z GROM-em i o... grach komputerowych

komandosART.jpg

komandos_dossier.jpg

CKM: Kiedy postanowiłeś, że chcesz być snajperem?
Chris Kyle: Wiedziałem to od zawsze. Strzelanie zawsze było moją pasją, uwielbiam polowania, a broń zawsze mnie fascynowała. Teraz, gdy już nie jestem snajperem, chcę być jeszcze lepszym myśliwym! Zazwyczaj, gdy widzę jakieś dzikie zwierzę, wiadomo, co będzie tego dnia na obiad (śmiech).

CKM: Nie każdy SEAL trafia na szkolenie snajperskie. Kto zostaje wybrany?
Chris Kyle: Najpierw wysyłają cię na akcję, by zobaczyć, jak się zachowujesz, czy jesteś dojrzały. W czasie misji musiałem wypaść dobrze, bo przełożony zaproponował, bym zgłosił się na szkolenie snajperskie. Oczywiście, zgodziłem się. Tylko połowa żołnierzy, którzy trafiają na szkolenie snajperskie SEALs, jest w stanie je ukończyć!

CKM: Zanim trafiłeś do Navy SEALsów, chciałeś służyć w Marines. Co jest tak magicznego w tej formacji, że chłopaki chcą tam służyć?
Chris Kyle: Jako dzieciak byłem niesamowicie patriotyczny. Marzyłem o służbie w wojsku. A w filmach najczęściej pokazywani są Marines, jako najlepsi z najlepszych, jako ci którzy jadą tam, gdzie pojawia się problem do rozwiązania. Nie wiedziałem wtedy jeszcze o SEALsach ani o innych jednostkach specjalnych. Po prostu chciałem być jednym z tych fajnych Marines. Poszedłem więc do biura rekrutacji, ale przedstawiciel Piechoty Morskiej akurat poszedł na lunch. Dostrzegł mnie przedstawiciel US Navy, zaprosił do siebie. i opowiedział o SEALsach. I tak to się zaczęło.

CKM: Ile czasu zajmuje wyszkolenie snajpera SEALsów?
Chris Kyle: Nauka trwa 3-4 miesiące. Czasami masz zwykłe zajęcia, od 8 do 17. Ale bywa też tak, że szkolenie zaczyna się rano i trwa przez następnych kilkadziesiąt godzin. Oficerowie sprawdzają kandydatów, bo chcą się przekonać, jak będą zachowywać się w stresie, bez snu. Nie mogą do ciebie strzelać, więc próbują wszelkimi dostępnymi metodami wytworzyć w tobie stres, który towarzyszy udziałowi w walce.

CKM: Jak opisałbyś idealnego snajpera?
Chris Kyle: Wiele osób błędnie uważa, że dobry snajper to osoba cierpliwa. Nie zgadzam się z tym. Nie jestem taką osobą! Chodzi raczej o profesjonalne podejście, sumienność i trzymanie się zasad. O robienie odpowiednich rzeczy w odpowiednim momencie. Czasami masz już dosyć i chcesz odpocząć, ale nie opuszczasz stanowiska, bo to jest twoja praca i tego się od ciebie oczekuje. No i niezbędna jest umiejętność obserwacji otoczenia.

CKM: Gdybyś mógł zabrać do Polski jeden egzemplarz ze swojej kolekcji broni, co byś przywiózł?
Chris Kyle: Sam nie wiem, lubię wszystkie (śmiech). Ale ponieważ w planie wizyty jest wyprawa na strzelnicę z chłopakami z GROM-u, zapewne zabrałbym jeden z karabinów wyborowych.

CKM: W Iraku współpracowałeś z GROM-em. Jak wypadają w porównaniu do sił specjalnych innych państw?
Chris Kyle: Przepadam za nimi. Uważam ich za równych SEALsom. Są niesamowicie dobrze wyszkoleni i niezwykle profesjonalni. Trenują ciężko, walczą ostro, potrafią też ostro imprezować, dokładnie tak jak SEALs. Jesteśmy jak bracia.

CKM: Najdłuższe oczekiwanie na pojawienie się celu podczas misji w Iraku?
Chris Kyle: Dwa tygodnie. Nigdy nie zdarzyło mi się czekać na strzał dłużej.

CKM: To była konkretna osoba i wiedziałeś, że prędzej czy później się pojawi?
Chris Kyle: Tak. To był człowiek, którego tropiliśmy od dłuższego czasu.

CKM: Misja zakończona powodzeniem?
Chris Kyle: Tak.

CKM: Ale nie wolno ci mówić o szczegółach?
Chris Kyle: Nie.

CKM: Zdarzało ci się nie trafiać w cel?
Chris Kyle: Jak najbardziej. Wiele razy.

CKM: Co w takiej sytuacji, strzelasz do skutku?
Chris Kyle: O, tak. Jeśli chybiłeś, po prostu strzelasz po raz kolejny. Jeśli snajper policyjny próbuje zdjąć porywacza trzymającego na muszce ofiarę, może oddać tylko jeden strzał. W wojsku zazwyczaj mamy drugą szansę.

CKM: Jak reagowałeś na chybione strzały? Irytowało cię, gdy nie trafiałeś?
Chris Kyle: Każdy był bardzo denerwujący. Zazwyczaj oznaczało to, że błędnie oceniłem odległość albo wiatr, albo szarpnąłem spust. Najczęściej niecelne strzały to wina strzelca. Nie wykonałeś dobrze swojej roboty, więc to oczywiste że masz potem do siebie pretensje.

CKM: Przypisuje ci się sto sześćdziesiąt potwierdzonych śmiertelnych trafień. Skąd znasz dokładną liczbę?
Chris Kyle: Po misji wracasz do bazy i wypełniasz formularze, w których podajesz pozycję i godzinę trafienia, okoliczności zdarzenia, z jakiej broni strzelałeś. To bardzo szczegółowe oświadczenie.

CKM: Są też niepotwierdzone trafienia śmiertelne. Co je różni? Z nimi liczba twoich trafień rośnie do 255...
Chris Kyle: Jeśli strzelasz do kogoś i on znika z pola widzenia, np. wpada do rowu, nie możesz zweryfikować tego, czy trafienie było śmiertelne. Pewności brak!

CKM: Na jednym ze zdjęć z Iraku widać, że leżysz na przewróconym łóżeczku dziecięcym. Czy to są warunki, w których da się oddawać precyzyjne strzały?
Chris Kyle: W warunkach bojowych musisz korzystać z tego, co masz pod ręką. Łóżeczko było bardzo stabilne, położyłem na nim ciężkie drzwi, narzuciłem na to materace i dało się na tym leżeć. Musisz używać tego, co jest dostępne na miejscu, bo chcesz, aby z zewanątrz wszystko wyglądało tak, by nie budziło podejrzeń. Nie chcesz, żeby okno wydawało się zbyt ciemne albo zbyt jasne. Nie chcesz pokazać, że czaisz się tam w środku.

CKM: Ale ktoś w końcu może zacząć coś podejrzewać...
Chris Kyle: Jak najbardziej. W walce miejskiej w takim kraju jak Irak, zdradzenie swojej pozycji to tylko kwestia czasu. Jeśli chowasz się w jakimś budynku, okoliczni mieszkańcy szybko zaczną coś podejrzewać. Dlaczego z tego domu nikt nie wychodzi? Nawet jeśli dom jest opuszczony, mieszkańcy szybko się wyczują, że są w nim Amerykanie, choćby dlatego, że dzieciaki nie zapuszczają się tam.

CKM: Zmieniasz pozycję?
Chris Kyle: Nie możesz. W ciągu dnia nie wychodzisz, bo szybko by cię dorwali i zabili. Dlatego tak ważny jest wybór miejsca, z którego będziesz strzelać - wybierasz takie, z którego możesz atakować i jednocześnie bronić się. Masz więc ze sobą chłopaków z karabinami maszynowymi i granatnikami, by bronić się przed atakami.

CKM: Rozwiejmy mit: snajperzy nie pracują solo?
Chris Kyle: Nie. Czasami zdarza się tak, że idziemy na misję we dwóch. Ale nie w mieście, tam musisz mieć wsparcie, bo jest to zbyt niebezpieczne.

CKM: Próbowałeś sił w komputerowych strzelankach?
Chris Kyle: Tak. Lubię gry, choć nie jestem w tym dobry (śmiech). Najbardziej bawi mnie, że czasem, grając w sieci, trafiasz na nastolatka, który skopie ci tyłek, a potem jeszcze nawyzywa nieświadomy, z kim ma do czynienia (śmiech).

CKM: Pod jakim nickiem grywasz?
Chris Kyle: Grywam jako frgsnpr, od słów Frog Sniper.

CKM: Czemu napisałeś książkę?
Chris Kyle: Właściwie nie miałem ochoty jej pisać. Ostatecznie zgodziłem się, ale nie chciałem, by wyszło na to, że przedstawiam się jako najlepszy snajper.

CKM: Nie jesteś najlepszy?
Chris Kyle: Nie. To zostało w książce podkreślone. Po prostu tak się złożyło, że znalazłem się w odpowiednim miejscu i czasie. Miałem szczęście. Chciałem także oddać hołd kolegom, z którymi przyszło mi służyć. Łatwo jest dobrze wypaść, jeśli otaczają cię bohaterzy.

CKM: Co by było, gdyby książka stała się podstawą hollywoodzkiego filmu?
Chris Kyle: Stanie się. Piszą już scenariusz!

CKM: Mogłeś wybrać aktora, który zagra twoją rolę?
Chris Kyle: Wiedziałem, kogo producenci widzieliby w tej roli. To Bradley Cooper (gwiazda „Kac Vegas” – przyp. red.). Cieszę się z tego, bo lubię Brada.

CKM: Ludzie wyobrażają sobie wojnę tak, jak pokazuje ją kino. A jaka jest naprawdę?
Chris Kyle: Wojna to piekło. Wiem, to frazes, ale niesamowicie prawdziwy. Nawet gdybyś zamontował mi kamerę na hełmie i zobaczył wszystko, przez co musiałem przejść, nadal nie zrozumiałbyś, czym jest wojna, bo pojąć w pełni może tylko ten, kto to przeżył. Musisz tam być, czuć zapachy, czuć serce walące ci w piersi jak oszalałe i włosy na karku stające dęba. Możesz oglądać zdjęcia trumien żołnierzy poległych w akcji, ale jeśli nie znałeś tych ludzi i nie kochałeś ich, to tego nigdy nie zrozumiesz.

Wywiad przeprowadzony w lipcu 2012 roku, pół roku przed śmiercią Chrisa Kyle'a.
Artykuł pierwotnie opublikowany w miesięczniku CKM nr 9/2012.



Dodał(a): Piekło na ziemi Czwartek 11.10.2012

Komentarze

Wszystkie komentarze (6)

Awatar
Zaloguj się lub zarejestruj jeśli chcesz dodać komentarz.
BartWarden (2015-02-23 17:46:18)
We środę idę do kina na film "Snajper", ciekaw jestem bardzo wrażeń Zgłoś naruszenie
sledziu85 (2015-02-23 15:30:31)
Wszyscy mu słodzą a tak na prawdę to nie wiadomo czy był bohaterem czy mordercą w końcu zabił 160 osób nie ważne, że to araby. Karma do niego wróciła Zgłoś naruszenie
kamilowy (2013-02-04 16:07:40)
Jak żył, tak zginął ... Zgłoś naruszenie
adamp76 (2013-02-04 10:41:39)
Każdego szkoda... Zgłoś naruszenie
solid06 (2013-02-04 00:37:46)
szkoda chłopa. człowiek walczy na wojnie zostaje ranny ratując innych a potem ginie we własnym kraju we własnym domu... Zgłoś naruszenie
slidersy (2012-10-11 18:15:38)
Chris Kyle człowiek legęda Zgłoś naruszenie
Komentarze (6)