Wywiad: Paweł Zagumny

Nigdy nie kręci, jest więc zdecydowanie bardzo prawdomówny. Wielbiciel flot wszelkiego rodzaju. Pewnie dlatego jeśli „lutuje” to tylko z plaskacza. Aż strach się bać, bo dłonie ma tak duże, że nie może w nich porządnie utrzymać pistoletu. Za to w jednym z polskich miast ma rondo swojego imienia. Prawie. Żywy dowód na to, że siatkarze są inteligentniejsi od piłkarzy. Przed wami najlepszy rozgrywający świata – „Lisek Złota Guma”.
zagumnySG.jpgPLAYBOY: Dlaczego wygramy te mistrzostwa?
Paweł Zagumny: Wow! Ale mnie zaskoczyliście... Będzie trudno.

PLAYBOY: Wygrać czy rozmawiać?
Paweł Zagumny: (Śmiech). Po prostu nie byłem gotowy na takie pytanie. Nie wiem, dlaczego wygramy. Na pewno będziemy walczyć. Z pewnością nie jesteśmy 100-procentowymi faworytami do strefy medalowej. I może to dobrze, bo zwykle lepiej nam się grało z drugiego rzędu. Nie jesteśmy Niemcami, którzy deklarują, że jadą po mistrzostwo i faktycznie je zdobywają.  My, Polacy, jakoś już tak mamy, że nie sprawdzamy się w roli faworytów, za to lubimy sprawiać niespodzianki. Wystarczy spojrzeć na nasze siatkarskie sukcesy.

PLAYBOY: Srebro w Japonii na mistrzostwach świata w 2006 roku...

Paweł Zagumny: I trzy lata później złoto w Turcji na mistrzostwach Europy. Jadąc na te turnieje z pewnością nie byliśmy w gronie faworytów. Teraz jesteśmy gospodarzami mistrzostw świata i pompowanie balona już się niestety zaczęło. Choć cały czas mam nadzieję, że tym razem nawet media zrozumieją, że nadmierna ekscytacja nikomu nie pomaga.

PLAYBOY: Grałeś kiedyś w obiekcie choćby zbliżonym gabarytami do Stadionu Narodowego?
Paweł Zagumny: Nie. I nie wiem czy ktokolwiek grał. Choć duże obiekty się zdarzają. Ostatnio we cover-09_PLAY.jpgWłoszech nasza kadra grała na kortach tenisowych. Kiedyś zdarzyło mi się występować w hali na ponad  20 tysięcy widzów. Ale stadion, i to tej wielkości, to w siatkówce nowość. Nawet jeśli zamkną dach, Narodowy wciąż jest obiektem otwartym. Nie wiadomo więc co  z wilgotnością i temperaturą.

PLAYBOY: Lepiej za zimno czy za gorąco?

Paweł Zagumny: Przeżyłem już mecz, który graliśmy w temperaturze 43 st. C. W katowickim Spodku, finał Ligii Światowej z Brazylią. Tego dnia rozgrywano dwa mecze. Pierwszy o 16, drugi o 19. Pomiędzy spotkaniami nie wywietrzono hali, bo kibice zostali w środku. Jak weszliśmy na parkiet, to uderzyła nas fala gorąca. Kiszonka. Dwa sety jakoś poszły, ale później był już koszmar. Jakby wyciągnęli nam wtyczki. Z kolei w Argentynie zdarzały się hale z pootwieranymi oknami. Raz graliśmy w temperaturze około 6 st. C. Bardzo nieprzyjemnie. Dłonie kostniały i każde uderzenie piłki w palce bolało kilka razy bardziej niż normalnie. Pamiętam, że paru chłopakom popękała skóra na dłoniach. Z dwojga złego lepiej jednak grać w chłodzie niż w upale.

PLAYBOY: Wspomniałeś też o wilgotności...
Paweł Zagumny: To nawet większy problem. Właśnie w Argentynie bywało tak, że w halach bez klimatyzacji wskutek wysokiej wilgotności parkiet był pokryty rosą. I kiedy zawodnicy próbowali hamować, wchodzili w ślizg. Na Narodowym też będzie ciężko nad tym zapanować. Co prawda ma być próba generalna na trzy dni przed meczem otwarcia z Serbią... Pożyjemy, zobaczymy.

PLAYBOY: Serbia – ciekawy przeciwnik.

Paweł Zagumny: Bardzo. Warto nie przespać tego pierwszego spotkania (śmiech). Zresztą żeby się liczyć w dalszej fazie turnieju, trzeba wygrać każdy mecz. Można sobie pozwolić na – góra – jedną porażkę.

PLAYBOY: Za rok minie 20 lat, odkąd występujesz w barwach biało-czerwonych.

Paweł Zagumny: I chyba już tego jubileuszu w kadrze nie doczekam. Myślę, że to mój ostatni sezon w reprezentacji. O ile się zakwalifikuję. Bo przecież w tym momencie nic nie zostało jeszcze przesądzone...  Sami wiecie jak jest – bo chyba jesteśmy w podobnym wieku – organizm już nie  ten co kiedyś. Wszystko czuje się w nogach. Stąd moje obawy...

PLAYBOY: Ale sam mówiłeś, że rozgrywający jest jak wino – im starszy tym lepszy.
Paweł Zagumny: To prawda. Tyle, że w pewnym momencie nawet wino zaczyna kisnąć. Ważne, żeby tę chwilę w porę wyczuć. W tym roku w wieku 41 lat karierę zawodniczą skończył wybitny rozgrywający Serb Nikola Grbić. Zdarzają się nawet starsi rozgrywający, ale to tylko wśród tych mniejszych – mierzących po sto osiemdziesiąt parę centymetrów. Krótsze mięśnie, łatwiej je odbudować i utrzymać w formie. Z moimi dwoma metrami będzie trudno grać do czterdziestki na najwyższym poziomie. Absolutnym fenomenem i wyjątkiem  jest dwa lata starszy ode mnie Marcin Nowak. Mierzy 215 cm i wciąż gra. Wszyscy się śmieją, że to dlatego, że nigdy nie skakał. Nie musiał. Wystarczyło, że się wspiął na palce (śmiech).

CIĄG DALSZY (JUŻ HISTORYCZNEGO) WYWIADU Z PAWŁEM ZAGUMNYM PRZECZYTACIE W AKTUALNYM PLAYBOY’U


Dodał(a): Tekst: Arkadiusz Bartosiak i Łukasz Klinke / Zdjęcie: Michał Łuczak Poniedziałek 22.09.2014

Komentarze

Wszystkie komentarze (1)

Awatar
Zaloguj się lub zarejestruj jeśli chcesz dodać komentarz.
weird (2014-09-22 17:56:23)
Widać, że co niektórych "ugryzło", że piłka kopana jest dla "mniej bystrych" :) Zgłoś naruszenie
Komentarze (1)