Fiesta brutali

W pierwszej chwili może ci się wydawać, że trafiłeś do klubu dziwolągów. Ale wystarczy kilka sekund walki, by to wrażenie zniknęło
Wrestling
Na środku zadymionej sali liliput w masce na twarzy dusi transwestytę. Stojący wokół faceci wrzeszczą, wznosząc kubki z piwem, a rozegzaltowane panienki w opiętych biodrówkach piszczą wniebogłosy. Sprzedawcy prażonych orzeszków przepychają się ze sprzedawcami hot dogów, a obok rzędu toalet trzech mariachis zasuwa na rozstrojonych gitarach Macarenę. Wszędzie smród papierochów, taniej tequili i wielkiego szmalu.

PIWO ZA DARMO
— Nie słyszałeś o lucha libre!? Polska to jednak zadupie — dziwował się kilka dni wcześniej przy browcu mój kumpel Michał, który właśnie wpadł do kraju na weekend. — W Londynie to dosyć trendowa zabawa. Wiesz, to taki latynoski wrestling, z dużą ilością walki w... powietrzu. No i wszystkie chwyty dozwolone. Wpadnij do Lądka, walniemy trochę piwa, zaliczymy kilka panienek, potem obejrzymy lucha libre. Będzie niezła zabawa. Michał rzucił na stół wymiętą ulotkę, na której zezowaty facet w srebrnej masce na twarzy trzyma nad głową rozpaczliwie wierzgającego świra w pelerynce. Gejowszczyzna na maksa, ale... pojechałem.

ZABAWA SIĘ ZACZYNA
Walka, na którą przyjeżdżamy, odbywa się w Roundhouse, sporej hali widowiskowej w Camden, północnej części Londynu. Wchodzimy do hali, której centrum zajmuje ustawiony na podwyższeniu ring bokserski. Publiczność szaleje: faceci w garniturach i piłkarskich T—shirtach wrzeszczą mieszanką angielskiego i hiszpańskiego, laski — śliczne dziewczątka — piszczą i podskakują. Odbieramy darmowe piwo (nic dziwnego, że jest free — bilet pod sceną kosztuje 100 euro, czyli ponad 400 złotych!) i idziemy na swoje miejsca.

GO WEST!
Lucha libre (z hiszpańskiego: wolne zapasy) to styl walki, w którym można zadać dowolny rodzaj ciosu. Ba, wolno użyć krzesła czy czegokolwiek, co jest pod ręką. Robi się to z takim zaangażowaniem, że widz jest przekonany, iż ogląda walkę na śmierć i życie — a tymczasem to wyreżyserowany spektakl z markowanymi ciosami, w którym menedżerowie zawodników wiedzą, kto wygra i w której rundzie. Korzenie tego sportu tkwią w azteckiej tradycji. Zapisy pochodzące z XII wieku mówią o indiańskiej grze, w której wojownicy zasłaniali twarze i walczyli ze sobą, nie używając siły, a jedynie sprytu. Celem gry było zdarcie maski przeciwnikowi. Do dziś w lucha libre zdjęcie maski uważa się za największy afront, jaki jeden zawodnik może wyrządzić drugiemu. Walczący dzielą się na technicos (walczący czysto), rudos (stosujący podstępne chwyty) oraz exoticos (tj. dziwne postacie, jak np. transwestyta czy karzeł, których stylu walki nikt nie umie przewidzieć).

JATKA NA DWIE TRĄBKI
— Señoraaaas y señoreeeees! — spiker przeciąga słowa jak przed pojedynkami Andrzeja Gołoty. — Na ringu staną przeciwko sobie Cassandra i Lubito! Burza braw. Na ring wbiega karzeł w różowej masce i traswestyta z trwałą ondulacją na głowie, w makijażu i z fantazyjną peleryną. Karzeł wspina się na liny ringu i rzuca na swego przeciwnika. Obaj padają na deski. Transwestyta próbuje zrzucić z siebie ciężar, ale liliput chwyta go za wyfiokowane włosy i wali jego głową o podłogę, pokrzykując „Arriba, arriba!”. W tym momencie karzeł obrywa w twarz łokciem. Mały oprawca robi zeza i pada bez czucia, a mściwy transwestyta skacze mu po głowie. Mariachis w wielkich sombrerach zaczynają grać wiązankę przebojów  na gitarę, dwie trąbki i akordeon.

WSZYSCY LEJĄ KARŁA
Z głośników znów rozlega się głos spikera zapowiadającego „parejas”. — To walka dwóch na dwóch, jak debel w tenisie — tłumaczy Michał. — Teraz będą naparzać się we czwórkę. Na ring wbiega zapowiedziany Mistico de Juarez oraz Negro Navarro. Ten ostatni po drodze chwyta stojące obok ringu krzesło i wali nim w głowę karła, który dopiero co zdążył podnieść się do pionu.

FORTUNA I SŁAWA
Wiedząc, że wszystko tu jest udawane, można pomyśleć, że walki są lajtowe. Ale przedstawienia nie są wcale takie bezpieczne. W lucha libre wykonuje się wiele elementów akrobatycznych (skoki, salta itp.) i zawodnicy często doznają poważnych kontuzji. Kilku byłych królów ringu jeździ już na wózkach, dwunastu zginęło podczas walk. Oglądany przez nas karzeł o imieniu Lubito był już sparaliżowany. Po terapii wrócił do zdrowia i na ring. Nic dziwnego, gdyż luchadores (tak nazywa się zawodników lucha libre) zarabiają fortuny. Największy zrealizowany kontrakt opiewał na 70 milionów dolarów. Podpisał go w 2005 roku El Hijo del Santo — syn największego luchadora wszech czasów. Inni wielcy — tacy jak np. Blue Demon junior czy Solar — podpisują umowy na połowę tej kwoty. Ale nie tylko pieniądze ciągną zapaśników do lucha libre. Zawodnicy są przez fanów traktowani jak bogowie. W restauracjach jedzą za darmo, nie płacą na stacjach benzynowych, czasem nawet bilety lotnicze mają za friko. Ich portrety wiszą w Ameryce Południowej na ołtarzykach, tuż obok Matki Boskiej.

MASKA NAD ŻYCIE
Jednak podczas gdy na całym świecie sportowcy znani są z imienia i nazwiska, luchador starannie zaciera swoją przeszłość, przyjmuje pseudonim, wybiera sobie maskę i nosi ją całe życie. — Zaprosiliśmy kiedyś dwunastu największych luchadorów na spotkanie biznesowe — opowiada Andy Wood z agencji promującej w Europie ten niezwykły sport. — Przyszli w garniturach i maskach. Gdy poszli na basen, też kąpali się w tych maskach. Czułem się jak u Monty Pythona.

KARZEŁ MA MIKROURAZY
Do końca wieczoru oglądamy jeszcze kilka walk, w tym pokaz legendarnego el Hijo del Santo, ale żadna z nich nie robi na mnie takiego wrażenia, jak pierwsza, gdzie transwestyta dusił karła. Dlatego, gdy Andy prowadzi mnie i Michała do Lubito, nie posiadam się z radości. Karzeł jest bardzo uprzejmy, choć niezupełnie do końca kontaktuje. — Jesteście krawcami? — pyta, żeby po chwili upewnić się: — Naprawiacie meble? Andy odciąga nas na bok: — Zdarza się tak, że nawet markowane ciosy dochodzą celu. Lubito jest w biznesie od dziesięciu lat i jego mózg odniósł już tysiące... mikrourazów. Przerywa mu Lubito, który, podchodząc do nas, pyta grzecznie:  — Sprzedajecie marihuanę?


Dodał(a): Józef Warmiński Czwartek 22.09.2011

Komentarze

Wszystkie komentarze (7)

Awatar
Zaloguj się lub zarejestruj jeśli chcesz dodać komentarz.
dr Jones (2012-01-08 21:52:00)
Jest tu kilka powodów dla których bawia się w taki sport Zgłoś naruszenie
wronskib (2012-01-02 17:14:56)
dziwy że ktoś to chce jeszcze oglądać - żal mi ich Zgłoś naruszenie
HotShot (2011-12-11 12:24:53)
ciekawy sport :D Zgłoś naruszenie
spartakus (2011-12-02 10:55:01)
co za super boy hehehehe Zgłoś naruszenie
T_W_I_N_1 (2011-10-01 21:30:27)
oj pojechany :) i to zdrowo, ale cóż, niektórzy to lubią Zgłoś naruszenie
korkodyl82 (2011-09-25 12:14:01)
w ie też ich lubią mają swoje koszulki i plakaty z wrestlerami ale czym się ci ludzie zachwycają to pojęcia nie mam Zgłoś naruszenie
pojechany (2011-09-24 01:49:27)
pojechany sposób zarabiania na życie:) Zgłoś naruszenie
Komentarze (7)