Mały rycerz

Ma 170 centymetrów wzrostu, waży 65 kilogramów i nie znalazł sie jeszcze twardziel, który zdołałby go zrzucić z bokserskiego tronu. Oto Manny Pacquiao, najwybitniejszy bokser naszych czasów

Mały rycerz
Miłośników boksu zawsze najbardziej rozgrzewała rywalizacja w wadze ciężkiej, w której przez dekady walczyli najlepsi bokserzy świata: Muhammad Ali, Evander Holyfield czy Mike Tyson. Ale to przeszłość. Od kilku lat świat w napięciu śledzi, co w niższych kategoriach wagowych wyprawia Manny Pacquiao, niepozorny, wiecznie uśmiechnięty wąsacz z Filipin. Fani zwą go pieszczotliwie Pac–Manem, ale żartobliwy pseudonim nie oddaje niszczycielskiej siły drzemiącej w pięściach drobnego Filipińczyka, o którym mówi się, że jest najwspanialszym bokserem XXI wieku.
OD ZERA DO MILIONERA

Życiorys Manny’ego czyta się jak bajkę o Kopciuszku. Emmanuel Dapidran Pacquiao, bo tak naprawdę nazywa się Pac–Man, dorastał w slumsach miasta General Santos City na południu Filipin. W dzieciństwie doświadczył skrajnej nędzy. Nie ukończył szkoły,  choć był dobrym uczniem – ojciec zostawił jego matkę z sześciorgiem dzieci i Manny musiał zarabiać na życie. Sprzedawał słodycze na ulicy wraz z innymi dzieciakami (jeden z nich, Buboy Fernandez, jest dziś jego trenerem), a jako nastolatek, szukając pracy, ruszył do stolicy kraju, Manili. Nie znał tam nikogo, nie miał grosza przy duszy. Dorabiał na budowach, a w wolnych chwilach wpadał na półlegalne walki na pięści. Zarobek był mały,  szansa złapania poważnej kontuzji – bardzo duża, ale boks był dla Pac–Mana jak magnes. „Chciałam, by został księdzem, ale czy dzieciom można coś nakazać?” – wspominała Dionisia Pacquiao, matka mistrza, w rozmowie z tygodnikiem „Time”. Świadkowie początków jego kariery na zatęchłych ringach w Manili twierdzą zgodnie: umiał niewiele, ale walczył jak opętany. To nie był dobry okres w jego życiu, Manny zaglądał i do kieliszka, i do salonów hazardu. Jednak opatrzność czuwała nad nim, bo jako dziewiętnastolatek zdobył tytuł bokserskiego mistrza świata w kategorii muszej.
MONEY MANNY
33–letni dziś Manny czasy biedy ma za sobą. Za walkę z Portorykańczykiem Miguelem Cotto w 2009 roku zarobił 15 mln dolarów, za starcie z Amerykaninem Antonio Margarito w 2010 roku ponoć 25 mln zielonych. Do tego wielkie koncerny proponują mu siedmiocyfrowe kontrakty reklamowe. Filigranowy Manny jest teraz maszynką do robienia pieniędzy, a Amerykanie znowu chcą oglądać boks i, co ważniejsze, płacić za to. Bilety na najbliższą walkę Pac–Mana z Amerykaninem Shane’em Mosleyem wyprzedano w kilka godzin. O takiej popularności Lady GaGa może tylko marzyć! Pac–Man jest dziś milionerem i stać go na drobne ekstrawagancje. Ma posiadłość w Beverly Hills, nieruchomości na Filipinach, własny klub koszykarski i popularny zespół, z którym nagrywa popowe hity. Jego domu w General Santos City na Filipinach strzeże uzbrojona armia ochroniarzy, a Manny wszędzie podróżuje z karawaną kuzynów, którzy zajmują się drobiazgami, na które mistrz nie ma czasu: pilnują jego kija bilardowego (Manny uwielbia snookera), przygotowują posiłki (do każdego posiłku Manny jada ryż), mają na oku jego kosztowną biżuterię lub wyprowadzają psa wabiącego się, a jakże, Pacman.
OSIEM RAZY MISTRZ
Ludzie chętnie płacą za możliwość obejrzenia walk Manny’ego, bo jest on nie do zatrzymania. Twardy wojownik Antonio Margarito zakończył starcie z nim z roztrzaskaną kością jarzmową, którą lekarze składali potem niczym puzzle. Brytyjczyka Ricky’ego Hattona, bokserską nadzieję Imperium, Manny zmiótł z ringu w dwóch rundach. Wysłał też na emeryturę czczonego w USA Oscara de la Hoyę. Miguel Cotto, dwukrotny mistrz świata, poległ w dwunastu rundach, a do szatni zszedł z krwotokiem z ucha. Floyd Mayweather jr., jedyny bokser, który mógłby stawić Manny’emu opór, unika walki z nim jak diabeł święconej wody. Nic dziwnego: przez szesnaście lat kariery Pac–Man zdobył tytuły mistrzowskie w ośmiu kategoriach wagowych – od muszej do junior-średniej. Historia nie zna takiego przypadku i w najbliższych latach nikt raczej tego nie powtórzy.
DROGA WOJOWNIKA
Swoje osiągnięcia Pacquiao zawdzięcza ciężkiej pracy, nieustępliwości, talentowi i Freddiemu Roachowi, nazywanemu najlepszym trenerem bokserskim świata. Cierpiący na chorobę Parkinsona Amerykanin, niegdyś przyzwoity bokser, karierę coacha zaczął na początku lat 90., od trenowania Mickeya Rourke. Łącznie wychował dwudziestu siedmiu mistrzów świata! Manny to jego największe trenerskie dokonanie. Spotkal i się w 2001 roku.

Manny ważył wtedy nieco ponad pięćdziesiąt kilogramów i miał na koncie kilka niezbyt istotnych tytułów mistrzowskich. Freddie Roach zrobił z niego wojownika. Dał mu siłę dywizji pancernej Waffen SS i umiejętność przewidywania zdarzeń w ringu, która zadziwiłaby chińskiego stratega Sun Zi. Dziś, po dziesięciu latach pracy z Roachem, Manny uznawany jest przez „Ring Magazine”, biblię zawodowego boksu, za najlepszego pięściarza na świecie bez względu na wagę.
WŚCIEKŁE PIĘŚCI
O umiejętnościach Manny’ego można pisać poematy: ma nieprawdopodobne przyspieszenie, więc potrafi zaskakiwać przeciwnika niespodziewanymi uderzeniami. Jest precyzyjny jak rakiety Tomahawk, a jego kombinacje ciosów mają stopień skomplikowania równy mechanizmom szwajcarskich manufaktur zegarkowych. No i Pacquiao jest leworęczny. Tylko pozornie to wada. Po pierwsze – większość praworęcznych nie umie walczyć z mańkutami. Po drugie – choć mańkut jest bardziej narażony na paraliżujące uderzenia w wątrobę, której nie chroni prawy  łokieć, to jego prawa pięść może czynić spustoszenia w gardzie przeciwników i wyprzedzać ich ataki. Szybki, świetnie wytrenowany Manny w ringu jest niszczycielski jak tsunami. Ale prawy prosty to nie jest główna broń Filipińczyka. Jego niewiarygodnie precyzyjny lewy sierp, którym w 2009 roku Manny posłał na deski Ricky’ego Hattona, powinien zostać uznany za jeden z siedmiu cudów świata. „To chyba najlepszy nokdaun, jaki w życiu widziałem” – piał z zachwytu Freddie Roach po walce, która wstrząsnęła światem boksu.
BOHATER LUDU
Gdy Pac–Man wychodzi na ring, Filipiny zastygają w niemym podziwie. Przestępcy nie rabują, gwałciciele nie gwałcą, policja nie bije, a rząd nie rządzi. Wszyscy są kibicami boksu. Nawet islamscy rebelianci z południa kraju ogłaszają wtedy zawieszenie broni, odkładają kałachy i siadają przed telewizorami. Gdy Manny wygrywa, świętują wszyscy, i nędzarze z Manili, i najwyżsi rangą politycy. „Pacquiao dla Filipińczyków jest tym, kim Mandela dla mieszkańców RPA. Nie zdziwię się, jeśli któregoś dnia zostanie prezydentem” – stwierdził Lennox Lewis, kiedyś wielki mistrz wagi ciężkiej. Pac–Man zrobił ku temu pierwszy krok: od 2010 r. zasiada w filipińskim parlamencie. Część rodaków widzi w nim męża opatrznościowego, chce, aby zawarł pokój z islamistami. Pac–Man angażuje się w działalność charytatywną, założył nawet partię People’s Champ (bohater ludu). Czy to wstęp do kariery polityka? Nie jest tajemnicą, że Manny chce bardziej zaangażować się w działalnością publiczną. Ale ma do wygrania jeszcze jeden pojedynek, najcięższy w całej karierze.

OSTATNIE STARCIE
Od lat cały świat mówi o walce Pacquaio z Floydem Mayweatherem jr., mistrzem wagi półśredniej. Dorobek Amerykanina to czterdzieści jeden zwycięstw i zero porażek. Floyd boksuje jak wielki mistrz, walczy defensywnie, nie rzuca się na oślep. Jego starcie z Mannym miałoby wyraz niemal biblijny. Religijny Pacquiao (do ringu wchodzi, kreśląc znak krzyża) to przeciwieństwo nieobliczalnego jankesa, na którym ciążą zarzuty m.in. pobicia i kradzieży, za co grozi trzydzieści lat. Przy Mannym, przykładnym mężu oraz ojcu czworga dzieci, jego potencjalny rywal prezentuje się jak wcielenie Antychrysta. Starcie dwóch mistrzów mogłoby obu uczynić bajecznie bogatymi, ale promotorzy wciąż wynajdują powody, by je opóźniać. W ramach przystawki 7 maja Manny zmierzy się z Amerykaninem Shane’em Mosleyem, niegdyś groźnym fighterem. Jeśli nie nastąpi nic nieprzewidzianego, Filipińczyk szybko wybije Amerykaninowi boks z głowy. A wtedy temat walki z Mayweatherem jr. stanie się jeszcze bardziej gorący. Tyle, że na razie szans na to superstarcie nie ma i oba obozy uparcie twierdzą, że żadnych rozmów nie prowadzą. Czy to tylko zasłona dymna? Podobno Manny chciałby zakończyć karierę bokserską w 2012 roku, więc czasu zostało niewiele. A co potem? Pac-Man jest kongresmanem, a za pięć lat upływa kadencja obecnego prezydenta Filipin, Benigno Aquino. Droga z bokserskiego tronu na fotel prezydencki może okazać się dla Manny’ego bardzo krótka. Jeszcze żaden bokserski mistrz w nie został prezydentem swojego kraju. Ale też żaden bokser nie był mistrzem aż w ośmiu kategoriach wagowych.


Dodał(a): Andrzej Chojnowski Czwartek 21.07.2011

Komentarze

Wszystkie komentarze (7)

Awatar
Zaloguj się lub zarejestruj jeśli chcesz dodać komentarz.
Prawdziwek1986 (2012-02-01 01:06:38)
ponoć miły z niego facet Zgłoś naruszenie
Krad (2012-01-24 18:18:17)
Nie ma niezwyciężonych, niepokonanych w końcu zawsze znajdzie się ktoś lepszy, szybszy, młodszy etc. Zgłoś naruszenie
Coyo (2012-01-24 13:40:48)
Pac nie jest mistrzem ośmiu kategorii wagowych.Królem catch-weightów owszem,jest.Jak można walczyć o tytuł jakiejś konkretnej wagi,w innym ,umownym limicie wagowym?Pac oprócz oczywiście swoich zalet jest maszynką do zarabiania pieniędzy,dobierania przeciwników,catch wieghty i inne...Mistrz świata nie wybiera,nie kalkuluje,walczy ze wszystkimi najlepszymi.Co do walki z Floydem,to obaj migają się od niej jak tylko mogą.Z historii negocjacji tej walki można by napisać niezłą komedię.Jeśli dojdzie do tej walki to będzie cud.Ps.Ostatnia walkę Manny z Marqezem przegrał i Pac dobrze zdaje sobie z tego sprawę... Zgłoś naruszenie
Aleksandra25 (2011-11-13 20:57:46)
ale jakbyście zebrali siły to wierzę w Was ;-) Zgłoś naruszenie
dr Jones (2011-11-07 17:34:01)
Popieram , lepiej nie zadzierac z takim gościem Zgłoś naruszenie
T_W_I_N_1 (2011-08-01 18:47:49)
oglądałem parę walk z nim i zdecydowanie niechciałbym się na niego napatoczyć ;) Zgłoś naruszenie
ManiPadme (2011-07-31 23:10:04)
no proszę, a jednak bajki stają się rzeczywistością:) Zgłoś naruszenie
Komentarze (7)