Grzegorz Krychowiak: Gladiator

Waleczny piłkarz, reprezentant Polski, pomocnik Sevilli, wybrany do jedenastki sezonu ligi hiszpańskiej obok takich gwiazd jak Ronaldo, Messi czy Piqué. Nowy gwiazdor polskiej piłki Grzegorz Krychowiak rozmawia z CKM o swojej super seksownej dziewczynie Celii... i nie tylko o niej
krychowiak3.jpgCKM: Pierwszy Polak, który zdobył europejskie trofeum piłkarskie we własnym kraju. Występ i gol na Stadionie Narodowym w finale Ligi Europy, a na trybunach tata, dwaj bracia i wspaniała narzeczona. Jakie to uczucie? Można w ogóle to z czymś porównać?

Grzegorz Krychowiak: Nie, nie potrafię odnieść tego do czegokolwiek innego. Słowami ciężko to wyrazić! To był mecz na który czekałem, można powiedzieć, całe życie. Od małego trenowałem, aby przeżyć coś tak niezwykłego. Ten mecz gdzieś tam na mnie czekał… Od momentu mojego transferu do Sevilli wiadomo było, gdzie jest finał i że Sevilla jest jednym z faworytów Ligi Europy. Oczywiście, to była długa droga, przed nami było wiele spotkań, na których musiałem się koncentrować, ale gdzieś tam jednak czasem myśli uciekały w stronę tego finału. Pięknie, że udało się do niego dotrzeć, zaznaczyć w nim obecność golem i potem wznieść puchar. Unikalne przeżycie.

CKM: Po takim triumfie można było założyć, że będziesz całą noc imprezował. A tymczasem... o szóstej rano selekcjoner Adam Nawałka spotkał cię na basenie. W taką historyczną noc nic nie wypiłeś?
Grzegorz Krychowiak: Nic z procentami. Piłem… wodę. I bardzo dobrze mi z tym. Po prostu nie potrzebuję alkoholu, więc po niego nie sięgam.

CKM: Przecież we Francji grałeś w Bordeaux, słynącym ze świetnych win. Teraz grasz w Hiszpanii, gdzie można spotkać i dobre wino i piwo. Nie mów, że z tego nie korzystasz...
Grzegorz Krychowiak: Nie, bo jak powiedziałem, nie odczuwam takiej potrzeby. Od pewnego czasu bardzo zwracam uwagę na to co jem i co piję. Ja poświęcam piłce wszystko. Każdy mecz gram tak, jakby wynik zależał tylko ode mnie. I chcę być do tego jak najlepiej przygotowany. A odpowiednie odżywanie się to jeden z kluczy do sukcesu. W moim przypadku to się zaczęło, gdy trafiłem do Bordeaux. Wtedy zacząłem rozumieć jak bardzo to ważne. A teraz staram się jeszcze bardziej świadomie do tego podchodzić. Dużo rozmawiam na przykład z dietetykiem Sevilli, bo nie tylko chcę wiedzieć co mam jeść, ale też dlaczego to działa na organizm dobrze, a co innego źle. W tym miejscu wielki ukłon należy się też mojej francuskiej narzeczonej, Celii, bo to ona gotuje w naszym domu. Nie było jej łatwo przestawić się tylko na zdrową kuchnię, ale to zrobiła.

CKM: I nie masz chwil słabości, żeby coś jednak „podebrać” z lodówki?
Grzegorz Krychowiak: Nie mam choćby z tego powodu, że w mojej lodowce nie ma nic niezdrowego. My z Celią takich rzeczy po prostu nie kupujemy.



CKM: No dobra, ale teraz już możesz sobie pofolgować – jest po sezonie. Możesz sobie pozwolić na więcej.

Grzegorz Krychowiak: Lubię słodycze, więc po sezonie pozwalam sobie na deser po obiedzie. Ale to nie tak, że zajadam się tym, ile tylko dam radę. Przez tydzień zjem może kilka takich deserów i koniec, bo zaraz potem wracam do treningów.

CKM: Nie tylko zwracasz uwagę na to co jesz, ale i czym jeździsz. Kiedy grałeś w Stade de Reims, kupiłeś auto na prąd: Fisker Karma. Taką bryką jeździ m.in. Leonardo di Caprio!

Grzegorz Krychowiak: Tak, Fisker Karma to był wspaniały samochód. Ten kształt, wręcz doskonały…

CKM: Użyłeś słowa „był”. To już go nie masz?

Grzegorz Krychowiak:  Niestety, nie. Po przeprowadzce do Hiszpanii nie było sensu zabierać go ze sobą, bo… nie miałbym gdzie go serwisować. Po prostu nie znalazłbym warsztatu, który mógłby go naprawić w razie problemów. W związku z tym sprzedałem go, a teraz jeżdżę Astonem Martinem.

CKM: Z Francji, z Paryża, pozostało ci chyba zamiłowanie do mody. Masz już nawet za sobą debiut w roli modela.

Grzegorz Krychowiak: To prawda. Zdarzyło mi się pozować dla włoskiego domu krychowiak2.jpgmody. Fajne doświadczenie, a ja lubię takie nowe wyzwania. Może kiedyś będzie jeszcze okazja. A z Paryżem to prawda. Wiadomo, że jeśli chodzi o modę, to jest to europejska czołówka. Gdy grałem we Francji, to często się tam wybieraliśmy na zakupy. Istnieją na przykład dżinsy, które można kupić tylko w tym mieście.

CKM: Kto bardziej potrafi zaszaleć na zakupach? Ty czy Celia?
Grzegorz Krychowiak:  Muszę przyznać, że nie zostaję w tyle (śmiech). Czasem, jak
potem spojrzę na rachunek, to łapię się za głowę…

CKM: Na zegarkach też nie oszczędzasz. W twojej kolekcji jest Breitling Montrbilliant Eclipse, a także Rolex Submariner. Każdy warty po kilkadziesiąt tysięcy złotych. Nie boisz się ich nosić?

Grzegorz Krychowiak: Nie, nie odczuwam żadnego zagrożenia ani niepokoju. A co do zegarków, to nie jestem kolekcjonerem, mam tylko te dwa.

CKM: Za to butów u ciebie pod dostatkiem. To prawda, że licząc z piłkarskimi, masz aż 100 par?!

Grzegorz Krychowiak: Może nie aż tyle, ale jest tego naprawdę dużo, kilkadziesiąt par na pewno. Pod tym względem wygrywam z Celią. Przez długi czas miałem problem, gdzie to wszystko pomieścić, przebudowałem nawet mój dom w Hiszpanii, żeby zrobić 60–metrową garderobę i pomieścić w niej to wszystko. No i prawie się udało. Podkreślam prawie, bo jednak wszystkie buty się nie zmieściły i części po prostu się pozbyłem...

CKM: Wspomniałeś o nowym domu w Hiszpanii. Czy to znak, że w Sewilli zostaniesz na dłużej?
Grzegorz Krychowiak: To, że kupiłem dom w Sewilli, nie oznacza, że przez lata będę mieszkał w tym mieście. To raczej inwestycja. Mam też kilka mieszkań we Francji. Piłka nożna daje wspaniałe możliwości na różnych frontach. Robisz to, co kochasz, dobrze zarabiasz, zwiedzasz świat, poznajesz inne języki, kultury. Staram się z tego korzystać. A mieszkanie w Sewilli i granie tutaj to dla piłkarza świetna sprawa, bo to miasto, które dosłownie oddycha futbolem. Tu nie ma prawa paść pytanie, czy interesujesz się futbolem, bo każdy się nim interesuje. Pytanie może być tylko takie: czy jesteś za Sevillą, czy za Betisem. Na szczęście nie ma wrogości. Czasem zdarza mi się, że kibic prosi mnie o zdjęcie i lubi przy tym podkreślić, że kibicuje Betisowi. Nie wiem do końca czemu to podkreślają, ale lubią to robić.

CKM: Jedną z możliwości, jakie daje piłka nożna, jest nauka języków.
Grzegorz Krychowiak: Dokładnie. I ja bardzo chętnie z tego korzystam. Z obcych języków znam angielski, francuski i teraz hiszpański. Oczywiście, ten ostatni jeszcze nie w stopniu perfekcyjnym, ale bez problemów dogadam się już z kolegami czy na mieście. Przy hiszpańskim pomógł mi francuski. Znając ten drugi, łatwiej nauczyć się tego pierwszego. Potrzebowałem na to niecały rok i jestem zadowolony z postępów.

CKM: Francja wychowała cię nie tylko piłkarsko. Skończyłeś też tam studia, dzięki którym możesz pracować jako dyrektor sportowy.

Grzegorz Krychowiak: Kiedyś skończyłem też kurs trenerski, mam dyplom pozwalający mi trenować dzieci. A co do studiów, to rzeczywiście, ukończyłem studia na uniwersytecie w Lyonie. Moja specjalizacja to „organizacja klubów sportowych”. Rodzice wpajali nam w domu, że studia są bardzo ważne, więc wziąłem sobie ich rady do serca. Egzamin końcowy miałem przed komisją w Paryżu. Tematem wieńczącym naukę było szkolenie młodzieży w Stade de Reims.


W duecie z Wojciech Szczesny i Robert Lewandowski

Posted by Grzegorz Krychowiak on 12 listopada 2015


CKM: Kolejne osiągnięcie w twojej kolekcji to patent żeglarski. Skąd ten pomysł. Chodzi o to, że urodziłeś się blisko morza?

Grzegorz Krychowiak: Profesjonalny piłkarz ma tak naprawdę sporo czasu, bo przecież nie da się trenować przez cały dzień. I ja tego czasu staram się nie marnować. A ten patent to właśnie kolejna rzecz, którą postanowiłem zrobić. Sam kurs przypomina trochę szkolenie na prawo jazdy. Trochę zajęć teoretycznych, trochę praktycznych, egzamin. Udało się, a mogę się pochwalić, że mam już nawet za sobą pierwsze samodzielne pływanie. Kiedyś wynająłem jacht w okolicach Bordeaux i pływałem z rodziną.

CKM: I wszyscy na pokładzie słuchali kapitana Krychowiaka?
Grzegorz Krychowiak: Nie mieli innego wyjścia, hierarchia musiała być zachowana (śmiech). Byłem jedyną osobą na pokładzie z uprawieniami, więc sprawowałem kontrolę nad wszystkim.

CKM: Niektórzy piłkarze kupują sobie jachty. Masz taki plan?

Grzegorz Krychowiak: Nie myślałem o tym. Na razie nie mam takiego zamiaru.

CKM: No to na koniec wróćmy jeszcze do futbolu. Cały piłkarski świat ceni cię za serce do walki, nazywając polskim gladiatorem albo „ironmanem”. Coraz więcej mówi się o twoim transferze – i to za grube miliony euro. W kontrakcie masz wpisaną klauzulę odstępnego w wysokości 30 milionów euro. Czy odejdziesz z Sevilli już tego lata?
Grzegorz Krychowiak: Nie mam pojęcia. Nie powiem, że na pewno zostanę, bo przecież może się trafić oferta życia, której ani klub, ani ja nie odrzucę. Nie mogę też powiedzieć, że na pewno odejdę, bo tak naprawdę w Sewilli jest mi bardzo dobrze. Wszystko może się wydarzyć. Na razie jest super. Ten klub w ciągu roku dał mi bardzo wiele. Rozwinąłem się jako piłkarz, zdobyłem wspaniałe trofeum w mojej ojczyźnie. I oby tak dalej.

CKM: Niedługo Euro 2016 we Francji. Zagramy tam? Dla ciebie to byłby to występ w drugiej ojczyźnie.

Grzegorz Krychowiak: Dokładnie, Francja to druga ojczyzna. Tam chodziłem do szkoły, tam zaczęła się moja profesjonalna kariera, tam poznałem narzeczoną. W dodatku jedną z aren Euro będzie Bordeaux, dobrze mi znane. Bardzo, bardzo bym chciał awansować do tej imprezy i mamy na to duże szanse. Reprezentacja Polski jest coraz silniejsza i jestem przekonany, że stać nas na sukces.

Wywiad pochodzi z magazynu CKM 8/2015 a w nowym numerze polecamy



Dodał(a): rozmawia Piotr Koźmiński / fot. Newscom Starstock Poniedziałek 28.12.2015

Komentarze

Wszystkie komentarze

Awatar
Zaloguj się lub zarejestruj jeśli chcesz dodać komentarz.
Komentarze (0)