Denis Rodman Rozrabiaka

Słyszałeś o Dennisie Rodmanie? Słyszałeś historie o jego życiu, skandalach, imprezach, fortunie, która przeciekła przez palce, alkoholizmie, związku z Madonną, seksie z setkami przypadkowych kobiet? To gówno słyszałeś!
rodmanART.jpgPrawdziwego Dennisa Rodmana poznasz, dopiero gdy przeczytasz jego wspomnienia, które właśnie ukazują się w Polsce. Książka "Powinienem być już martwy", napisana językiem godnym największego koszykarskiego "bad boya", to nieobliczalna lektura – chwilami rozkosznie radosna, a za moment bolesna i mówiąca wprost o problemach osobistych człowieka, który stanowił podporę Chicago Bulls w czasach gry Michaela Jordana, najlepszej koszykarskiej ekipy w historii tego sportu. Wybraliśmy kilka soczystych fragmentów biografii Dennisa. Chcesz więcej? Leć do księgarni po "Powinienem być już martwy"!

denis_ksiazka.jpg

W ŁÓŻKU Z MADONNĄ

Któregoś razu jestem w Las Vegas, świetnie się bawię w kasynie, nagle odbieram telefon z Nowego Jorku. Dzwoni Madonna i krzyczy: "Mam owulację! Natychmiast przyjeżdżaj!". Zostawiam żetony na stole, wsiadam w samolot, lot trwa pięć godzin, robię co trzeba. Kończymy, a ona staje na głowie, by wszystko ładnie spłynęło, typowe zachowanie dla laski, która próbuje zajść w ciążę. Lecę z powrotem do Vegas i wracam do gry w momencie, w którym ją przerwałem. Niezłe, kurwa, szaleństwo.

Zaczęło się tak, że któregoś dnia w 1993 roku Madonna zadzwoniła do biura klubu NBA San Antonio Spurs i powiedziała, że chce się ze mną skontaktować. Nie zrobiło to na mnie specjalnego wrażenia. Wiedziałem, kim jest, niespecjalnie mi pasowała jej muzyka, w zasadzie to nic mi się w niej nie podobało – cały jej wykreowany wizerunek mi nie pasował. No i nie miałem pojęcia, czego taka megagwiazda może chcieć ode mnie. Ale okazało się,  że prawdziwa Madonna jest bardzo ciekawą osobowością. Miała dobrze poukładane pod sufitem. Była całym pierdolonym przemysłem rozrywkowym. Najdziwniejszy w moim związku z Madonną był być może moment, kiedy zdałem sobie sprawę, że ona wcale nie jest ważniejsza ode mnie. Kiedy szliśmy razem ulicą, na Rodeo Drive w LA, to ona szła ze mną, a nie ja z nią. Reakcje były raczej takie: "O rany, Dennis Rodman". A potem: "O, i Madonna". Zawsze w takiej kolejności. Ona była starym newsem dla paparazzich. Ja byłem świeżym towarem.

JEST RODMAN, JEST ZABAWA

Którejś nocy byłem z jakąś młodą panną w sypialni swojego autokaru. Mój osobisty ochroniarz George był na zewnątrz i patrzył na kołyszący się autobus. Nagle kołysanie się zatrzymało, więc George wpadł do środka, by sprawdzić, co się stało. Panienka była w  łazience. "Hej, jestem goła!" - krzyknęła. "Zamknij się, kurwa!" - odpowiedział George, sprawdzając, co się ze mną dzieje. Siedziałem na łóżku, ze zwieszoną głową i sterczącym w pełnym wzwodzie fiutem, podpierającym brodę (tak przynajmniej twierdzi George). George potrząsnął mną i zobaczył, że oddycham. "Chyba przedawkował" - powiedziała dziewczyna. "Bzdury, po prostu skuł się do nieprzytomności" - odpowiedział George, który wiedział, że nie biorę narkotyków. "Niemożliwe, facetom nie stoi, kiedy film im się urywa" - powiedziała. "Temu facetowi stoi" - odpowiedział George. Postanowił mnie ubrać i zaciągnąć do hotelu. Włożył mi luźne bokserki, koszulę, klapki, ale za cholerę nie był w stanie  poradzić sobie z moim członkiem, który tworzył gigantyczny namiot na środku gaci. Co jest, do cholery? Kiedy tak ciągnął mnie przez środek autobusu, obudziłem się. Nie byłem w stanie sam iść, ledwo mówiłem, ale chciałem zostać z tą laską. Chciałem dalej imprezować!



WYSTARCZY BYĆ

Którejś nocy byliśmy z moim ochroniarzem George’em w klubie Crobar w Chicago, wyrwałem tam taką młodą laskę. Poprosiłem George’a, żeby wynajął mi apartament w hotelu. Wsiedliśmy do pickupa, dziewczyna i ja, George prowadził, ja byłem nastukany. Szybko zauważył, że jedzie za nami ktoś w czerwonym Chevrolecie Camaro. George przejechał na kilku czerwonych światłach, kilka razy skręcił i zaparkował przed hotelem. Było wpół do piątej nad ranem. Czekaliśmy w recepcji na klucze od apartamentu, kiedy George zauważył kolesia z Camaro. Podszedł do niego i zapytał: "Czy mogę w czymś pomóc?". "Owszem - odparł koleś - to moja dziewczyna". "Jak długo jesteście razem?" - zapytał George. "Długo, już nawet razem mieszkamy" - odpowiedziała dziewczyna. "Może lepiej będzie, jak sobie pójdziesz?" - zapytałem. "Nie, nie, nie, nie! – odpowiedziała. - Chcę iść z tobą". Okej.

Było mi trochę żal faceta z czerwonego Camaro, ale nie na tyle, by pogonić tę laskę, sorry. Poszliśmy do pokoju, zrobiliśmy to, co trzeba. Rano George, dziewczyna i ja jedliśmy śniadanie w restauracji Third Coast, zaraz za rogiem obok hotelu. Kilka stolików od nas siedział ten chłopak. Poprosiłem George’a, żeby postawił mu śniadanie. Chłopak się zgodził. Po  śniadaniu chłopak wstaje i rusza w kierunku naszego stolika. Pomyślałem: "O kurwa" (nie bałem się denis_dosier.jpgkolesia, bałem się ewentualnego procesu). Tymczasem facet wyciąga w moim kierunku rękę i mówi: "To prawdziwy zaszczyt pana poznać. Jest pan najfajniejszym gościem. Dziękuję,  że jest pan sobą. Proszę się nie zmieniać". Bez jaj. Po czym gość wziął dziewczynę za rękę i ostatnie, co pamiętam, to jak idą chodnikiem, ręka w rękę. Od tego zdarzenia minęło prawie osiem lat, a ja wciąż nie kumam, o co w tym wszystkim chodziło.

RYZYKANT

Kilka miesięcy po zakończeniu sezonu 1995–1996 (Byki zdobyły wtedy tytuł mistrzowski, wygrywając w sześciu meczach z Seattle Supersonics a ja zdobyłem piąty tytuł najlepiej zbierającego w lidze) wystąpiłem w show u Davida Lettermana i Howar da Sterna i ogłosiłem, że się żenię Nie powiedziałem z kim, ale od razu zaczęły się plotki, że chodzi o Stacy Yarborough - nowojorską striptizerkę, z którą wtedy chodziłem. Nieważne, zaprosiłem dziennikarzy na spotkanie z czytelnikami w Nowym Jorku i obiecałem,  że tam ujawnię tajemnicę.

Na pomysł ślubu z samym sobą wpadłem w Europie, gdzie kręciłem swój pierwszy film "Ryzykanci" z Jean-Claude’em Van Dammem, chuj wie, dlaczego. Opłaciłem przelot z Londynu dla jakiegoś geniusza od makijażu, który brał trzy tysiące dolarów za godzinę, kupiłem drogą suknię. Kiedy już miałem na sobie strój, nie było wątpliwości. To było ubranie drag queen. Kiedy jechaliśmy windą na dół, do powozu z końmi do ośmiu druhen, które zamówiłem na tę okazję, wpadłem na Stevena Ty era z Aerosmith. Znałem się wcześniej z Tylerem, spojrzał na mnie, zlustrował od góry do dołu. "Dennis" - powiedział niskim głosem. "Steven" - odpowiedziałem, próbując naśladować jego głos. "Idź, stary, będę to obserwował" - powiedział.



BRZYDKA CZARNA DZIEWCZYNA

To był ostatni moment, żeby się wycofać. Ta przebieranka w babskie ciuchy, udawanie kobiety, to już nie była zabawa ani gra. To było wejście odważnym krokiem do  świata homoseksualistów i walki o ich prawa. Ryzykowałem – nie wiadomo było, co z tego wyniknie. Pierdolić to. Wsiadłem do powozu, po czym razem z maszerującymi obok ośmioma pięknymi kobietami w smokingach ruszyłem w kierunku Piątej Alei. Wysiadłem z powozu jakieś pięć przecznic od księgarni, dalej poszedłem pieszo, na bosaka. Naokoło zaczęli zbierać się ludzie ciekawi, co to za wielka czarna kobieta w sukni ślubnej, i szli za mną. Po czym zaczęli  łączyć fakty: "Pewnie to ta laska, z którą Rodman się żeni". Zaczęli więc iść za wielką brzydką czarną dziewczyną,  żeby zobaczyć, co będzie dalej. Wkrótce tłoczyły się wokół nas już setki ludzi. Kompletny chaos. "Jezu, nawet policyjna eskorta nie byłaby w stanie okiełznać takiego tłumu" - pomyślałem. Zrobiło się takie szaleństwo, że policja musiała zamknąć ulicę dla ruchu. Policja zamknęła Piątą Aleję dla Dennisa Rodmana!

DENNIS KONTRA DENNIS

Jak już dotarliśmy do księgarni Barnes and Noble przy Rockefeller Center, dziennikarze byli wszędzie. Podpisywałem książki, aż mi się paznokcie połamały. Media uznały to raczej za cyrk niż za koniec znanej nam cywilizacji. Upiekło mi się. To, co miało być  żartem, okazało się strzałem w dziesiątkę. Wprowadziłem w życie nowojorską dewizę "Jeśli uda ci się tutaj, uda ci się wszędzie". I zrobiłem to, będąc sobą. Książka "Zepsuty do szpiku kości" na dwadzieścia tygodni zagościła na liście bestsellerów "New York Timesa", sprzedało się w sumie ponad milion egzemplarzy. Mogłeś wtedy nie znać się na koszykówce, ale, o ile nie mieszkałeś w jaskini, to mogłeś mnie kochać albo nienawidzić, ale na pewno o mnie słyszałeś. To właśnie wtedy, trochę przypadkiem, dzięki mediom, stałem się kimś więcej niż tylko koszykarzem. To była wojna „ja przeciwko sobie”. Dawny konserwatywny Dennis przeciwko nowemu wolnemu Dennisowi. Dobra strona medalu jest taka,  że dzięki sławie będę pamiętany nie tylko jako znakomity koszykarz, ale - i to może nawet ważniejsze - jako facet, który zrobił parę rzeczy, których nikt inny nie zrobił.


Dodał(a): CKM Poniedziałek 08.07.2013

Komentarze

Wszystkie komentarze (1)

Awatar
Zaloguj się lub zarejestruj jeśli chcesz dodać komentarz.
Krad (2013-07-09 00:20:06)
Denis Rozrabiaka?;) W końcu ksywa zobowiązuje Zgłoś naruszenie
Komentarze (1)